Kima zabawy z bronią
Korea Północna najwyraźniej nic nie robi sobie z obowiązującego od trzech lat ONZ-owskiego embarga na handel bronią.
W weekend tajlandzcy celnicy znaleźli na pokładzie tajemniczego iljuszyna, który lądował w Bangkoku, by zatankować, aż 35 ton broni przemycanej przez Phenian prawdopodobnie do Pakistanu. Skandal ten jest kolejnym dowodem, że reżim finansuje się z eksportu technologii militarnej - a świat jest wobec tego procederu bezsilny.
- Na pokładzie było mnóstwo granatników, amunicji i broni innego typu - mówił gen. ppłk Thangai Prasajaksattru, szef tajlandzkiego Centralnego Biura Śledczego, które w ujęciu przemytników korzystało ze wsparcia służb specjalnych USA. Załogę maszyny stanowiło pięciu Kazachów i Białorusin twierdzących, że wiozą sprzęt wiertniczy. Według niepotwierdzonych informacji ił-76 odbywał podobne loty regularnie.
Tymczasem totalitarny reżim w Phenianie od nałożenia przez ONZ embarga w 2006 r. nie ma prawa handlować bronią. Sankcje nałożono po tym, jak Koreańczycy przeprowadzili pierwszą próbę nuklearną. Wcześniej głównymi odbiorcami sprzętu były inne kraje podejrzliwie traktowane przez społeczność międzynarodową: Iran i Syria. To właśnie wsparciu Phenianu, którego technologiczne know-how pamięta czasy zimnej wojny, Irańczycy zawdzięczają rozwój programu rakietowego. Ich pierwsza rakieta średniego zasięgu - Szahab 3 - powstała przy udziale inżynierów z Korei Płn., zaś pociski dalekiego zasięgu Szahab 5 i 6 to niemal dokładne kopie opracowanego w państwie Kim Dzong Ila projektu Taepodong. Według amerykańskich danych sprzed wprowadzenia embarga tylko w 2001 r. Phenian zarobił na eksporcie rakiet balistycznych 560 mln dol. W tym czasie Koreańczycy mieli też sondować w Teheranie możliwość wspólnej produkcji głowic nuklearnych.
Głównego partnera Phenianu odnaleziono jednak w Pakistanie. Pod koniec lat 90. ojciec pakistańskiej bomby atomowej Abdul Kadir Chan odbył co najmniej 13 podróży do Korei Północnej, wożąc ze sobą plany wirówek, które służą do wzbogacania uranu i plutonu, niezbędnych do budowy bomby A. Władze dopiero w 2004 r. przyznały, że taka współpraca miała miejsce, zaś Chan pod presją Waszyngtonu znalazł się w areszcie domowym.
- Władze pakistańskie po 11 września i umieszczeniu KRLD na amerykańskiej osi zła rozluźniły kontakty z niedawnymi partnerami. Równie dobrze broń mogła być przeznaczona dla islamskich rebeliantów albo nawet innego kraju: Iranu, Jemenu czy Birmy - mówi nam koreanista Leonid Pietrow z uniwersytetu w Sydney.
Zdaniem tajlandzkich mediów birmańska junta zaczęła nawet, z pomocą Phenianu, rozwijać własny program nuklearny. Zaś pół roku temu okręt USS "Nimitz" zmusił wiozący zapewne broń dla Birmy statek "Kang Nam 1" do powrotu do Korei Północnej. - Coraz bardziej obawiamy się współpracy wojskowej obu państw - przyznała sekretarz stanu USA Hillary Clinton.
Część ekspertów przypuszcza, że w zamian za uzbrojenie Phenian otrzymuje zapłatę w postaci birmańskiej heroiny, którą następnie rozprowadza po świecie. "Jedynymi realnymi towarami eksportowymi KRLD są broń i narkotyki" - pisze amerykański politolog Larry Wortzel. - Kimowi jest wszystko jedno, komu sprzedaje broń. Handel uzbrojeniem, tak jak narkotykami, jest dla reżimowych elit głównie źródłem dewiz, których reżimowi brakuje - podsumowuje Leonid Pietrow. Co gorsza, nawet nałożenie nowego pakietu sankcji niewiele dyktaturze zaszkodzi: najwyżej nad Azją będzie latać więcej tajemniczych iłów-76.
Michał Potocki
michal.potocki@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu