Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka zagraniczna

Operacja "Gniew kobry" przeciw helmandzkim rebeliantom

Ten tekst przeczytasz w 6 minut

Po ogłoszeniu przez Baracka Obamę planu dosłania do Afganistanu 30 tys. dodatkowych żołnierzy Amerykanie rozpoczęli pierwszą ofensywę przeciw talibom, która ma sprawdzić skuteczność nowej strategii.

900 marines i 150 afgańskich żołnierzy w ramach operacji "Gniew kobry" walczy o kontrolę nad miastem i dystryktem Now Zad w położonej na południu kraju i jednej z najbardziej niebezpiecznych prowincji Helmand. Kolejna na liście celów jest nieformalna stolica helmandzkich talibów - miasto Mardżeh. Wojskowi spodziewają się w nim powtórki z zaciętych walk o kontrolę nad iracką Faludżą.

Marines z Brygady Ekspedycyjnej "Afganistan" mają wykonać zadanie, które od początku wojny w 2001 r. nie udało się nikomu. O Now Zad walczyli Brytyjczycy, elitarne oddziały nepalskich Ghurków i Estończycy.

Przez pewien czas udawało im się nawet utrzymywać w mieście posterunki. Zwycięstwo było jednak pyrrusowe - rebelianci za każdym razem oddawali teren i brali przeciwnika na przeczekanie. W tym samym czasie większość cywili w obawie o swoje bezpieczeństwo opuściła 30-tysięczne i niegdyś tętniące życiem Now Zad, które zamieniło się w - jak to określają zachodni wojskowi - miasto duchów. Jeszcze przed wejściem do niego sił NATO talibom udało się zaminować zabudowania, a improwizowane ładunki wybuchowe stały się zmorą zachodnich żołnierzy.

Kolejne cele stawiane sobie przez NATO okazywały się nie do zrealizowania. Sztandarowe zamierzenie - wyszkolenie policji afgańskiej, która sama wzięłaby odpowiedzialność za bezpieczeństwo - okazało się zupełną porażką: w Now Zad po przybyciu zachodnich żołnierzy nie było żadnego funkcjonariusza, wszyscy wraz z falą cywili uciekli.

W końcu Brytyjczycy przechrzcili Now Zad na Apocalypse Now(zad), nawiązując do amerykańskiego filmu "Czas Apokalipsy" (Apocalypse Now). Miasto w podręcznikach do walki z rebelią pojawia się jako przykład tego, jak nie należy prowadzić wojny przeciw partyzantom. Teraz położony na północy Helmandu bastion rebelii mają zdobyć wsparci najnowocześniejszym sprzętem marines.

W ramach operacji "Gniew kobry" (Chareh cobra) po raz pierwszy w Afganistanie do desantu wojsk zastosowano samoloty pionowego startu V-22 Osprey. Również po raz pierwszy na tak dużą skalę zaangażowano saperów poruszających się pojazdami ABV zbudowanymi na bazie czołgu M1 Abrams. ABV, które wyglądem przypominają maszyny z filmów science fiction, mają rozbroić dystrykt Now Zad, z którego talibowie urządzili jedno wielkie pole minowe.

Amerykanie nie stawiają sobie już tak ambitnych celów jak kiedyś Brytyjczycy. Zamiast szkolenia policji afgańskiej żołnierze mają najpierw - jak przekonuje dowodzący operacją pułkownik Martin Wetterauer - "odciąć przeciwnikowi drogi zaopatrzenia i komunikacji" (dolina Now Zad jest jedną z najważniejszych dróg, którymi zaopatrują się rebelianci).

Talibowie zgodnie ze sprawdzoną przez siebie i znienawidzoną przez NATO taktyką na razie nie wchodzą w otwarte starcia. Od początku operacji, czyli od 3 nad ranem w piątek lokalnego czasu, doszło jedynie do 12 potyczek.

Po Now Zad kolejnym celem Amerykanów jest położone 25 kilometrów na zachód od Laszkar Gah, stolicy prowincji Helmand, i uznawane za afgańskie centrum handlu opium miasto Mardżeh. W ciągu ostatnich dwóch lat talibowie z tamtejszych baz dwa razy próbowali przejąć pełną kontrolę nad Laszkar Gah.

Miejscowi rebelianci w zamian za ochronę makowych pól, z których uprawy utrzymują się helmandzcy chłopi, cieszą się niemal pełnym poparciem lokalnych Pasztunów. Właśnie dlatego w Mardżehu skutecznie działa talibska administracja: łącznie z pobieraniem podatków i ustalaniem zasad handlu na lokalnym bazarze Loy Charahi.

Według amerykańskiego analityka z Center for Defence Studies Jeffreya Dresslera, jeśli wojska USA będą chciały zdobyć Mardżeh, miasto ma szansę przejść do historii jako druga Faludża - irackie miasto w sunnickiej prowincji Anbar, a zarazem bastion rebeliantów. Obecnie w Afganistanie stacjonuje 113 tys. żołnierzy międzynarodowej koalicji, w tym 68 tys. Amerykanów. Prezydent Barack Obama zdecydował w ubiegłym tygodniu o wzmocnieniu sił USA o kolejne 30 tys. i zaapelował do państw NATO o podobne działania. Wysłanie posiłków z innych krajów zwiększy liczebność wojsk zagranicznych w tym kraju do 148 - 150 tys. żołnierzy.

@RY1@i02/2009/238/i02.2009.238.000.010a.001.jpg@RY2@

Amerykański śmigłowiec Chinook wraca do bazy Salerno w prowincji Chost

Reuters/Forum

zbigniew.parafianowicz@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.