Debata o gospodarce ostatnią szansą Gordona Browna
Gafa Gordona Browna, który nie zdając sobie sprawy z tego, że mikrofon jest włączony, nazwał 66-letnią emerytkę - i zwolenniczkę Partii Pracy - bigotką, może się okazać brzemienna w skutki. Współpracownicy brytyjskiego premiera przyznają nieoficjalnie, że może to pogrzebać jego szanse na utrzymanie się u władzy.
Szczegółowo opisywany przez wszystkie brytyjskie media incydent miał miejsce w środę w Rochdale koło Manchesteru. Brown w czasie kampanii wyborczej rozmawiał z kobietą, która mówiła o swoich obawach związanych z napływem imigrantów. Pikanterii sprawie dodaje fakt, że współpracownicy premiera odradzali mu bezpośrednie spotkania ze zwykłymi ludźmi, mając świadomość, iż słabo sobie radzi w takich sytuacjach.
Choć Brown później osobiście zadzwonił i przepraszał kobietę, na efekty nie trzeba było długo czekać. Według sondażu opublikowanego wczoraj w "The Sun" jego Partia Pracy ponownie spadła na trzecie miejsce - prowadzą konserwatyści Davida Camerona z 34-proc. poparciem i przewagą trzech punktów nad Liberalnymi Demokratami oraz siedmiu nad laburzystami. Ale to wciąż za mało, by Partia Konserwatywna zdobyła bezwzględną większość w parlamencie.
Wczoraj Brown miał prawdopodobnie ostatnią szansę na odwrócenie losów zaplanowanych na 6 maja wyborów - wieczorem w Birmingham odbyła się ostatnia z trzech telewizyjnych debat liderów partii. Jej głównym tematem miała być gospodarka, czyli temat, w którym czuje się on najpewniej. Przewagę tę niweluje jednak to, że brytyjski premier jest znacznie mniej medialnym politykiem niż jego rywale - Cameron i szef Liberalnych Demokratów Nick Clegg.
bjn
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu