Meksyk prosi o pomoc
Meksykański prezydent Felipe Calderon zwrócił się do Stanów Zjednoczonych o pomoc w walce z kartelami narkotykowymi. Tym samym przyznał po raz pierwszy, że jego kraj przegrywa trwającą od ponad trzech lat wojnę.
- To nieodzowne, by Stany Zjednoczone i Meksyk podzieliły się odpowiedzialnością za walkę ze zorganizowaną przestępczością - mówił we wtorek Calderon podczas wizyty w przygranicznym Ciudad Juarez. - Jedną z przyczyn problemów jest konsumpcja narkotyków w USA - przekonywał.
Zarówno on, jak i towarzyszący mu amerykański ambasador w Meksyku Carlos Pascual zastrzegali wprawdzie, że nie chodzi o militarne zaangażowanie się Amerykanów po południowej stronie Rio Grande, ale zdaniem ekspertów to tylko kwestia czasu.
- Deklaracja prezydenta Calderona jest przyznaniem się do bezradności, bo w Ciudad Juarez sytuacja nigdy jeszcze nie była tak zła. Dla Waszyngtonu najważniejsze pozostaje, aby kartele nie przejęły kontroli nad teksańskim El Paso, więc wkroczenie wojsk amerykańskich do Ciudad Juarez jest możliwe - mówi DGP Glen Biglaiser z Texas Tech University. - Ale interwencja byłaby możliwie krótka, ograniczona tylko do zaprowadzenia tam porządku i niewykraczająca poza to miasto - dodaje.
W Ciudad Juarez zresztą już pracują agenci FBI, którzy wyjaśniają okoliczności zabójstw dwójki Amerykanów - pracownicy konsulatu USA w tym mieście i jej męża - oraz Meksykanina - męża innej pracownicy placówki. Zastrzelili ich w sobotę późnym popołudniem. W dwóch oddzielnych incydentach - najprawdopodniej członkowie któregoś z miejscowych gangów narkotykowych. Teraz kluczowa jest odpowiedź na pytanie, czy była to pomyłka, czy też narcotraficantes czują się już na tyle pewni siebie, by zaatakować urzędników supermocarstwa.
Nie czekając na wyniki śledztwa, Amerykanie podjęli pierwsze kroki. Gubernator Teksasu nakazał wzmocnienie patroli policyjnych wzdłuż granicy. - Gdy na szali jest bezpieczeństwo mieszkańców Teksasu, nie możemy czekać - wyjaśnił Rick Perry.
Nie rozwiązuje to jednak źródła problemu, podobnie jak nie rozwiązują go pieniądze przekazywane przez USA na walkę z kartelami. W ramach przyjętej w czerwcu 2008 r. Inicjatywy z Meridy Stany Zjednoczone mają w ciagu trzech lat wydać na ten cel 1,6 miliarda dolarów. Ponad trzy czwarte z tej sumy trafi do Meksyku (reszta do mniejszych krajów Ameryki Środkowej). Pieniądze te służą do zakupu śmigłowców i samolotów transportowych dla wojska i policji, skanerów lotniskowych czy systemów telekomunikacyjnych.
To bowiem niewielki ułamek kwot, którymi obracają kartele narkotykowe. Amerykańskie władze szacują, że co roku ze Stanów Zjednoczonych wypływa do meksykańskich karteli 12 - 15 miliardów dolarów w gotówce, zaś przemyt narkotyków na drugą stronę granicy daje im dochód w wysokości co najmniej 23 miliardów rocznie. Dzięki temu praktycznie zajęły one miejsce Kolumbijczyków, którzy jeszcze na początku poprzedniej dekady kontrolowali rynek.
Od grudnia 2006 r., kiedy Calderon wysłał wojsko do walki z kartelami, zginęło w niej ponad 19 tysięcy ludzi, z czego 2600 tylko w zeszłym roku w Ciudad Juarez.
@RY1@i02/2010/054/i02.2010.054.000.010a.001.jpg@RY2@
Fot. Reuters/Forum
Ciudad Juarez nazywane jest najniebezpieczniejszym miastem świata. W zeszłym roku zabito w nim 2600 osób
bartlomiej.niedzinski@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu