Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka zagraniczna

Klimat podzielił państwa Unii

Ten tekst przeczytasz w 7 minut

Ani kanclerz Angela Merkel, ani prezydent Nicolas Sarkozy nie chcą szybkich decyzji w sprawie dopłat klimatycznych

Przywódców Unii Europejskiej dzieli spór o to, kto ma sfinansować unijną składkę na redukcję emisji CO2 w najbiedniejszych krajach świata. Przed rozpoczęciem unijnego szczytu koalicja 9 nowych państw członkowskich pod przywództwem Polski nie wykluczała weta. Kraje te chcą, by Unia ustaliła nie tylko w jakiej wysokości, ale też na jakich zasadach zobowiązania te zostaną podzielone między kraje Unii.

Bogate państwa Europy nie chcą o tym słyszeć. - Kanclerz Merkel i prezydent Sarkozy w mocnych słowach oświadczyli, że nie chcą podejmować żadnych zobowiązań ani co do wielkości pomocy Unii dla krajów rozwijających się, ani co do tego, kto miałby ją finansować, zanim kart na stół nie wyłożą USA i Chiny - mówi DGP jeden z uczestników negocjacji. Dlatego w chwili zamykania tego wydania gazety wydawało się mało prawdopodobne, aby przywódcy UE doszli do jakiegoś porozumienia. Spór może doprowadzić do fiaska międzynarodowej konferencji klimatycznej w Kopenhadze w połowie grudnia. W grę wchodzą ogromne obciążenia. Zależnie od przyjętej metodologii Polska mogłaby płacić od 200 do nawet 600 mln euro rocznie.

Unia chce bowiem zobowiązać się do przekazania krajom rozwijającym się od 2012 roku pomocy na przejście na czyste technologie o ogromnej wartości: od 2 do 15 mld euro rocznie.

- Chcemy, aby przywódcy wszystkich państw wyjechali z Brukseli ze świadomością, jakie precyzyjnie kwoty będą płacili w związku z ochroną klimatu - oświadczył przed rozpoczęciem szczytu premier. Po polskiej stronie zdecydowanie stanął Jerzy Buzek. - Solidarność ze światem Unia powinna zacząć od solidarności między własnymi krajami - oświadczył. To zaskoczyło dyplomatów, bo zwykle przewodniczący europarlamentu stara się bronić unijnego kompromisu.

A jak tłumaczy minister finansów Jacek Rostowski, Polska chce, aby podstawą wyliczenia udziału naszego kraju w unijnych kosztach walki z ociepleniem klimatu był albo dochód narodowy (nasza gospodarka to zaledwie 3 proc. UE), albo jeszcze lepiej wielkość przekazywanej przez nas pomocy rozwojowej (to np. dwa razy mniej niż Niemcy). Najgorszy natomiast byłby dla nas mechanizm, który opierałby się na udziale Polski w całkowitej emisji szkodliwych substancji przez Unię. Tu jesteśmy niestety potentatem (8 proc.).

A w projekcie konkluzji, którą mają przyjąć przywódcy UE, była, ale tylko bardzo ogólnie, mowa o emisjach CO2 i ulgach w składce dla nowych krajów Wspólnoty.

- Nie zgodzimy się na system, który spowoduje, że słabsi będą ponosili relatywnie większy ciężar i będzie on rósł geometrycznie, w miarę jak zwiększa się pomoc Unii dla państw rozwijających się. To byłoby nie do wytrzymania - oświadczył Donald Tusk w odpowiedzi na pytanie DGP.

Jednak przeforsowanie polskiego stanowiska będzie niezwykle trudne.

Bo większość krajów bogatych przeszła ekologiczną rewolucję i ci, którzy w dużej części odpowiadają za obecny wysoki poziom CO2 w atmosferze, teraz zanieczyszczają stosunkowo mało. A przyjęcie polskiego postulatu oznaczałoby np. dla Niemiec dwukrotnie większą fakturę za walkę z klimatem. Do tego takie kraje, jak Wielka Brytania, Szwecja i Dania, już teraz chciałyby zdeklarowania przez Unię potężnych kwot pomocy. Dlaczego? Wsparcie dla państw rozwijających się ma przybrać formę technologii i urządzeń pozwalających na produkcję odnawialnej energii. A to właśnie specjalność Brytyjczyków, Duńczyków i Szwedów. Problem jest zresztą szerszy.

- Cała Unia jest potęgą ekonomiczną i gdyby ująć mechanizm proponowany przez Polskę w skali globalnej, to Europa musiałaby płacić dużo na walkę z ociepleniem klimatu. Natomiast Unia stosunkowo mało zanieczyszcza środowisko. Jeśli więc wbrew Polsce takie byłoby kryterium podziału obciążeń, to rachunek dla całej Europy w Kopenhadze też byłby niższy - mówi nam unijny dyplomata.

@RY1@i02/2009/213/i02.2009.213.000.004a.001.jpg@RY2@

Unia chce się zobowiązać do przekazania nawet 15 mln euro krajom rozwijającym się

Reuters/Forum

Podział w UE w sprawie wypracowania wspólnego stanowiska na szczyt klimatyczny w Kopenhadze.

Koalicja 11: Polska, Litwa, Łotwa, Czechy, Słowacja, Węgry, Rumunia, Bułgaria, Słowenia, ze wsparciem Malty i Cypru. Te kraje chcą naliczać składkę na pomoc klimatyczną UE dla najbiedniejszych krajów świata proporcjonalnie do PKB. W takim przypadku większość składki płaciłyby najbogatsze kraje UE.

Koalicja starych państw: Wielka Brytania, Dania, Holandia Szwecja - to kraje, które jej przewodzą. Chcą oprzeć składkę na poziomie emisji PKB. To oznacza, że proporcjonalnie największy udział w unijnej pomocy miałyby nowe kraje. Takie rozwiązanie wspierają inne bogate kraje Unii: Niemcy, Włochy i Francja. Jednak prowadzą one własną grę. Jeszcze niedawno nie chciały szybkiej decyzji UE. Wolą, by pierwsze deklaracje padły ze strony USA czy Chin.

Jędrzej Bielecki

korespondencja z Brukseli

Grzegorz Osiecki

grzegorz.osiecki@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.