Prorosyjscy i proeuropejscy przeciwnicy Łukaszenki
Białoruska opozycja dzieli się na dwa obozy - proeuropejski i wyraźnie prorosyjski. Na kilka miesięcy przed wyborami prezydenckimi mówił o tym w wywiadzie dla TV Biełsat jeden z jej liderów Aleksander Milinkiewicz.
Sytuację zamierza wykorzystać Rosja, która wyraźnie szuka następcy zbyt niezależnego od Kremla Aleksandra Łukaszenki.
- Obecnie istnieje kryzys wśród białoruskiej opozycji i nie trzeba tego ukrywać. Oprócz subiektywnych przyczyn - ambicji, dążenia do autopromocji - są także przyczyny obiektywne. Tego nie było w 2006 roku, gdy cała opozycja zjednoczyła się przeciw reżimowi - mówił wczoraj Milinkiewicz.
- Teraz to nie działa, bo Łukaszenka przetrwał, i reżim również. I teraz trzeba walczyć o demokrację, ale pozostaje bardzo ważna kwesta geopolitycznego wyboru: czy Białoruś będzie w imperium bizantyjskim, czy w europejskiej rodzinie. Dla mnie jest to pytanie pryncypialne i wiem, że wewnątrz opozycji istnieje tu rozdźwięk - dodał.
W poprzednich wyborach prezydenckich na Białorusi, w 2006 roku, Milinkiewicz był głównym kandydatem opozycji. W maju br. zapowiedział, że weźmie udział w najbliższych wyborach, które powinny odbyć się najpóźniej w lutym 2011 roku.
W ostatnich kilku miesiącach Milinkiewiczowi przybyło jednak co najmniej kilku potencjalnych rywali. Polityków, którzy szukają poparcia i pieniędzy w Moskwie. Wśród nich jest były wiceszef MSZ Andrej Sańnikau, dziś lider Europejskiej Białorusi. W marcu specsłużby przeszukały jego mieszkanie. Niedawno amerykański "Newsweek" właśnie jego nazwisko wymieniał w kontekście poparcia przez Kreml w najbliższych wyborach. Na razie Sańnikau deklaruje jedynie, że "Rosja jest naszym (Białorusi - red.) strategicznym partnerem".
Kilka dni temu do Moskwy pielgrzymował również lider Zjednoczonej Partii Obywatelskiej Anatol Labiedźka. Nie jest jasne, skąd pochodzą pieniądze na zorganizowaną z rozmachem kampanię ruchu Mów Prawdę, na którego czele stoi Uładzimir Niaklajeu. Również w tym przypadku tropy prowadzą do Rosji. - Istnieje wiele faktów potwierdzających, że kampania (Mów Prawdę - red.) została sfinansowana z Rosji - mówił nam politolog z Centrum Edukacji Politycznej Andrej Lachowicz. Kampanię Niaklajeua licznie wspomagają członkowie postkomunistycznej partii Sprawiedliwy Świat, której lider Siarhiej Kalakin krytykuje politykę władz z pozycji prorosyjskich.
Według analityków następne wybory prezydenckie wygra najpewniej Łukaszenka (wciąż cieszy się realnym poparciem Białorusinów grubo powyżej 50 proc., co potwierdzają niezależne sondaże). Jeden ze scenariuszy zakłada jednak, że Rosja - na przykład poprzez swoich obserwatorów z WNP - zakwestionuje ich wynik, wskazując na manipulacje. Kompromisem zaś będzie konieczność podzielenia się władzą przez prezydenta z opozycją. Jeśli wybory zostaną przeprowadzone w zimie, Kreml w swoim arsenale dyscyplinowania i naciskania na Mińsk ma również wojnę gazową.
mwp, pap, bielsat, newsru.com
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu