Według ONZ Karzaj nie wygrał wyborów
Komisja badająca nieprawidłowości wyborcze w Afganistanie zakwestionowała zwycięstwo Hamida Karzaja.
Jej zdaniem - po zweryfikowaniu danych, które napływały z całego kraju - urzędujący prezydent nie przekroczył 50-procentowego progu. To oznacza konieczność przeprowadzenia drugiej tury, na którą Karzaj się nie godzi.
Poniedziałkowe decyzje były prawdziwą porażką urzędującego prezydenta. Jego otoczenie oczekiwało, że ostatecznie zostanie potwierdzone zwycięstwo z 20 sierpnia. Tymczasem ONZ-owska Komisja Skarg Wyborczych ogłosiła raport, z którego wynika, że realne poparcie dla Hamida Karzaja wahało się w okolicach 48 proc. To o wiele mniej niż 54 proc., o których przez ostatnie tygodnie mówili współpracownicy prezydenta.
Jednocześnie komisja nakazała anulowanie wyników i powtórne głosowanie aż w 210 okręgach wyborczych. Taki werdykt oznacza przede wszystkim konieczność przeprowadzenia drugiej tury z udziałem dwóch kandydatów.
Zadecydować może o tym jednak tylko rządowa - a więc kontrolowana przez ludzi Karzaja - Niezależna Komisja Wyborcza po ogłoszeniu oficjalnych wyników. Według afgańskiego prawa powinna się kierować ustaleniami Komisji Skarg Wyborczych.
Nie pogodził się z porażką
Obecny prezydent, odkąd pojawiły się przecieki z prac komisji badającej oszustwa wyborcze, próbował umniejszać jej rolę. Twierdził między innymi, że Zachód próbuje ukraść mu zwycięstwo. Koronnym argumentem miał być fakt, że w pracach komisji oprócz zachodnich ekspertów uczestniczył tylko jeden Afgańczyk.
Pogłębiający się polityczny kryzys próbują przełamać zachodni dyplomaci. Zamieszanie wokół sponsorowanych przez Narody Zjednoczone wyborów i powszechne przekonanie o ich sfałszowaniu utrudniają działania wojsk NATO i walkę z talibską rebelią. Dlatego rozmowy z Karzajem i jego najważniejszym rywalem Abdullahem Abdullahem, byłym ministrem spraw zagranicznych, na temat możliwego kompromisu rozpoczęto na długo przed ujawnieniem raportu Komisji Skarg Wyborczych.
Jednym z możliwych wyjść z sytuacji jest powołanie rządu jedności narodowej, w którym kwestionujący wynik wyborów Abdullah mógłby objąć tekę premiera.
- Zachód zdaje też sobie sprawę z tego, że musi rozszerzyć polityczną bazę, by rzeczywistą władzę miał ktoś jeszcze prócz Karzaja. Szeroki rząd z Abdullahem na czele może być też lepiej odebrany niż pozostawienie pełni władzy w rękach polityka, który nie ma dobrej opinii w Afganistanie - mówi nam Fabrice Pothier, dyrektor forum eksperckiego Carnegie Europe.
Taki rząd mógłby sprawować władzę do czasu przeprowadzenia drugiej rundy wyborów za kilka miesięcy. Wątpliwe, by udało się ją zorganizować przed zimą.
Obama zaczął grozić
Naciski na prezydenta Hamida Karzaja, by zgodził się na wyborczy kompromis, nasiliła wczoraj administracja Baracka Obamy.
Prezydent zagroził między innymi wstrzymaniem na nieokreślony czas zwiększenia liczby amerykańskich wojsk przeznaczonych do walki z talibami.
- Myślę, że w sytuacji, kiedy nie wiadomo, kto jest naszym afgańskim partnerem, podejmowanie decyzji o liczbie amerykańskich żołnierzy w Afganistanie jest nierozsądne i pochopne - mówił szef prezydenckiej administracji Rahm Emanuel.
Paweł Wysocki
pawel.wysocki@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu