Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka zagraniczna

Talibowie wezmą na cel Polaków, jeśli Amerykanie umocnią sił

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Amerykanie mają wkrótce zdecydować, czy wyślą do Afganistanu dodatkowe 40 tys. żołnierzy. Ich posiłki stacjonowałyby blisko zarządzanej przez Polaków prowincji Ghazni.

To może zwiększyć i tak duże już problemy polskiego kontyngentu. - Wówczas wyparci przez Amerykanów talibowie mogą schronić się w naszej prowincji - przyznaje wysoki rangą oficer z Dowództwa Sił Operacyjnych.

Choć Polacy w Afganistanie są już od siedmiu lat, to przez pierwsze pięć siły naszego kontyngentu nie przekraczały 300 żołnierzy. Sytuacja się zmieniła, kiedy w 2007 r. zapadła decyzja o wysłaniu na wojnę z talibami 1100 polskich żołnierzy. Początkowo nasze wojsko stacjonowało w trzech prowincjach: Ghazni, Paktice oraz Paktii. Ich misja przebiegała spokojnie. Od roku jest inaczej. Wtedy przejęliśmy we władanie prowincję Ghazni - okazała się rejonem, w którym działają silne zgrupowania talibów.

Przejęcie tej niebezpiecznej prowincji stało się jednym z głównych problemów polskiego kontyngentu. Jeśli głównodowodzącemu siłami USA w Afganistanie gen. Stanleyowi McChrystalowi uda się przekonać Baracka Obamę do wysłania dodatkowych wojsk do Afganistanu, Polacy stacjonujący w Ghazni mogą mieć poważny problem. Według brytyjskiego dziennika "Guardian" większość z 40 tys. dodatkowych żołnierzy trafi do sąsiadujących z Ghazni wschodnich prowincji Afganistanu: Chostu, Paktiki i Paktii, by tam uderzyć w rebeliantów dowodzonych przez legendarnych komendantów Gulbuddina Hekmatjara i Dżalaluddina Hakkaniego. To może być dla nas niezwykle niebezpieczne. Jak przyznają zgodnie oficerowie z polskiego dowództwa operacyjnego, każde wzmocnienie kontyngentów w otoczeniu naszej prowincji oznacza przenikanie rebeliantów z miejsc dobrze obsadzonych do rejonów, które prasa amerykańska określa mianem "bezpiecznych przystani" (save haven).

A takimi bezpiecznymi przystaniami są co najmniej dwa dystrykty w Ghazni: Nawa i Adżristan. W Nawie nie ma ani jednego posterunku policji afgańskiej, ani jednej bazy armii rządowej, nie zapuszczają się tam również Polacy. Zamiast przedstawicielstw lojalnej wobec władz w Kabulu administracji rządzą tam talibowie. W Adżristanie obecność sił prorządowych jest symboliczna. Rok po objęciu kontroli nad Ghazni i po wzmocnieniu sił USA w Afganistanie zarówno Adżristan, jak i Nawa mogą stać się jeszcze większymi bazami dla talibów.

Ale problemy w Afganistanie to codzienność. Polscy żołnierze nie kryją, że piętą achillesową kontyngentu jest uzbrojenie. Tuż po tym, jak w 2007 r. polski kontyngent osiągnął gotowość bojową, w czerwcu zbuntowali się żołnierze. 11 z nich odmówiło wyjazdu na patrol poza teren bazy wojskowej w samochodzie opancerzonym typu HMMWV. Twierdzili, że auta, które amerykańska armia używała podczas pierwszej wojny w Iraku, nie są przystosowane do warunków afgańskich. Mają zbyt cienkie opancerzenie i łatwo je przestrzelić ze zwykłego karabinu.

Aby zwiększyć własne bezpieczeństwo, polscy żołnierze obwieszali boki aut kamizelkami kuloodpornymi. Jak się później okazało, bunt żołnierzy nie był bezpodstawny, gdyż w końcu polska armia zdecydowała się wymienić lekkie HMMWV na znacznie ciężej opancerzone MRAP-y.

Możliwe, że wadliwe uzbrojenie stało się przyczyną tragedii w Nangar Khel, do której doszło 16 sierpnia 2007 r. Wówczas polscy żołnierze ostrzelali wioskę z wielkokalibrowego karabinu maszynowego i moździerza. W wyniku ostrzału śmierć poniosło sześciu Afgańczyków, wśród rannych były też dzieci i kobiety.

Jesienią 2007 r. sprawą zajęła się prokuratura. Uznała, że polscy żołnierze mogli dopuścić się zbrodni wojennej. Oskarżeni żołnierze twierdzą, że cywile zginęli w wyniku użycia wadliwego sprzętu. Miał zawinić moździerz, z którego strzały spadły na wioskę zamiast w kierunku talibów.

Z kolei śmierć kapitana Daniela Ambrozińskiego w sierpniu tego roku wywołała największą do tej pory dyskusję na temat sensu obecności polskich żołnierzy w Afganistanie. Były już dowódca Wojsk Lądowych gen. Waldemar Skrzypczak oskarżył urzędników MON, że w wyniku ich nieudolności żołnierze nie otrzymują właściwego sprzętu. Po tej aferze resort obrony ogłosił, że w najbliższym czasie wyda setki milionów złotych na dozbrojenie wojska.

Polska misja w Afganistanie

22 listopada 2001 r., po ataku Al-Kaidy na budynki WTC w Nowym Jorku.

Częściej walczą z talibami, dlatego obecna V zmiana kontyngentu opiera się na 6. bryg. desantowo-szturmowej.

ok. 70 wozów Rosomak, 32 transporterów Cougar, ok. 100 pojazdów typu HMMWV, 9 śmigłowców i 3 zestawy samolotów bezzałogowych.

w tym kraju zginęło 13 naszych żołnierzy.

81 procent Polaków uważa, że powinniśmy opuścić Afganistan.

@RY1@i02/2009/187/i02.2009.187.000.006a.101.jpg@RY2@

Maksymilian Rigamonti/REPORTER

Polscy żołnierze podczas odprawy w bazie Ghazni, marzec 2009

Tomasz Butkiewicz

tomasz.butkiewicz@dziennik.pl

Zbigniew Parafianowicz

zbigniew.parafianowicz@dziennik.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.