Operacja "Gniew kobry" przeciw helmandzkim rebeliantom
Po ogłoszeniu przez Baracka Obamę planu dosłania do Afganistanu 30 tys. dodatkowych żołnierzy Amerykanie rozpoczęli pierwszą ofensywę przeciw talibom, która ma sprawdzić skuteczność nowej strategii.
900 marines i 150 afgańskich żołnierzy w ramach operacji "Gniew kobry" walczy o kontrolę nad miastem i dystryktem Now Zad w położonej na południu kraju i jednej z najbardziej niebezpiecznych prowincji Helmand. Kolejna na liście celów jest nieformalna stolica helmandzkich talibów - miasto Mardżeh. Wojskowi spodziewają się w nim powtórki z zaciętych walk o kontrolę nad iracką Faludżą.
Marines z Brygady Ekspedycyjnej "Afganistan" mają wykonać zadanie, które od początku wojny w 2001 r. nie udało się nikomu. O Now Zad walczyli Brytyjczycy, elitarne oddziały nepalskich Ghurków i Estończycy.
Przez pewien czas udawało im się nawet utrzymywać w mieście posterunki. Zwycięstwo było jednak pyrrusowe - rebelianci za każdym razem oddawali teren i brali przeciwnika na przeczekanie. W tym samym czasie większość cywili w obawie o swoje bezpieczeństwo opuściła 30-tysięczne i niegdyś tętniące życiem Now Zad, które zamieniło się w - jak to określają zachodni wojskowi - miasto duchów. Jeszcze przed wejściem do niego sił NATO talibom udało się zaminować zabudowania, a improwizowane ładunki wybuchowe stały się zmorą zachodnich żołnierzy.
Kolejne cele stawiane sobie przez NATO okazywały się nie do zrealizowania. Sztandarowe zamierzenie - wyszkolenie policji afgańskiej, która sama wzięłaby odpowiedzialność za bezpieczeństwo - okazało się zupełną porażką: w Now Zad po przybyciu zachodnich żołnierzy nie było żadnego funkcjonariusza, wszyscy wraz z falą cywili uciekli.
W końcu Brytyjczycy przechrzcili Now Zad na Apocalypse Now(zad), nawiązując do amerykańskiego filmu "Czas Apokalipsy" (Apocalypse Now). Miasto w podręcznikach do walki z rebelią pojawia się jako przykład tego, jak nie należy prowadzić wojny przeciw partyzantom. Teraz położony na północy Helmandu bastion rebelii mają zdobyć wsparci najnowocześniejszym sprzętem marines.
W ramach operacji "Gniew kobry" (Chareh cobra) po raz pierwszy w Afganistanie do desantu wojsk zastosowano samoloty pionowego startu V-22 Osprey. Również po raz pierwszy na tak dużą skalę zaangażowano saperów poruszających się pojazdami ABV zbudowanymi na bazie czołgu M1 Abrams. ABV, które wyglądem przypominają maszyny z filmów science fiction, mają rozbroić dystrykt Now Zad, z którego talibowie urządzili jedno wielkie pole minowe.
Amerykanie nie stawiają sobie już tak ambitnych celów jak kiedyś Brytyjczycy. Zamiast szkolenia policji afgańskiej żołnierze mają najpierw - jak przekonuje dowodzący operacją pułkownik Martin Wetterauer - "odciąć przeciwnikowi drogi zaopatrzenia i komunikacji" (dolina Now Zad jest jedną z najważniejszych dróg, którymi zaopatrują się rebelianci).
Talibowie zgodnie ze sprawdzoną przez siebie i znienawidzoną przez NATO taktyką na razie nie wchodzą w otwarte starcia. Od początku operacji, czyli od 3 nad ranem w piątek lokalnego czasu, doszło jedynie do 12 potyczek.
Po Now Zad kolejnym celem Amerykanów jest położone 25 kilometrów na zachód od Laszkar Gah, stolicy prowincji Helmand, i uznawane za afgańskie centrum handlu opium miasto Mardżeh. W ciągu ostatnich dwóch lat talibowie z tamtejszych baz dwa razy próbowali przejąć pełną kontrolę nad Laszkar Gah.
Miejscowi rebelianci w zamian za ochronę makowych pól, z których uprawy utrzymują się helmandzcy chłopi, cieszą się niemal pełnym poparciem lokalnych Pasztunów. Właśnie dlatego w Mardżehu skutecznie działa talibska administracja: łącznie z pobieraniem podatków i ustalaniem zasad handlu na lokalnym bazarze Loy Charahi.
Według amerykańskiego analityka z Center for Defence Studies Jeffreya Dresslera, jeśli wojska USA będą chciały zdobyć Mardżeh, miasto ma szansę przejść do historii jako druga Faludża - irackie miasto w sunnickiej prowincji Anbar, a zarazem bastion rebeliantów. Obecnie w Afganistanie stacjonuje 113 tys. żołnierzy międzynarodowej koalicji, w tym 68 tys. Amerykanów. Prezydent Barack Obama zdecydował w ubiegłym tygodniu o wzmocnieniu sił USA o kolejne 30 tys. i zaapelował do państw NATO o podobne działania. Wysłanie posiłków z innych krajów zwiększy liczebność wojsk zagranicznych w tym kraju do 148 - 150 tys. żołnierzy.
@RY1@i02/2009/238/i02.2009.238.000.010a.001.jpg@RY2@
Amerykański śmigłowiec Chinook wraca do bazy Salerno w prowincji Chost
Reuters/Forum
zbigniew.parafianowicz@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu