Ekspansja chińskiej marynarki wojennej wywołała pierwszy spór dyplomatyczny
Pekin systematycznie realizuje doktrynę "obrony dalekich szlaków morskich". Japonia czuje się zagrożona.
Pekin oburzył się, że jego jednostki na wodach mórz Japońskiego i Wschodniochińskiego są monitorowane przez japońską marynarkę wojenną. Tokio z kolei czuje się zagrożone natrętnym pojawianiem się Chińczyków na wodach, które uważała dotychczas za swoją domenę.
Poczucie zagrożenia wzrosło w Tokio w ostatnich tygodniach, gdy w pobliżu japońskich niszczycieli patrolujących Morze Wschodniochińskie zaczęły się pojawiać - ewidentnie nie przypadkiem - chińskie helikoptery wojskowe. Po dwóch incydentach z udziałem tych maszyn Japończycy złożyli w Pekinie oficjalny protest. Nieoficjalnie japońska marynarka wojenna rozpoczęła też program monitorowania działań Chińczyków na wodach dzielących oba kraje.
Ale dla Chin nie ma już odwrotu. Konsekwentnie budujące swój status mocarstwa Państwo Środka od kilku miesięcy realizuje doktrynę "obrony dalekich mórz": od pacyficznych szlaków transportowych po Bliski Wschód. To zdecydowane odejście od dotychczasowej strategii, gdy chińska marynarka wojenna trzymała się brzegów Państwa Środka.
Chińscy admirałowie twierdzą, że nowej doktrynie przyświeca jeden cel: zabezpieczenie szlaków, którymi do Chin transportowane są kluczowe dla gospodarki tego kraju surowce - z Afryki, Bliskiego Wschodu czy Ameryki Południowej. Chińskie niszczyciele i krążowniki chronią też odwierty na morzach Wschodniochińskim i Południowochińskim.
Amerykańscy dyplomaci anonimowo przyznają, że Chińczycy wprost - choć nieoficjalnie - powiedzieli im, że "nie będą tolerować żadnych zewnętrznych ingerencji w swoje interesy na Morzu Południowochińskim". - Ostatnio Chiny testowały też takie rakiety balistyczne dalekiego zasięgu, które mogą zostać użyte do ataku na lotniskowce przeciwnika - podkreślił podczas marcowego przesłuchania w Kongresie admirał Robert F. Willard.
- W tej chwili Chiny z pewnością nie życzą sobie żadnych konfliktów morskich, zwłaszcza z potęgami morskimi takimi jak Japonia czy USA - mówi Christian Le Miere, ekspert brytyjskiego instytutu wojskowego Jane''s. - Ale do spięć dyplomatycznych wynikających ze sporadycznych incydentów będzie dochodzić. Sytuacja zmieni się dopiero w chwili, gdy Pekin będzie miał do dyspozycji lotniskowce. Ale nawet wtedy, zanim uzyska realny status mocarstwa na oceanach, upłynąć może nawet kilkadziesiąt lat - dodaje.
@RY1@i02/2010/093/i02.2010.093.000.009a.001.jpg@RY2@
Kierunki morskiej ekspansji Chin
Mariusz Janik
mariusz.janik@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu