Klincz wokół Kirgistanu
Rosja, USA i Uzbekistan - te kraje potencjalnie mogą wprowadzić swoje wojska do ogarniętego przemocą południa Kirgistanu. Jednak zamiast zdecydowanej reakcji każdy z nich waha się, by nie prowokować innych.
Przedstawiciel władz kirgiskich przybył wczoraj do Moskwy, by ustalić, czy Rosjanie przewidują wprowadzenie wojsk w rejon Oszu i Dżalalabadu, gdzie trwają pogromy mniejszości uzbeckiej. Z Moskwy płyną sprzeczne sygnały, pomimo że tym razem - w przeciwieństwie do wojny w Gruzji z 2008 r. - mogłaby liczyć na przychylność Zachodu. Na razie Kreml zachowuje ostrożność. Rosjanie obawiają się, że bezpośrednia interwencja wojskowa sprowokuje do podobnej reakcji Uzbekistan, który zazdrośnie strzeże pozycji regionalnego mocarstwa. A wkroczenie wojsk uzbeckich do kirgiskiej części Kotliny Fergańskiej, wobec której Taszkient wysuwa pretensje terytorialne, musiałoby się skończyć regionalną wojną.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.