Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka zagraniczna

Oczekiwana zamiana ról w UE

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Ostatni tydzień obfitujący na kontynencie w zawirowania ekonomiczne sprawił, że brytyjscy politycy spojrzeli na wszystko bardziej europejsko, a politycy z kontynentu bardziej brytyjsko.

Wielka Brytania zyskała koalicję rządzącą, która w Niemczech, we Włoszech czy w Holandii wydawałaby się czymś naturalnym, jednak jest obca tradycji brytyjskiej. Równocześnie kryzys związany z zadłużeniem w strefie euro stworzył na kontynencie atmosferę polityczną i ekonomiczną, która przypomina tę, jaka panowała w Wielkiej Brytanii w szczytowym okresie rządów Margaret Thatcher: rozruchy na ulicach Aten, protesty pracowników sektora publicznego w Hiszpanii czy inspirowana przez populistyczne tabloidy ofensywa eurosceptyków w Niemczech.

Będący agentem tej zmiany w Wielkiej Brytanii przywódca Liberalnych Demokratów, nowy wicepremier Nick Clegg jest najbardziej proeuropejskim politykiem, jaki reprezentował Wielką Brytanię na europejskich szczytach. Jednak w tym samym czasie, kiedy prowadzona w stylu europejskim polityka kompromisu zyskuje tam popularność, zaczyna zbierać coraz gorsze noty w Niemczech. Wielu Niemców dochodzi do wniosku, że porozumienie dotyczące dofinansowywania strefy euro, jakie wynegocjowane zostało w ubiegły weekend w Brukseli, jest zbyt daleko idącym kompromisem. Niemiecka kanclerz Angela Merkel przyjechała na ten szczyt zdeterminowana, by bronić niezależności Europejskiego Banku Centralnego i wzmocnić przepisy mające powstrzymać rządy strefy euro przed nadmiernym zwiększaniem deficytów budżetowych. Merkel opuściła szczyt, wyrażając zgodę na warty 750 mld euro plan ratunkowy dla strefy.

Niemiecka opinia publiczna zareagowała z wściekłością. "Po raz kolejny mamy być głównymi frajerami Europy" - grzmiał "Bild", najlepiej sprzedający się dziennik w Niemczech. Merkel nie jest już postrzegana jako żelazna kanclerz, ale jako pozbawiona kręgosłupa galareta.

Niemieccy politycy podkreślali europejskie powołanie swojego kraju i lamentowali nad brytyjską ciasnotą myślenia i francuskim nacjonalizmem. Teraz jednak mówią wszem i wobec, że Niemcy mają już dość unijnej kultury politycznej - w której, jak się wydaje, ostateczny kompromis zawsze polega na tym, że to oni wypisują czek. Nadszedł czas na wyznaczenie pewnych nieprzekraczalnych granic.

Optymiści mogą uważać, że taka zbieżność stylów w polityce brytyjskiej i niemieckiej może się okazać pożyteczna dla całej Europy. Brytyjczycy, którzy właśnie poczuli smak konsensusu, mogą teraz łatwiej dochodzić do porozumienia z Brukselą, podczas gdy Niemcy, którzy pozbyli się części swoich złudzeń związanych z Unią, mogą być mniej skłonni do forsowania nierealistycznych projektów politycznej unifikacji Europy.

Czasy, w których europejskie szczyty zdominowane były przez walki pomiędzy sceptycznie nastawionymi do Wspólnoty Brytyjczykami a euroentuzjastyczną resztą, dobiegły końca. Wydarzenia nadchodzącego tygodnia zarówno w Wielkiej Brytanii, jak i w Brukseli mogą stanowić przedsmak nowej ery politycznej w Europie, zdominowanej przez strach przed kolejnym kryzysem ekonomicznym.

Tłum. MK

© The Financial Times Limited 2010. All Rights Reserved

Gideon Rachman

publicysta "Financial Timesa"

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.