Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Zatrucie Juszczenki sfingowała jego żona?

1 lipca 2018

Żona Wiktora Juszczenki Kateryna oraz CIA manipulowały wynikami badań lekarskich, tak aby wykorzystać otrucie ówczesnego przywódcy ukraińskiej opozycji w walce o władzę. Tak przynajmniej twierdzi parlamentarna komisja śledcza, która bada całą sprawę. Zdaniem komentatorów to kolejny element brudnej gry politycznej przed styczniowymi wyborami prezydenckimi.

Według komisji zdominowanej przez deputowanych wrogich wobec Juszczenki partii, wyniki badań, które wykazały obecność trucizny we krwi ówczesnego kandydata na prezydenta, zostały sfałszowane w USA. Za transport próbek krwi za ocean, a następnie do kliniki w Austrii, która leczyła przyszłego prezydenta, miała odpowiadać urodzona w Chicago żona Juszczenki i politycy prezydenckiej Naszej Ukrainy.

"Próbki zabrano do USA, gdzie zostały wzbogacone dioksyną, a następnie we współpracy z agentami amerykańskich specsłużb wysłano je z powrotem do Austrii. Te same próbki były potem kierowane do ośrodków badawczych, które ujawniły obecność dioksyn" - napisała w raporcie współpracująca z komisją śledczą Łarysa Czerednyczenko.

- To bzdura. Owszem, można sobie wyobrazić, że ktoś fałszuje próbki krwi. Ale w tym przypadku nie tylko badania krwi dowodziły użycia dioksyn, ale też i wszystkie inne objawy chorobowe - mówi nam holenderski toksykolog Gerrit Alink z uniwersytetu w Wageningen.

Rewelacje komisji śledczej to nie pierwszy przypadek podważenia oficjalnej wersji choroby Juszczenki, według której jesienią 2004 r. ludzie powiązani z ówczesnymi władzami dosypali mu dioksyn do jedzenia, aby go zabić lub oszpecić, pozbawiając szans na zwycięstwo z kandydatem nomenklatury Wiktorem Janukowyczem. W czerwcu ubiegłego roku zakwestionował ją były współpracownik prezydenta Dawyd Żwania. Jego zdaniem u przyczyn choroby Juszczenki leżało zwykłe zatrucie jedzeniem. Historia z próbą zamachu miała zaś zostać wymyślona na poczekaniu, aby zbudować pozytywny wizerunek Juszczenki. - Nie słyszałem o żadnej innej truciźnie, która mogłaby wywołać takie objawy. A już na pewno nie wchodzi w grę zwyczajne zatrucie pokarmowe - mówi nam Gerrit Alink.

Wiarygodność tej wersji podważa dodatkowo fakt, że wcześniej ten sam Żwania oskarżał o zamach na Juszczenkę... Julię Tymoszenko.

- Wniosek komisji śledczej do prokuratury o sprawdzenie pierwszej damy to element szerszej gry - mówi nam politolog Wadym Karasiow. - Stoją za nim siły, które chcą zdelegitymizować całą pomarańczową rewolucję. Pokazać, że tłumy na Majdanie Nezałeżnosti były opłacone przez Amerykanów, sąd błędnie uznał, że Janukowycz przegrał, a sprawa dioksyn została spreparowana - tłumaczy. Jego zdaniem za wnioskiem komisji stoi nie tylko Partia Regionów Janukowycza, ale i Tymoszenko, w 2004 r. współliderka rewolucji. - Bywają i takie paradoksy w naszej polityce - tłumaczy. Cała akcja zaś ma wybić z głowy Juszczence ubieganie się o reelekcję.

Pierwsze symptomy choroby Juszczenki pojawiły się 6 września 2004 r., nazajutrz po jego biesiadzie z ówczesnymi szefem i wiceszefem służby bezpieczeństwa Ihorem Smeszką i Wołodymyrem Saciukiem. Polityk z bólu nie mógł wstać z łóżka i został przewieziony do kliniki Rudolfinerhaus w Wiedniu. Lekarze wykryli w jego organizmie dioksynę TCDD (stosowaną do produkcji broni chemicznej), której ilość 10 tys. razy przekraczała dopuszczalne normy. - To drugie pod względem wielkości stężenie tej toksyny w historii - mówił badający sprawę specjalista w dziedzinie dioksyn Abraham Brouwer. Trucizna spowodowała ciężkie zapalenie trzustki, uszkodzenie wątroby i tzw. trąd chlorowy, który na twarzy przystojnego dotychczas polityka pozostawił głębokie blizny. - To nie kwestia jedzenia, lecz politycznego reżimu w tym państwie - komentował potem Juszczenko. Mimo to przez ponad cztery lata jego prezydentury nikomu nie udało się postawić zarzutów w tej sprawie.

@RY1@i02/2009/187/i02.2009.187.000.012a.101.jpg@RY2@

Reuters

Prezydent Wiktor Juszczenko z żoną Kateryną, 2005 r.

michal.potocki@dziennik.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.