Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka zagraniczna

Licytacje europejskich demokratów

12 maja 2025
Ten tekst przeczytasz w 6 minut

P ełnoskalowa inwazja rosyjska na Ukrainie, a wcześniej pandemia koronawirusa i kryzys energetyczny w znaczącym stopniu przeobraziły europejską scenę polityczną. Do standardowego pakietu problemów, doszło kilka kwestii fundamentalnych, które w znacznym stopniu skomplikowały dotychczas utarte podziały polityczne. Kropką nad „i” w tym procesie jest niemal całkowicie libertariański dziś, a właściwie anarchistyczny sposób funkcjonowania mediów społecznościowych, które dla młodego pokolenia uchodzą za bastion wolności, a dla cynicznych polityków za focusową piaskownicę, w której mogą przetestować nawet najbardziej patologiczne zagrywki polityczne.

W okolicznościach, w których od ponad czterech lat słowo „kryzys” jest odmieniane przez wszystkie przypadki niemal codziennie na terenie wszystkich państw UE, społeczeństwa mają pełne prawo czuć się przytłoczone i zmęczone dawaniem kredytów zaufania ludziom, którzy jedyne co ściągnęli na ich głowy, to kolejne kryzysy. W sytuacji, w której przedsiębiorca najpierw próbował ocalić swój biznes w pandemii, następnie nie zatonąć po skokach cen energii, a dalej szukać pracowników, bo dotychczasowi musieli wrócić do ojczyzny z karabinami w rękach, trudno oczekiwać entuzjazmu do kontynuowania tej drogi politycznej. Oczywiście – każde z państw UE poniosło inny koszt i w innych obszarach. Wspólne dla Starego Kontynentu jest jednak poczucie wyczerpania, zmęczenia, a niekiedy wręcz zniesmaczenia działalnością polityków głównego nurtu.

Na taki grunt populiści wszelkiej maści wkraczają jak gwiazdy filmowe na czerwony dywan. Proste odpowiedzi, wielkie obietnice, jedna przyczyna, jeden skutek – to język, którego zdaje się chcą dzisiaj europejskie społeczeństwa. Mamy problem z migracją? Wyrzućmy migrantów. Mamy problem z podatkami? Zrezygnujmy z podatków. Mamy problem z Rosją? Skończmy wojnę za wszelką cenę. Czy tego typu postawa to faktycznie nowe zjawisko w europejskiej polityce? Absolutnie nie. Po prostu tak skrajnie populistyczne hasła mogły liczyć dotychczas na marginalne poparcie, które nie stanowiło zagrożenia dla żadnej z bijących się od dekad o władzę partii w Europie. Dziś, kiedy obietnicę ciągłego wzrostu gospodarczego, konwergencji i zbliżania potencjałów gospodarczych państw członkowskich zastąpił dość mało ambitny, ale niekwestionowany cel – przetrwać możliwie najmniejszym kosztem – nic dziwnego, że trudno znaleźć entuzjastów do poparcia tej „wizji”.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.