Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Wybory do Bundestagu wygra Merkel, ale z kim będzie rządziła?

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Chadecja chce po niedzielnym głosowaniu zbudować koalicję z liberałami. Do większości może zabraknąć kilku mandatów

Niemcy wybiorą w niedzielę nowy Bundestag. Na kilkanaście godzin przed głosowaniem pewne wydaje się jedynie to, że Angela Merkel pozostanie niemieckim kanclerzem. Do ostatnich chwil nie wiadomo jednak, w jakiej koalicji przyjdzie jej rządzić przez kolejne cztery lata. Możliwe są co najmniej trzy scenariusze.

Ostatnie chwile kampanii Angela Merkel wykorzystała, by jeszcze raz pokazać się Niemcom w gronie najpotężniejszych polityków świata podczas dwudniowego szczytu G20 w amerykańskim Pittsburghu. Do ostatniej chwili o głosy walczył za to w kraju jej rywal Frank-Walter Steinmeier (SPD). - Odsunięcie nas od rządu oznacza kurs na społeczeństwo, w którym każdy będzie musiał rozpychać się łokciami - mówił podczas wiecu wyborczego w Hamburgu.

Według najnowszych sondaży te apele lidera socjaldemokratów nie zniwelują przewagi, jaką CDU/CSU utrzymuje nad swoim głównym rywalem SPD. Według badania przeprowadzonego przez "Sterna" na chadeków chce głosować 35 proc., a na socjaldemokratów 26 proc. wyborców.

To zdecydowane zwycięstwo może jednak nie wystarczyć Angeli Merkel do zbudowania po wyborach preferowanej (tzw. czarno-żółtej) koalicji z liberalną FDP, która ostatnio rządziła Niemcami w latach 1982 - 1998. Jeśli zgodnie z sondażami na FDP zagłosuje ok. 13 proc., do upragnionej większości może zabraknąć kilku mandatów.

W tej sytuacji Merkel będzie musiała skorzystać z planu B. Jest nim kontynuowanie tzw. wielkiej koalicji z SPD. Takie rządzące Niemcami przez ostatnie cztery lata małżeństwo z rozsądku od początku było jednak reklamowane jako rozwiązanie tymczasowe i obie partie raczej się do niego nie palą. Innym wyjściem byłoby doproszenie przez CDU/CSU i FDP do koalicji partii Zielonych, która może liczyć na 11proc. poparcie. Wielu obserwatorów uważa to za projekt z przyszłością. Problem w tym, że nie jest na niego gotowe szefostwo Zielonych, które mentalnie tkwi w czasach, gdy chadecja była dla ekologów zaprzysięgłym wrogiem.

Pod rządami kanclerz Angeli Merkel Niemcy są głównym rozgrywającym w UE. W 2007 r. wskrzesiła ona eurokonstytucję pod postacią traktatu lizbońskiego, a rok później zablokowała przyznanie perspektywy członkostwa w NATO Gruzji i Ukrainie.

Merkel zdecydowanie poprawiła stosunki z Warszawą, zwłaszcza od chwili gdy premierem został Donald Tusk. Z oporami wymusiła na partyjnej koleżance Erice Steinbach rezygnację z zasiadania we władzach kontrowersyjnego muzeum upamiętniającego przesiedlenych. Nie ustępuje jednak w sprawie polskich zastrzeżeń wobec Gazociągu Północnego.

Prywatnie Merkel jest zwolenniczką bardziej liberalnych rozwiązań, ale w praktyce jako szefowa rządu była m.in. autorką największej w historii Niemiec interwencji państwa w gospodarkę. By zrównoważyć potężnie zadłużony budżet, raczej podniesie podatki.

Proeuropejska SPD obiecuje większy dystans wobec USA i dalsze odgrywanie roli dobrego policjanta w stosunkach z Rosją. Wyklucza poparcie dla euroatlantyckich ambicji Ukrainy czy Gruzji, za to przychylnie spogląda na akcesję Turcji czy Bałkanów do UE.

Kandydat SPD na kanclerza i szef MSZ Frank-Walter Steinmeier szybko znalazł wspólny język z Radosławem Sikorskim. Partia ta najmocniej naciskała na chadeków, by dla dobra stosunków z Polską Erika Steinbach została usunięta z władz muzeum wypędzeń.

Część partii chce kontynuować zapoczątkowane przez kanclerza Gerharda Schroedera niepopularne w społeczeństwie reformy niemieckiego państwa opiekuńczego (tzw. Agendę 2010). Reszta chce powrotu do lewicowych korzeni.

Liberałowie nazywają siebie radykalnymi zwolennikami integracji europejskiej. Chcą naciskać UE m.in. na reformę polityki rolnej. Mają zamiar krytycznie oceniać poczynania Rosji i USA, ze szczególnym naciskiem na prawa człowieka.

FDP nie sprzeciwi się budowie Gazociągu Północnego, bo "zawartych umów należy dotrzymywać". W czasie debaty na temat wypędzeń partia zachowała neutralność. Obca jej jest wojna na polityki historyczne - liberałowie należeli do najzagorzalszych krytyków rządu PiS.

Ich znak rozpoznawczy to liberalizm: obniżenie podatków

i ograniczenie kosztów pracy.

Traktat lizboński to dla nich plan minimum. Zieloni określają się jako zwolennicy europejskiego superpaństwa, ponadnarodowych instytucji i wspólnej europejskiej tożsamości.

Chcą jak najlepszych stosunków z Warszawą. Byli przeciwni utworzeniu w Berlinie muzeum wypędzeń.

Zwolennicy ekologicznych technologii oraz częściowej liberalizacji państwa socjalnego. Ewoluują wraz ze swoim elektoratem - niegdyś zbuntowanymi studentami, którzy dziś są wykształconymi specjalistami z klasy średniej.

Otwarcie eurosceptyczni: przeciwni traktatowi lizbońskiemu, byli autorami jednej ze skarg na jego niekonstytucyjność. Twierdzą, że Lizbona tworzy Europę neoliberalną i zmilitaryzowaną.

Poza ogólnymi deklaracjami o potrzebie dobrosąsiedzkich stosunków Lewica nie zabiera głosu w sprawach polskich.

Ostro sprzeciwia się jakimkolwiek próbom ograniczania niemieckiego państwa opiekuńczego, chciałaby wręcz rozszerzać jego zasięg, np. wprowadzając płacę minimalną na poziomie 10 euro za godzinę.

. Wojna z talibami miała stać się głównym tematem kampanii wyborczej. Chciała tego skrajna lewica oraz... Al-Kaida strasząca zamachem w Berlinie, Bremie albo Monachium - jeśli 4,5 tys. żołnierzy Bundeswehry nie zostanie natychmiast wycofanych spod Hindukuszu. Okazało się jednak, że pacyfizm nie jest już w Niemczech tak chwytliwy jak w latach 80. czy 90.

. Hiszpańskie wybrzeże śródziemnomorskie dzieli od Berlina prawie 2500 km, to tutaj jednak miał miejsce jeden z największych skandali tegorocznej kampanii wyborczej. Wszystko dlatego, że spędzająca urlop w okolicach hiszpańskiego Alicante socjaldemokratyczna minister zdrowia Ulla Schmidt zapragnęła zorganizować sobie kampanię wyborczą wśród zamieszkałej w okolicy diaspory niemieckich emerytów. Na miejsce dowiózł minister wezwany w tym celu z Berlina służbowy mercedes, który na dodatek skradziono. Sprawa nie pomogła SPD, które dowodziło wcześniej, że w czasie kryzysu troszczy się o każde euro z publicznej kasy.

. Serca niemieckich celebrytów od lat biły po lewej stronie. Zgodnie z tradycją np. noblista Guenter Grass w tym roku znowu poparł SPD. Tym razem jednak środowisko twórców nie było już tak jednomyślne jak dawniej. Choćby zdobywca Oscara za sfilmowanie powieści Grassa "Blaszany bębenek" Volker Schloendorff zdecydowanie opowiedział się za Angelą Merkel. Kanclerz zdołała przyciągnąć do swojej drużyny także prominentów z innych dziedzin, m.in. ex-gwiazdę futbolu Olivera Bierhoffa czy legendę lekkiej atletyki Heike Drechsler.

. Los koncernu z Ruesselsheim był przez wiele miesięcy na ustach całych Niemiec. Marka jest od lat 30. własnością amerykańskiego GM, ale w niemieckich fabrykach Opla pracuje aż 25 tys. ludzi. SPD natychmiast zapowiedziało, że do plajty nie dopuści. Chcąc nie chcąc, kanclerz musiała zaangażować się w poszukiwanie inwestora i udzielić miliardowych poręczeń. Pracownicy Opla stali się w ten sposób największymi zwycięzcami kampanii wyborczej. Kto wie, jak potoczyłyby się ich losy, gdyby kryzys dopadł rynek motoryzacyjny w innym momencie.

. "Urzędnik, który nie wygrał nigdy żadnych wyborów. Charyzma porównywalna do spinacza biurowego" - to tylko niektóre epitety, jakimi skomentowano wysłanie przez SPD do boju o urząd kanclerski ministra spraw zagranicznych Franka-Waltera Steinmeiera. Siwowłosy dyplomata miał podczas kampanii kilka dobrych momentów - np. pojedynek telewizyjny, w którym zdaniem telewidzów wypunktował Angelę Merkel, czy plan utworzenia z Niemiec "zielonej doliny krzemowej przodującej w produkcji ekotechnologii". Nie potrafił jednak dokonać takiego cudu jak jego mentor Gerhard Schroeder, który w 2002 i 2005 r. na ostatniej prostej nadrobił 10 proc. straty do CDU.

. Superambitny lider liberalnej FDP, który ma największe szanse na objęcie w nowym rządzie roli zastępcy Angeli Merkel i szefa niemieckiej dyplomacji. Będzie w tej roli pierwszym zdeklarowanym homoseksualistą. Do sprawy swojej orientacji seksualnej 48-letni Westerwelle podchodzi bardzo poważnie. Jednym z jego pomysłów jest np. uzależnienie niemieckiej pomocy rozwojowej dla krajów Trzeciego Świata od tego, czy przestrzegają one praw gejów.

@RY1@i02/2009/188/i02.2009.188.000.0013.101.jpg@RY2@

REUTERS

Twarze niemieckiej kampanii wyborczej

rafal.wos@dziennik.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.