Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Aleksander Łukaszenka nie boi się już izolacji

1 lipca 2018

Nawet manipulacje podczas wczorajszych wyborów lokalnych nie doprowadzą do izolacji Białorusi. Tak samo będzie w przypadku przyszłorocznych wyborów prezydenckich.

Mińsk, nie oglądając się na podzieloną Unię i Rosję, umiejętnie lawiruje między Wschodem a Zachodem. Poszerza w ten sposób swoje pole manewru w polityce zagranicznej. Współpracą z Białorusią po porażkach na Ukrainie, w Kirgistanie i Azerbejdżanie zainteresowane są już nawet USA.

Wenezuela, Brazylia czy Chiny to tylko niektóre z alternatyw Mińska. Białoruś coraz odważniej kusi też inwestorów z UE i USA. Dzięki temu może nadal opierać się naciskom Rosji, a nawet stawiać jej własne żądania. Wczoraj Aleksander Łukaszenka zasugerował Rosjanom, że w razie dalszych nacisków na sprzedaż strategicznych przedsiębiorstw zażąda pieniędzy za użytkowanie rosyjskich obiektów wojskowych w Wilejce (centrum łączności marynarki) i Hancewiczach (radar). - Najwyraźniej głównodowodzący siłami zbrojnymi Rosji (chodzi o Dmitrija Miedwiediewa - red.) o tym zapomniał. Mogę przypomnieć, że w odróżnieniu od Sewastopola Rosja płaci nam zero rubli zero kopiejek za dzierżawę tych baz - mówił białoruski przywódca po oddaniu głosu w jednej z mińskich komisji.

Łukaszenka może sobie pozwolić na tak odważne wypowiedzi, ponieważ jego taktyka wielowektorowości i szukania sojuszników na całym świecie okazała się skuteczna. Na redzie portu w Odessie stoi właśnie wenezuelski tankowiec z pierwszą partią 80 tys. ton tamtejszej ropy naftowej. Po wyładowaniu zostanie ona dowieziona na Białoruś koleją (jeszcze niedawno Rosja i opozycja białoruska szydziły z pomysłu sprowadzania ropy z Wenezueli). Docelowo tylko w 2010 r. Mińsk ma sprowadzić z Wenezueli 4 mln ton nafty. Ropa od Hugo Chaveza jest droższa niż rosyjska, ale za to zmniejsza uzależnienie energetyczne od sąsiada.

Z kolei w sobotę wicepremier Uładzimir Makiej spotkał się z przedstawicielem Deutsche Banku Peterem Tilsem. Bank to kolejna obok grupy Rothschilda instytucja, która ma pomóc Mińskowi w przyciągnięciu zachodnich inwestorów. Nieoficjalnie mówi się, że DB może w zamian uzyskać preferencje przy przejęciu jednego z białoruskich banków. Niecały miesiąc wcześniej z podobną wizytą na Białorusi gościli przedstawiciele firm z USA, m.in. Microsoftu, koncernu Honeywell czy prawniczej firmy Greenberg Traurig.

- Jesteśmy tu po to, by dyskutować o interesach, a nie o polityce - mówił reprezentant tej ostatniej David Baron. Łukaszenka ujawnił przy okazji, że nawiązał kontakt z administracją Baracka Obamy w sprawie bliższej współpracy między oboma państwami. Zachód przez lata był dla Łukaszenki wrogiem numer jeden. Prezydent ostatecznie przekonał się, że Europa może być użyteczna, gdy za 3,5 mld dol. kredytu z MFW udało mu się przetrwać kryzys. - Możemy za to podziękować naszym, w cudzysłowie, wrogom: MFW, Europie i Zachodowi - mówił niedawno.

Dla Białorusi perspektywiczny może się również okazać kierunek chiński. W marcu do Mińska przyjechał z konkretną ofertą wiceprezydent ChRL Xi Jinping. Pekin obiecał realizację wspólnych projektów wartych co najmniej 1 mld dol. W grę wchodzi nawet budowa elektrowni atomowej.

Dzięki wyjątkowo aktywnej jak na dziesięciomilionowy kraj polityce zagranicznej Łukaszenka z coraz mniejszym niepokojem patrzy na wewnątrzunijne dyskusje, czy wznowić sankcje, czy też nie. - Mińsk świetnie rozgrywa różnice w podejściu do Białorusi - mówił nam opozycyjny politolog Aleś Michalewicz. Do całkowitego zniesienia sankcji prze Francja, sprzeciwiają się temu Londyn i kraje skandynawskie. Jednak wskutek różnicy zdań Unia nie jest zdolna nawet do stworzenia mapy drogowej wskazującej Łukaszence, co musi zrobić na rzecz liberalizacji reżimu, by uzyskać konkretne ustępstwa ze strony Brukseli. Do przedstawienia podobnego dokumentu od lat wzywa białoruska opozycja.

Łukaszenka wie, że niezależnie od skali manipulacji Bruksela nic nie zrobi. Kolejna dyskusja nad losem zawieszonych sankcji wobec Mińska dopiero jesienią. A w Unii coraz powszechniejsze jest zdanie, że stabilna Białoruś pod rządami Łukaszenki jest lepsza, bo bardziej przewidywalna, od kraju po potencjalnej zmianie władzy.

@RY1@i02/2010/080/i02.2010.080.000.0013.001.jpg@RY2@

Fot. Reuters/Forum

Aleksander Łukaszenka podczas wczorajszego głosowania w Mińsku

Michał Potocki

michal.potocki@infor.pl

Stagnacja - to najwłaściwsze określenie tego, co dzieje się na Białorusi. Sytuacja opozycji nie jest gorsza niż w poprzednich wyborach, lecz o liberalizacji systemu nie ma mowy.

Mimo braku postępu w liberalizacji relacje na linii Bruksela - Mińsk nie powinny ulec zmianie. Nie ograniczają się one zresztą jedynie do pielęgnowania zalążków demokratyzacji Białorusi poprzez unijne dotacje. Jednym z najważniejszych aspektów wzajemnych relacji jest uniezależnienie się Białorusi od Rosji. Starania na rzecz wzmocnienia niepodległości kraju przynoszą efekty. Mińsk coraz rzadziej ogląda się na Moskwę. Sam zawsze byłem gorącym zwolennikiem unijno-białoruskiego dialogu. On pomoże Białorusinom wejść na drogę ku Europie. Jeżeli dojdzie do ponownej izolacji Mińska, zagrożone zostanie to, co dla nas najcenniejsze - niepodległość.

Na kształt przyszłorocznych wyborów prezydenckie wpływ będzie miała nie tylko władza. Dużo zależy od samej opozycji: stopnia jej konsolidacji, kampanii, od współdziałania z Unią Europejską i Stanami Zjednoczonymi. Sam Zachód powinien skonkretyzować swoje wymagania. Nie może stosować tylko ogólnych patetycznych haseł, ale musi postawić ultimatum: jeżeli żaden niezależny kandydat nie będzie miał swojego przedstawiciela w komisji wyborczej, to takie wybory nie będą uznane za prawomocne.

Po niedzielnych wyborach Łukaszenka będzie chciał dalej współpracować z Unią. Zależy mu na zdobyciu środków na modernizację gospodarki i uniezależnienie się od Moskwy. Wszystkie zarzuty Zachodu będzie zbywał stwierdzeniem: "Wy też do demokracji dochodziliście 200 lat, dajcie więc teraz nam te 200 lat".

@RY1@i02/2010/080/i02.2010.080.000.0013.002.jpg@RY2@

Fot. Artur Chmielewski

Aleksander Milinkiewicz

Aleksander Milinkiewicz

Autor jest białoruskim opozycjonistą, był kandydatem w wyborach prezydenckich w 2006 r.

Reakcją Zjednoczonej Partii Obywatelskiej na tzw. liberalizację jest decyzja o wycofaniu się z wyborów. Chcieliśmy mieć chociaż minimalny wpływ na proces liczenia głosów. Władza nam takiej możliwości nie dała.

Co z tego, że pozwoliły opozycji prowadzić kampanię wyborczą, skoro zostawiły sobie monopol na liczenie głosów. Szansa na realną liberalizację pojawi się, gdy opozycja zostanie dopuszczona do komisji wyborczych.

Dla Łukaszenki ważne jest, by wybory lokalne zostały uznane przez Zachód za w miarę wolne. W ten sposób tworzy on grunt przed wyborami prezydenckimi. My swoim wyjściem z kampanii staramy się pokazać, że liberalizacji nie ma. Trudno będzie sprzedać Europie mit demokratyzacji, gdy z wyborów rezygnuje największa partia opozycyjna.

Jeśli chodzi o Europę, jej problem polega na braku jednolitego stanowiska wobec Łukaszenki. Są pragmatycy, których interesuje tylko biznes. I tacy, którym zależy na prawach człowieka. Łukaszenka takie podziały wykorzystuje do rozgrywania Unii.

O demokratyzacji Białorusi będzie można mówić, gdy zacznie działać mechanizm: zagraniczne kredyty w zamian za wolne wybory. Tymczasem pomysł gospodarczych form nacisku na Mińsk funkcjonuje tylko w teorii. Unia Europejska nie jest do dialogu z Mińskiem przygotowana. W konsekwencji mamy do czynienia z jakimiś chaotycznymi posunięciami, spotkaniami, deklaracjami.

@RY1@i02/2010/080/i02.2010.080.000.0013.003.jpg@RY2@

Fot. mat. prasowe

Anatol Labiedźka

Anatol Labiedźka

Autor jest białoruskim politykiem, od 2000 r. przewodniczy Zjednoczonej Partii Obywatelskiej

Moim zdaniem wybory lokalne, które wczoraj zakończono na Białorusi, nie mają znaczenia dla naszej rzeczywistości politycznej. I właśnie dlatego nawet ich specjalnie nie śledziłem. Nie doszło do żadnych zmian. Zresztą trudno oczekiwać, by miało do nich dojść. Mamy do czynienia z zakonserwowanym lata temu systemem. Na zmiany np. w prawie wyborczym się nie zanosi.

Uważam, że to, co się działo przez ostatnie dni na Białorusi, nie będzie miało żadnego wpływu na relacje Mińska i Brukseli. Jeśli już, to Aleksander Łukaszenka albo opozycja wykorzystają wybory na potrzeby agitacji i propagandy. Nic nie wskazuje na to, by strumień unijnej pomocy dla Białorusi miał wyschnąć. Potrzebny jest o wiele ważniejszy pretekst do zaprzestania finansowego wspomagania Białorusi niż dzisiejsze wybory.

@RY1@i02/2010/080/i02.2010.080.000.0013.004.jpg@RY2@

Fot. mat. prasowe

Aleksander Wajtowicz

Aleksander Wajtowicz

Autor jest byłym przewodniczącym Rady Republiki, wyższej izby białoruskiego parlamentu

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.