Nierówności sprzyjają radykalizacji
Zamieszki w Wielkiej Brytanii wybuchły głównie w miejscowościach, które mierzą się z wysokim poziomem ubóstwa
Władze Wielkiej Brytanii liczą, że zamieszki, do których doszło po ataku nożownika w Southport, dobiegły końca. – Ale ich wpływ będzie odczuwalny przez kolejne miesiące i lata – ocenia nowa minister sprawiedliwości Shabana Mahmood. Premier Keir Starmer wezwał zaś do przeprowadzenia analizy przyczyn brutalnych protestów, do których doszło w 23 miejscowościach na terenie całego kraju.
Przebieg wydarzeń uwidocznił wiele problemów, takich jak zależność od gigantów technologicznych czy nierówności ekonomiczne. „Do zamieszek nie doszło w miejscach takich jak Cambridge, a w Winchester czy St Albans nie obserwowaliśmy ataków na osoby ubiegające się o azyl. Nietrudno zrozumieć dlaczego. To miejsca, w których ludzie mają dobrze płatną pracę i wygodne życie” – pisze na łamach lewicowego dziennika „The Guardian” Larry Elliott. Znaczną część zajść odnotowano w miastach, które mierzą się z wysokim poziomem ubóstwa. Według rządowego wskaźnika deprywacji siedem z nich – Blackburn, Blackpool, Liverpool, Hartlepool, Hull, Manchester i Middlesbrough – znajduje się w pierwszej dziesiątce najbiedniejszych obszarów Zjednoczonego Królestwa. Z danych resortu spraw wewnętrznych wynika, że w przeliczeniu na mieszkańca te siedem miejscowości jest również tymczasowym domem dla największej liczby osób ubiegających się o azyl.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.