Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Słowacja bojkotuje unijny pomysł ratowania bankrutów

28 czerwca 2018

Ważą się losy wartego 750 mld euro unijnego pakietu stabilizacyjnego. Zagrożona jest również pierwsza transza europejskiego 110-miliardowego kredytu dla zadłużonej Grecji.

Dziś o ich poparciu lub odrzuceniu zdecyduje nowy słowacki rząd, który kwestionuje zobowiązania zaciągnięte w maju przez poprzedni gabinet.

Ewentualne wycofanie się najbiedniejszego z krajów strefy euro ze zrzutki na zadłużone południe Europy nie zrujnuje unijnego mechanizmu solidarnościowego. Może jednak opóźnić jego start i wystraszyć rynki finansowe.

- Gabinet wciąż się zastanawia. Szczerze mówiąc, musimy wybierać pomiędzy złymi a... jeszcze gorszymi rozwiązaniami - mówił wczoraj w Bratysławie słowacki minister finansów Ivan Miklos.

Zamieszanie pojawiło się po wyborach parlamentarnych z połowy czerwca. Właśnie wtedy za naszą południową granicą do władzy doszła centroprawicowa koalicja pod wodzą premier Ivety Radicovej. Już w kampanii wyborczej podkreślała ona, że najbiedniejszy kraj strefy euro nie ma pieniędzy na pomaganie bogatszym od nich Grekom czy Hiszpanom.

Premier Radicova uzasadniała swój sprzeciw konkretnymi liczbami: słowacki PKB w przeliczeniu na głowę mieszkańca stanowi zaledwie 72 proc. greckiego. Z kolei średnia pensja na Słowacji wynosi 725 euro, podczas gdy ustawowa płaca minimalna Greka to przynajmniej 863 euro. - Na dodatek nowy słowacki rząd po przejęciu władzy będzie musiał prawdopodobnie przyznać, że deficyt budżetowy wynosi nie 5,5 a 7,5 proc. PKB, a kraj czeka w najbliższych latach ostre zaciskanie pasa - mówi "DGP" Juraj Karpiss z Instytutu Spraw Ekonomicznych i Socjalnych w Bratysławie.

W tej sytuacji trudno oczekiwać, by Słowacy pochwalali zaciąganie przez ich rząd nowych długów w celu pokrycia dziury budżetowej innego kraju. Według sondaży przeciwko pomaganiu Grekom jest 2/3 społeczeństwa.

Reszta krajów strefy euro nie przyjmuje jednak słowackiej wolty do wiadomości. - Solidarność w strefie euro oznacza odpowiedzialność wszystkich. Nikt nie powinien się od niej uchylać - rugał Słowaków we wtorek niemiecki minister finansów Wolfgang Schaeuble.

W podobnym tonie wypowiadał się także szef grupy euro premier Luksemburga Jean-Claude Juncker. Obaj niewiele jednak wskórali. Do wczoraj pozycja negocjacyjna Słowaków pozostawała niezmienna: nie zamierzamy dorzucać ani centa do udzielonej Grekom w maju pożyczki ratunkowej w wysokości 110 mld euro (według wcześniejszych ustaleń część Słowaków miała wynieść 816 mln w ciągu trzech lat).

Bratysława jest za to gotowa negocjować wysokość swojego wkładu w wart 750 mld euro europejski mechanizm stabilizacyjny (EFSF). Rząd chce uczestniczyć w programie, z którego w razie kłopotów w przyszłości mógłby przecież skorzystać. Uważa jednak, że przypisane Słowakom 4,5 mld euro to zdecydowanie za dużo.

Bratysława ma w negocjacjach z resztą strefy euro silną kartę przetargową. Bez jej podpisu pod dokumentem powołującym do życia EFSF gotowa już do działania instytucja nie może rozpocząć swojej pracy. To miało nastąpić już z początkiem lipca.

- Nie jest tak, że bez Słowacji mechanizm nie może powstać - uważa Nicolas Veron z brukselskiego instytutu Breugela. Konieczne byłoby jednak wówczas wypracowanie nowego porozumienia w eurogrupie. A to oznacza stratę kolejnych tygodni oraz ryzyko niepotrzebnych zawirowań na rynkach finansowych, które i tak nie mają przecież najlepszego zdania o solidarności wewnątrz strefy euro.

@RY1@i02/2010/136/i02.2010.136.000.010a.001.jpg@RY2@

Fot. AFP/East News

Premier Iveta Radicova przekonuje szefa KE Jose Manuela Barroso, że Słowacja jest za biedna, by pomagać Grecji

Rafał Woś

rafal.wos@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.