Polska chce otwartej debaty o podziale unijnych stanowisk
Polska domaga się otwartej dyskusji w sprawie najważniejszych unijnych stanowisk na nadzwyczajnym szczycie w Brukseli 19 listopada. To ostatni moment na taką debatę.
Nasza dyplomacja obawia się, że przywódcy najpotężniejszych krajów, jak Niemcy i Francja, sami uzgodnią kandydatury nowego przewodniczącego Rady Europejskiej oraz szefa unijnej dyplomacji w zakulisowych rozmowach.
- Unia potrzebuje oczyszczenia, otwartej debaty, czemu mają służyć nowe stanowiska. Wspólnota stała się zbyt duża i skomplikowana, aby można było wszystko ustalać w gabinetowych rozmowach - mówi DGP szef UKIE Mikołaj Dowgielewicz.
Frederik Reinfeld, premier Szwecji, który przewodzi obecnie UE, przyznał wczoraj w wywiadzie dla dziennika Dagens Nyheter, że do tej pory nie udało mu się ustalić wspólnego stanowiska przywódców UE w tej sprawie. - Równowaga między lewicą i prawicą jest bardzo ważna dla wielu, ale chodzi też o równowagę między dużymi i małymi narodami, między północą i południem, mężczyznami i kobietami. Bardzo trudno spełnić wszystkie te kryteria - przyznał.
Na razie faworytem na szefa Rady UE pozostaje premier Belgii Herman Van Rompuy. Jest mało znanym, wręcz nijakim politykiem. To powinno odpowiadać polskiemu rządowi, który nie chce, aby przewodniczący Rady UE stał się de facto prezydentem Europy.
Polscy dyplomaci chcą też uzyskać pewność, że nowy szef unijnej dyplomacji w kluczowych obszarach będzie miał zbieżne stanowisko z naszym. - Żaden z obecnych kandydatów nam nie odpowiada - twierdzi wysoki rangą polski dyplomata.
Jędrzej Bielecki
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu