Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka zagraniczna

Wielkie fiasko Hiszpanii

3 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 8 minut

Kończy się pierwsza unijna prezydencja pod rządami traktatu lizbońskiego. I jednocześnie jedna z najsłabszych w ostatnich latach. Sprawująca ją Hiszpania nie zostawiła po sobie niczego, co można by zapamiętać.

Prestiżowa porażka Madrytu jest związana przede wszystkim z wybuchem greckiego kryzysu zadłużeniowego, który zmusił unijnych gigantów - Francuzów i Niemców - do otwartego przejęcia sterów integracji europejskiej. Hiszpania mogła się tylko przyglądać, jak między Paryżem, Berlinem a Frankfurtem, siedzibą Europejskiego Banku Centralnego, rodzą się kolejne pomysły: powołanie Europejskiego Mechanizmu Stabilizacyjnego, zalążki koordynacji unijnych polityk fiskalnych czy lansowanie radykalnych pakietów oszczędnościowych.

Na dodatek Madryt nie mógł wystąpić w roli gaszącego kryzys strażaka, bo... sam jest elementem zadłużeniowego problemu. Z trzecim co do wielkości deficytem budżetowym (po Grecji i Irlandii), pogrążoną w recesji gospodarką i najwyższym w UE bezrobociem (20 proc.) Hiszpania szybko stała się w oczach rynków finansowym murowanym kandydatem do bankructwa, a pod wpływem presji ze strony Niemiec i Francji socjalistyczny premier Jose Luis Zapatero musiał się zgodzić na pakiet oszczędnościowy.

W tej sytuacji trudno się dziwić, że początkowe plany Zapatero, by wykorzystać unijną prezydencję do wzmocnienia swojej marki na arenie międzynarodowej, zakończyły się serią porażek:

Największą prestiżowo klęską hiszpańskiej prezydencji było fiasko szczytu USA - UE, na który nie znalazł czasu prezydent Barack Obama. Europejscy komentatorzy jednogłośnie uznali to za dowód na geopolityczny upadek Starego Kontynentu.

Szef hiszpańskiego rządu zamierzał ożywić powołaną w czasie francuskiej prezydencji w 2008 roku Unię Śródziemnomorską. Ostatecznie Madryt nie zdołał przekonać izraelskich i palestyńskich polityków do rozmów przy wspólnym stole i planowany na czerwiec szczyt trzeba było odwołać.

Hiszpanom nie udało się też pchnąć na nowe tory dialogu UE z Kubą. Socjalistyczny rząd Zapatero chciał rozmiękczyć europejską politykę izolowania komunistycznego skansenu braci Castro. Uniemożliwiła to jednak śmierć dysydenta Orlando Zapaty po 85 dniach strajku głodowego w więzieniu.

Na obronę Hiszpanów trzeba przypomnieć jednak to, że ostatnie półrocze było pierwszą prezydencją działającą w warunkach traktatu lizbońskiego, który już na starcie ograniczył jej rolę na rzecz prezydenta Europy. To sekretariat Hermana Van Rompuya przejął przygotowanie posiedzeń Rady Europejskiej, a Belg do spółki z szefową dyplomacji UE lady Ashton zaczął reprezentować Europę w stosunkach zewnętrznych.

- Na dodatek w trakcie kryzysu greckiego najważniejsze decyzje zapadały między Paryżem a Berlinem - przypomina analityk Europejskiej Rady Stosunków Międzynarodowych Thomas Klau. W tym układzie nawet dla Van Rompuya pozostawało niewiele miejsca, co dopiero dla osłabionego rządu Zapatero. - Bezprecedensowy kryzys, który uderzył w Europę w ostatnich miesiącach, wymknąłby się spod kontroli każdemu krajowi sprawującemu unijną prezydencję - mówi "DGP" Vincent Palacio z madryckiego ośrodka analitycznego Fundacion Alternativas. Nie inaczej będzie zapewne od 1 lipca, gdy unijną prezydencję przejmuje Belgia, której po ostatnich wyborach parlamentarnych grozi długi paraliż polityczny.

@RY1@i02/2010/125/i02.2010.125.000.012a.001.jpg@RY2@

Fot. EFE/FORUM

Jose Zapatero i Herman Van Rompuy

Rafał Woś

rafal.wos@infor.pl

Słaba hiszpańska prezydencja to przede wszystkim zmarnowana szansa naszego kraju, za którą winę ponosi socjalistyczny rząd premiera Zapatero. Trudno zaprzeczyć, że unijna prezydencja nie ma już takiego znaczenia jak przed Lizboną. Ale nawet dziś - pod rządami nowego traktatu - przewodniczenie pracom UE do spółki z prezydentem Europy powinno być dla każdego kraju okazją do przeforsowania kilku ważnych dla siebie spraw i wzbogacenia unijnej polityki o narodową perspektywę. Tego Madryt nie zrobił.

Na dodatek jednym z głównych celów traktatu z Lizbony miało być wzmocnienie głosu Unii Europejskiej na arenie międzynarodowej. Tymczasem słaba prezydencja, taka jak ta hiszpańska, na pewno nie służyła takiemu celowi. Dowodem może być na przykład bezprecedensowe odwołanie szczytu Unia - USA w Madrycie. Jestem pewien, że silna prezydencja w połączeniu z silnym prezydentem Europy nie tylko nie wchodziliby sobie w paradę, ale działaliby też na rzecz dobrze pojętego europejskiego interesu.

Niestety pod rządami socjalistów Hiszpania z dynamicznego reformatora Unii stała się jednym z jej chorych ludzi. To było aż za bardzo widoczne w czasie minionych sześciu miesięcy.

, dyrektor ds. międzynarodowych w konserwatywnej Fundacji Analiz i Studiów Społecznych (FAES) w Madrycie; w latach 1997 - 2004 blisko współpracował z premierem Hiszpanii Jose Marią Aznarem

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.