Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka zagraniczna

Ponad dwa tysiące dolarów za opuszczenie talibów

28 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Przebywający od dziś z oficjalną wizytą w USA Hamid Karzaj przedstawi Barackowi Obamie program spacyfikowania afgańskich rebeliantów.

Bronią mają być pieniądze. Karzaj chce talibów zwyczajnie przekupić. Chodzi o tzw. dziesięciodolarowych tabilów, którzy walczą z powodów materialnych, nie ideologicznych. Ewentualne powodzenie planu Karzaja jest kluczowe dla 2140 żołnierzy polskich działających w prowincji Ghazni.

Plan Kabulu jest jedną z najbardziej konkretnych propozycji, jakie pojawiły się w ciągu ostatnich lat. Wzorowany na saudyjskim program zakłada, że lokalni gubernatorzy wraz z rebeliantami skłonnymi złożyć broń ustalą warunki, na jakich to nastąpi. W grę wchodzi przede wszystkim wypłata bezzwrotnej pożyczki za rezygnację z walki i zdjęcie nazwiska z listy poszukiwanych przez siły bezpieczeństwa. Na dalszym planie jest oferta przyuczania do cywilnych zawodów - np. kowalstwa, budownictwa czy krawiectwa - dawnych bojowników. Część z nich ma dostać również propozycję zasilenia szeregów lokalnej policji i wojska (ten punkt jest najbardziej krytykowany przez amerykańskich wojskowych, którzy nie wierzą w lojalność talibów i obawiają się infiltracji struktur siłowych). Tym, którzy nie widzą swojej przyszłości w Afganistanie, rząd proponuje wyjazd do któregoś z państw muzułmańskich. Przyjąć rebeliantów chce np. Arabia Saudyjska.

Program reintegracji od maja będzie wprowadzany w życie w siedmiu prowincjach: Kandahar, Helmand, Herat, Baghdis, Nangarhar, Kunduz i Baghlan. Obejmie 220 dystryktów i 4 tysiące wiosek. Fundusz przekupywania talibów opiewa na sumę 160 mln dol. Według danych MON i strony internetowej Polskiego Kontyngentu Wojskowego w Afganistanie pod Hindukuszem działa około 70 tys. rebeliantów. Oznacza to, że dla każdego z nich do dyspozycji w ramach wymiany "pokój za dolary" pozostaje suma 2285 dol. Co ciekawe, w polityce informacyjnej rządu Afgańczycy skłonni złożyć broń nie są już nazywani terrorystami, tylko "wściekłymi braćmi".

Plan Karzaja to element szerszej strategii, która ma doprowadzić do zakończenia trwającej od 9 lat wojny podjazdowej między talibami, rządem a zachodnią koalicją. Z jednej strony składa się ona z oferty rozmów, z drugiej zakłada wzmocnienie o 30 tys. liczby amerykańskich żołnierzy w Afganistanie i siłowe wyparcie rebeliantów z ich bezpiecznych przystani na południu i wschodzie kraju.

Reakcja na pojednawcze gesty władz w Kabulu jest na razie jednoznaczna. "Emirat islamski ogłasza operację wiosenną pod kryptonimem Al-Faath (Zwycięstwo) przeciwko Amerykanom, członkom NATO i ich podwładnym" - czytamy w najnowszym oświadczeniu opublikowanym na oficjalnej stronie Islamskiego Emiratu Afganistanu (www.alemarah.info). Ofensywa ma ruszyć dziś.

Oprócz znanych z Afganistanu zamachów samobójczych, blokowania dróg czy podkładania na nich improwizowanych ładunków wybuchowych pojawiła się zapowiedź oblegania miast. Mowa jest również o dokonywaniu zabójstw lokalnych urzędników, zagranicznych doradców pracujących dla afgańskiej administracji i "szpiegów, którzy występują jako dyplomaci".

Zapowiedź rozpoczęcia Al-Faath jest interpretowana jednoznacznie: najbardziej zdeterminowani komendanci (wielu tzw. dziesięciodolarowych talibów rzeczywiście jest skłonnych do rozmów) nowymi zamachami zamierzają zerwać wszelkie inicjatywy pojednawcze między rządem a rebeliantami skłonnymi złożyć broń.

@RY1@i02/2010/089/i02.2010.089.000.014a.001.jpg@RY2@

Fot. Reuters/Forum

Zbigniew Parafianowicz

zbigniew.parafianowicz@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.