Czarny koń czeskich wyborów stawia na internetowe referenda
Obywatelski ruch powstały na bazie dwóch lokalnych czasopism przebojem wdarł się na czeską scenę polityczną. W piątkowo-sobotnich wyborach Sprawy Publiczne (VV) mogą liczyć nawet na 11 proc. głosów.
Prawicowcy podbili serca Czechów hasłami bezpośredniej demokracji. Szczegóły ich programu zostały ustalone w oparciu o wolę internautów. Veczkarzi, czyli osoby zarejestrowane na stronie WWW partii, decydowały, czy VV powinny poprzeć budowę tarczy antyrakietowej (tak), legalizację prostytucji (tak), a nawet budowę międzynarodowego lotniska pod Pragą (nie). W sumie odbyło się 89 takich plebiscytów.
Lider partii, były dziennikarz Radek John, liczy na miano czwartej siły czeskiej polityki. - Jako dziennikarz odkrywałem aferę, robiliśmy wielkie story, a trzy dni później nikt o tym nie pamiętał. Może jako polityk zdołam to zmienić - powtarza mediom, nawołując do odsunięcia od władzy politycznych dinozaurów.
Przeciwnicy VV twierdzą, że to przykrywka dla wielkiego biznesu. Na listach partii znajdują się co najmniej czterej wpływowi przedsiębiorcy, z których każdy wpłacił na kampanię po 2 - 3,5 mln koron (320 - 560 tys. zł). - Socjaldemokraci nic na nas nie mają. Stąd ta cała histeria - odparł jednak lider VV.
Michał Potocki
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu