Białoruś szuka ratunku przed uzależnieniem od Rosji
Aleksander Łukaszenka oczekuje, że Ukraińcy udostępnią mu własny system naftowy do ropy sprowadzanej z Wenezueli. Jeśli do 2011 roku Mińskowi nie uda się zdywersyfikować dostaw energii, będzie zdany na łaskę Kremla
Ukończenie budowy Nord Stream i ropociągu BTS-2 w 2011 r. uzależni Białoruś od Rosji, bo pozbawi ją statusu kraju tranzytowego dla pompowanych do UE surowców.
Mińsk nie daje za wygraną i za wszelką cenę poszukuje sposobu na utrzymanie niezależności.Pomocną dłoń Aleksandrowi Łukaszence może podać Ukraina - wczoraj w Mińsku gościł prezydent Wiktor Janukowycz. Aby zachęcić go do ustępstw, białoruski parlament w kwietniu, po 13 latach zwłoki, ratyfikował wreszcie traktat graniczny. Łukaszenka w zamian oczekuje obniżenia opłat za transport na Białoruś ropy z Wenezueli.
Pierwsza partia 80 tys. ton czarnego złota została w środę w Odessie przepompowana z tankowca do kolejowych cystern i jest w drodze do zakładów w Mozyrzu. Rocznie na Białoruś ma trafiać nawet 10 mln ton ropy z Wenezueli, czyli 50 proc. zapotrzebowania miejscowych rafinerii. Na czerwiec zaś zapowiadana jest pierwsza partia surowca z Iranu.
Poza Odessą Mińsk chciałby także korzystać z portów na Litwie i Łotwie: Kłajpedy i Windawy. Jest tylko jeden problem: cena. - Transportowanie ropy koleją jest o wiele droższe od kupowania jej w Rosji, więc na razie nie ma sensu ekonomicznego - mówi nam ekonomistka białoruskiego Centrum Badawczego IPM Alena Rakawa. Jest jednak na to rada: białoruski koncern Biełnaftachim i ukraińskie ministerstwo energetyki do czerwca mają opracować plan przystosowania ukraińskiej sieci przesyłowej, tak aby ropa mogła dotrzeć do białoruskich rafinerii ropociągami. Choćby rurą Odessa - Brody, której bieg kosztem 200 tys. dol. trzeba będzie ponownie odwrócić.
Ekonomiści zwracają jednak uwagę, że Ukraina jest niepewnym partnerem. - Janukowycz obrał kurs na polepszenie relacji z Moskwą, więc w pewnym momencie może zrezygnować z całej koncepcji, aby nie narażać ich ponownie na szwank - mówi nam Rakawa. Mimo to Mińsk wyraźnie się spieszy. Tamtejszy sektor naftowy stracił rentowność w wyniku podwyższenia ceł przez Rosjan w styczniu 2010 r. W pierwszym miesiącu zanotowano 22,3 proc. straty.
Przede wszystkim jednak Białorusini z trwogą myślą o 2011 r. Wówczas mają zostać oddane do użytku dwa rosyjskie projekty: omijający Białoruś od północy Nord Stream oraz ropociąg BTS-2, którym rosyjska ropa w drodze do UE będzie opływać kraj od wschodu.
W tej sytuacji Białoruś straci charakter państwa tranzytowego, najsilniejszą kartę przetargową w sporach z Moskwą. Wówczas Rosjanie będą mogli szantażować Baćkę odcięciem gazu czy ropy bez obaw o reakcję Zachodu, którego nie dotknie kolejna energetyczna wojna z Mińskiem. Aleksander Łukaszenka nie ma złudzeń: decydujące starcie o własność rafinerii, wprowadzenie rosyjskiego rubla, uznanie Abchazji i Osetii Płd. czy wpuszczenie rosyjskiego biznesu jeszcze przed nim. - Wzmocnienie niezależności Białorusi od Rosji będzie głównym tematem kampanii Łukaszenki przed zimowymi wyborami - przewiduje analityk Andrej Lachowicz.
Prezydent dał sygnał podczas środowego spotkania z szefem rafinerii w Mozyrzu Anatolem Kupryjanauem, przestrzegając, aby nie dzielić się z rosyjskimi współwłaścicielami (mającymi 42,5 proc. udziałów) zyskiem z przetwarzania wenezuelskiej ropy. - Jeśli choć jedna kopiejka pójdzie w tamtą stronę, weźmiecie to na siebie. Zysk nie jest im potrzebny - perorował Łukaszenka.
@RY1@i02/2010/084/i02.2010.084.000.008a.001.jpg@RY2@
Rosyjskie ropa i gaz wkrótce ominą Białoruś
Michał Potocki
michal.potocki@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu