Startuje nowy rząd Angeli Merkel Co przyniesie Polsce i Europie?
Pod rządami koalicji CDU/CSU i FDP Niemcy będą trudniejszym niż dotąd partnerem w targach o unijne pieniądze
Nad Renem niższe podatki za cenę niebezpiecznie wysokiego deficytu budżetowego; za granicą ścisły sojusz z Polską i Francją oraz starania o stałe miejsce w Radzie Bezpieczeństwa ONZ: to najważniejsze plany nowego niemieckiego rządu, który zostanie dziś w południe zatwierdzony przez Bundestag.
Jeszcze tego samego dnia nowa-stara kanclerz Angela Merkel planuje pierwszą zagraniczną wizytę: kolację w Pałacu Elizejskim w towarzystwie Nicolasa Sarkozy’ego. Także na dziś lub jutro planowane jest expose szefowej niemieckiego rządu ujawniające polityczne priorytety Berlina na najbliższe cztery lata. Analizujemy kluczowe z punktu widzenia Polski i Europy założenia programowe tego rządu.
PO PIERWSZE
Niemcy, podobnie jak większość krajów UE, tkwią po uszy w długach. I to jest dziś najbardziej niepokojąca wiadomość dla całej Europy. - Oznacza ona, że Niemcy nie wrócą w najbliższym czasie do roli rozdającego pieniądze unijnego Świętego Mikołaja - mówi nam Thomas Klau, analityk Europejskiej Rady Stosunków Międzynarodowych. Problemy budżetowe Berlina zaczęły się, gdy zimą rząd Angeli Merkel przyjął bezprecedensowe plany pomocy dla sektora bankowego i pobudzania największej gospodarki UE. Teraz pod wpływem nowego współkoalcjanta, liberalnej FDP, kanclerz musiała przystać również na postulat obniżki podatków. Efekt: do roku 2011 deficyt budżetowy, zamiast maleć, wzrośnie jeszcze do 5 proc. PKB (unijna granica bezpieczeństwa wynosi 3 proc.). Prawdziwe kłopoty zaczną się w drugiej połowie kadencji nowego rządu. Zgodnie z uchwaloną niedawno poprawką do niemieckiej konstytucji, która nakazuje zwalczanie deficytu budżetowego, zacznie się wówczas ostre oszczędzanie. - Obracający każdego eurocenta Niemcy to niezbyt dobra wiadomość w kontekście nadchodzących negocjacji nowego unijnego budżetu na lata 2014 - 2020 - uważa Klau. Rozmowy mogą napsuć sporo krwi w relacjach polsko-niemieckich, bo sąsiedzi zagrają w przeciwnych drużynach: Niemcy, największy płatnik do unijnej kasy, będą chcieli małego budżetu. Polska, główny odbiorca unijnej pomocy, dokładnie odwrotnie. Koalicja CDU/CSU - FDP już zapowiedziała, że oszczędności szukać będzie głównie w zmniejszeniu wydatków na politykę regionalną (znów uderzenie w interesy Warszawy). Spokojnie spać natomiast mogą polscy rolnicy. Dzięki lobbingowi bawarskiej CSU, tradycyjnie reprezentującej w Niemczech elektorat chłopski, większych zmian na tym polu nie będzie.
PO DRUGIE
W umowie koalicyjnej rząd Angeli Merkel i Guido Westerwellego kilkakrotnie odżegnuje się od protekcjonizmu, obiecując solennie, że uszanuje unijne reguły konkurencji. Czy oznacza to, że Berlin nie będzie już drażnił Europy nowym kasusem Opla? - Trzeba zaczekać na konkretne posunięcia - przewiduje Klau. Już dziś mamy natomiast kilka innych dobrych wiadomości: niemieccy koalicjanci chcą dalszej liberalizacji europejskiego rynku (co jest korzystne dla konkurencyjnych polskich przedsiębiorców) oraz wykluczają pomysł wspólnych unijnych podatków, lansowany kilka lat temu przez Gerharda Schroedera. Zwolenników Europy jako silnego gracza na arenie globalnej cieszy też zdecydowane poparcie chadecko-liberalnej koalicji dla traktatu lizbońskiego.
PO TRZECIE
Francja i Polska to jedyni europejscy partnerzy, których nowy niemiecki rząd wymienia w umowie koalicyjnej jako swoich kluczowych sojuszników na najbliższe cztery lata. - O ile pojawienie się Francji to standard, o tyle Polska jest pewnym zaskoczeniem. To dowód, że berlińskie elity rządowe wierzą w ożywienie takich instrumentów współpracy jak trójkąt weimarski. - Możliwość zacieśnienia sojuszu z dwoma czołowymi graczami UE jest ofertą, obok której Warszawa nie powinna przechodzić obojętnie - mówi nam Gunther Hellmann, politolog z uniwersytetu Goethego we Frankfurcie nad Menem.
PO CZWARTE
Pod nowymi rządami dobre stosunki z Rosją pozostają priorytetem niemieckiej dyplomacji. Niemcy nie wyrzekną się wspierania swoich firm, które robią na współpracy ze wschodnim gigantem interesy. W umowie koalicyjnej pojawia się jednak kilka zapisów świadczących, że Merkel wyciągnęła wnioski ze zbyt otwartej prorosyjskości Gerharda Schroedera. Kluczowe znaczenie ma decyzja o cofnięciu zarządzonego przez rząd SPD i Zielonych zamknięcia wszystkich niemieckich elektrowni atomowych. Ten krok zwiększa niemieckie pole manewru w polityce wschodniej, bo na pewien czas zmniejszy uzależnienie od dostaw rosyjskiego gazu. - Atom to jednak jedynie rozwiązanie tymczasowe. Prawdziwą dywersyfikację mogą zapewnić jedynie ropa i gaz z Azji Centralnej i regionu Morza Kaspijskiego. Trzeba wykorzystać najbliższe cztery lata na rozwijanie tych kanałów - mówi nam Rainer Lindner, ekspert Komisji Wschodniej Niemieckiej Gospodarki.
PO PIĄTE
"Chcemy odgrywać decydującą rolę w sojuszach, których jesteśmy częścią" - czytamy w umowie koalicyjnej. Przykładem jest choćby zapisana otwartym tekstem gotowość do przejęcia przez Niemcy stałego miejsca w Radzie Bezpieczeństwa ONZ. To jeden z niewielu punktów, które Merkel przejęła po swoim poprzedniku Gerhardzie Schroederze. Berlin zastrzega wprawdzie, że odstąpi od swojego pomysłu, jeśli Unia wystąpi o wspólny europejski fotel w kluczowym gremium Narodów Zjednoczonych. Trudno jednak oczekiwać, by Wielka Brytania i Francja ochoczo podchwyciły ten ostatni pomysł.
@RY1@i02/2009/211/i02.2009.211.000.009a.001.jpg@RY2@
Angela Merkel zostanie dziś zaprzysiężona na kolejną kadencję w roli kanclerza Niemiec
Reuters/Forum
Rafał Woś
rafal.wos@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu