Gauck prezydentem Niemiec? Ma zwolenników nawet wśród chadecji
Niemcy opanowała gauckomania. Kandydujący z ramienia lewicowej opozycji legendarny enerdowski dysydent Joachim Gauck ma po swojej stronie opinię publiczną, internautów, a nawet część obozu rządowego.
Gdyby Niemcy wybierali prezydenta w wyborach powszechnych, 70-letni luterański pastor i były szef urzędu ds. akt Stasi miałby największe szanse na zwycięstwo. Prezydenta wybiera jednak Zgromadzenie Federalne, w którym większość ma rządząca koalicja. Według wczorajszego sondażu za najlepszego kandydata na prezydenta uważa go 42 proc. Niemców, podczas gdy jego największy rywal, namaszczony przez kanclerz Angelę Merkel premier Dolnej Saksonii Christian Wulff, mógłby liczyć tylko na 36 proc. Na dodatek Gauck od trzech tygodni konsekwentnie zyskuje: od czasu niespodziewanej rezygnacji dotychczasowego prezydenta Horsta Koehlera jego notowania skoczyły o 10 proc.
Tak napisała nawet rzadko sympatyzująca z lewicą bulwarówka "Bild Zeitung". "Joachim Gauck - ten lepszy prezydent?" - pytał na okładce wpływowy magazyn "Der Spiegel". A gdy w ubiegłym tygodniu Gauck pojawił się na berlińskim Uniwersytecie Humboldta, większość opiniotwórczych mediów szeroko opisała jego przemówienie, nazywając je "porywającym". Krzepki siedemdziesięciolatek jako pierwszy niemiecki polityk zdołał podbić również internet. Na portalu społecznościowym Facebook kandydat ma już prawie 40 tys. zwolenników, nastąpił wysyp poświęconych mu amatorskich stron internetowych, klipów na YouTubie i twitterowych wpisów. - Gauck jest najnowszą romantyczną fascynacją Niemców. Ludziom podoba się to, że nie jest politykiem, ma za sobą piękną opozycyjną kartę w NRD, a jako pastor potrafi ujmująco przemawiać. Nikomu zdaje się nie przeszkadzać brak spójnego politycznego programu Gaucka, który sam lubi określać siebie mianem lewicowo-liberalnego konserwatysty. Na szczęście prezydent w Niemczech wykonuje jedynie zadania reprezentacyjne - mówi nam berliński komentator polityczny Hans Peter Schuetz.
Romantycznej legendzie Gaucka uległa już nawet część obozu politycznego kanclerz Angeli Merkel. - Dlaczego to nie my wystawiliśmy go jako kandydata? - pytał niedawno jeden z chadeckich polityków. Wiadomo już, że przynajmniej czterech spośród 644 delegatów reprezentujących w Zgromadzeniu Federalnym (połączone izby niemieckiego parlamentu, które wybiorą w środę prezydenta) obóz rządowy poprze kandydata opozycji. Aby doprowadzić do drugiej i trzeciej rundy, gdzie decydowała będzie zwykła większość głosów, Gaucka musi poprzeć jeszcze przynajmniej 17 delegatów CDU/CSU lub FDP. Zadanie będzie trudne, ale nie beznadziejne. Niemieckiego prezydenta wybiera się w głosowaniu tajnym, a każdy dzień gauckomanii zwiększa szansę powodzenia tej niespodziewanej kandydatury.
ze względów prestiżowych nie może pozwolić sobie na porażkę w środowych wyborach prezydenta Niemiec. Dlatego kanclerz posłała do boju jednego z najsilniejszych asów w swojej talii: premiera Dolnej Saksonii, 51-letniego Christiana Wulffa. Nie brak głosów, że przy okazji zneutralizowała ona najgroźniejszego rywala we własnym obozie politycznym - polityka, w którym wielu widziało nawet przyszłego chadeckiego kanclerza Niemiec.
@RY1@i02/2010/123/i02.2010.123.000.014a.001.jpg@RY2@
Fot. EPA/PAP
Gdyby to Niemcy, nie parlament, wybierali prezydenta, 70-letni Joachim Gauck zwyciężyłby bezapelacyjnie
Rafał Woś
rafal.wos@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu