Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka zagraniczna

Unia pobożnych życzeń

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

BIUROKRACI UE W DEFENSYWIE. Szef Komisji Europejskiej w parlamencie europejskim przedstawił plany Unii. Barroso tylko potwierdził, że główne skrzypce grają państwa narodowe

Jose-Manuel Barroso chce upodobnić się do prezydenta Stanów Zjednoczonych. Wczoraj po raz pierwszy wygłosił w Parlamencie Europejskim przemówienie "o stanie Unii", które, podobnie jak amerykańska głowa państwa, będzie od tej pory prezentował co roku. Jednak na formie podobieństwo się kończy. Podczas gdy deklaracje amerykańskiego przywódcy zwykle przekładają się w przyszłości na nowe ustawy, większość deklaracji Barroso to jedynie diagnoza sytuacji lub pobożne życzenia. Jakie zatem problemy według szefa KE są dla Unii najważniejsze?

Barroso chce przede wszystkim zacieśnić kontrolę rynków finansowych przez władze Unii. Przewodniczący KE zapowiedział, że w najbliższych tygodniach zaproponuje wprowadzenie zakazu handlu walorami giełdowymi przez inwestorów, którzy nie są ich faktycznymi posiadaczami (naked short term position). Jednak szanse na zatwierdzenie takiej rekomendacji są właściwie żadne. Na początku tego roku podobną próbę podjęła kanclerz Angela Merkel. Wywołało to oburzenie Wielkiej Brytanii, Francji i szeregu innych krajów Unii, bo inicjatywa Berlina spowodowała wówczas panikę na rynkach. Żaden kraj UE nie poszedł śladami Niemców.

Przewodniczący KE zapowiedział ustanowienie wspólnych, europejskich obligacji, które posłużyłyby do sfinansowania modernizacji i rozbudowy infrastruktury we Wspólnocie. Pomysł już raz pojawił się w 2008 roku. Ale nie poparła go wystarczająca liczba krajów członkowskich. Z jednej strony przeciwne są mu nowe kraje UE, jak Polska. Obawiają się, że z powodu konkurencji unijnych obligacji trudniej im będzie znaleźć nabywców na własne obligacje. Z drugiej strony pomysł Barroso odrzucają bogate państwa północnej Europy, jak Niemcy i Holandia. Nie chcą emitować wspólnych obligacji z Hiszpanią, Grecją czy Włochami, bo inwestorzy mogą je uznać za mniej wiarygodne niż obligacje samych Niemiec i Holandii.

Zacieśnienie kontroli nad rynkami finansowymi przez nowe organy Brukseli - to, zdaniem Barroso, warunek, aby nie wybuchł kolejny kryzys finansowy. W dniu, w którym przemawiał, ministrowie finansów UE powołali jednak trzy instytucje nadzoru finansowego o bardzo ograniczonych kompetencjach. Zgodnie z tym systemem nadal władze narodowe będą kontrolowały działalność banków, giełd i towarzystw emerytalnych. Mimo nacisków Parlamentu Europejskiego władze Wielkiej Brytanii i Niemiec nie zgodziły się na dalej idące prerogatywy. Brytyjczycy chcą utrzymać swobodę działalności londyńskiego City. Berlin obawia się natomiast, że będzie zmuszony wyłożyć fundusze na ratowanie obcych instytucji finansowych.

Barroso zaproponował również daleko idącą zmianę systemu opracowania unijnego budżetu. Perspektywa finansowa miałaby zostać wydłużona z siedmiu do dziesięciu lat. Przede wszystkim jednak Portugalczyk chce wprowadzenia bezpośredniego podatku europejskiego, który posłużyłby do sfinansowania działalności Unii. To, jego zdaniem, pozwoliłoby skończyć z systemem wieloletnich targów o wysokość składek każdego z państw członkowskich. Pomysł podatku europejskiego pojawiał się w przeszłości wielokrotnie. Jego akceptacja wymagałaby jednomyślnego poparcia krajów UE. Nigdy jednak do tego nie doszło, bo każda stolica chce maksymalizacji przelewów z Brukseli i minimalizacji własnej składki.

Po wystąpieniu komentarze były jednoznaczne: unijna biurokracja jest w defensywie. To państwa narodowe wyznaczają kierunek, w którym podąża integracja. Niemoc w kreowaniu rozwoju UE przez komisję tylko to potwierdza.

Jędrzej Bielecki

jedrzej.bielecki@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.