Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka zagraniczna

Unia obiecuje Grecji solidarność. Ale pieniędzy na razie nie da

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 7 minut

Bruksela obawia się, że zbyt szybka pomoc może spowodować rozlanie się greckiej choroby na inne kraje strefy euro

UE pomoże walczącej o gospodarcze przetrwanie Grecji - zapowiedzieli wczoraj w Brukseli unijni przywódcy. Nie będzie to jednak pomoc finansowa. Przynajmniej na razie.

Rząd Grecji wcale nie prosił nas o pieniądze. Będzie próbował wyjść z opresji o własnych siłach - powiedział prezydent UE Herman Van Rompuy, dla którego było to pierwsze spotkanie w roli gospodarza unijnego szczytu. Były premier Belgii zaznaczył, że wsparcie dla Aten będzie miało na razie charakter polityczny.

- Członkowie strefy euro podejmą zdeterminowane i skoordynowane działania, by w razie potrzeby zagwarantować finansową stabilność strefy euro jako całości - czytamy w deklaracji ogłoszonej wczoraj po południu przez unijnych liderów.

W podobnym tonie wypowiadali się też wczoraj najważniejsi unijni przywódcy. Kanclerz Niemiec Angela Merkel zapewniła na przykład, że "UE nie pozwoli upaść" Grecji. Zastrzegła, że w zamian za wsparcie kraj ten będzie musiał skrupulatnie przestrzegać zasad dyscypliny budżetowej i dążyć do ustabilizowania swoich finansów publicznych. Gotowość wzięcia udziału w pomocy dla Grecji - nawet finansowej - jeszcze przed rozpoczęciem szczytu deklarował też Donald Tusk.

Cel brukselskiego przesłania jest jasny: chodzi o uspokojenie rynków finansowych i zapewnienie stabilności wspólnej waluty euro, która traci na wartości od czasu, gdy chwiać zaczęły się greckie finanse.

Deklaracja unijnych liderów ma także powstrzymać rozprzestrzenianie się "greckiej choroby" na inne kraje Wspólnoty. Zwłaszcza Portugalię, Hiszpanię, Irlandię i Włochy. Razem z Grecją tworzą one dziś grupę państw, których sytuacja finansowa zadecyduje o być albo nie być strefy euro, a w konsekwencji całej integracji europejskiej.

@RY1@i02/2010/030/i02.2010.030.000.0009.001.jpg@RY2@

Fot. AP

Nie zostawimy Greków w potrzebie. Ale na razie pozwólmy, by sami sobie pomogli - mówił prezydent UE Herman Van Rompuy (po prawej)

Problem: Sedno kryzysu tkwi w olbrzymich długach: deficyt sięgnął w 2009 r. 12,7 proc. PKB, dług publiczny - 120 proc. PKB. Te dane nie są niczym nadzwyczajnym. Od wprowadzenia euro Grekom tylko raz udało się sprostać kryteriom z Maastricht. - Tyle że w czasie kryzysu rynki finansowe nie są skłonne do udzielania nowych kredytów. Lata finansowej beztroski nie przysłużyły się budowaniu zaufania do greckich papierów dłużnych, przez co Grecy wpadli w klasyczną pułapkę zadłużenia - mówi nam Simon Tilford, główny ekonomista londyńskiego Center for European Reform. Według agencji ratingowej Moodys, tylko w pierwszej połowie 2010 r. Grecy na obsługę zadłużenia muszą zaciągnąć... 40 mld euro nowych pożyczek.

Ratunek: Na początku lutego socjalistyczny rząd Jeoriosa Papandreu przedstawił ambitny plan sanacji finansów publicznych i zbicia deficytu do 3 proc. PKB w ciągu trzech lat. W najnowszej historii taka sztuka udała się tylko Szwedom na początku lat 90. Chce to osiągnąć poprzez podwyższenie opodatkowania używek, zamrożenia płac i zatrudnienia w strefie budżetowej, wydłużenie wieku emerytalnego do 67 lat i likwidacja ulg podatkowych. Eksperci podzielili się w ocenie szans powodzenia tych zamierzeń.

Problem: Porównania greckiej i portugalskiej gospodarki stały się w ostatnich tygodniach przekleństwem tych ostatnich i mocno nadwerężyły zaufanie rynków do emitowanych przez rząd w Lizbonie papierów dłużnych. W rzeczywistości portugalskie dane ekonomiczne (deficyt 9,3 proc. i dług sięgający 85 proc. PKB) wyglądają trochę lepiej niż greckie. Ze szczególnym naciskiem na "trochę".

Ratunek: W odróżnieniu od Grecji rządzący od 2005 r. socjalista Jose Socrates stoi obecnie na czele mniejszościowego gabinetu. Efekt jest taki, że opozycja może storpedować każdy plan reform - stało się tak już np. z rządowym pakietem oszczędnościowym, który miał uspokoić rynki. Został nie tylko odrzucony, ale wręcz przerobiony na... plan transferu dodatkowych pieniędzy dla terytoriów autonomicznych: Azorów i Madery. Socrates jak dotąd nie zabrał się też za modernizację dużego i zacofanego sektora rolniczego. Co więcej, zaciskanie pasa może natrafić w Portugalii na duży opór społeczny, bo kraj ma najniższy dochód na mieszkańca w starej UE.

Problem: O ile Grecja jest dla UE problemem, to bankructwo Hiszpanii byłoby prawdziwą katastrofą - mówi nam Juergen von Hagen, szef Centrum Badań nad Integracją Europejską w Bonn. Trudno się dziwić: 46-milionowa gospodarka wypracowuje ponad 11 proc. PKB całej strefy euro. Dane finansowe przedstawiane przez Madryt są na razie tylko niepokojące: deficyt jest wprawdzie dwucyfrowy, ale zadłużenie publiczne to tylko 54 proc. PKB. Sedno hiszpańskiej choroby tkwi jednak w tym, że dynamicznie rosnąca do 2008 r. i napędzana boomem budowlanym gospodarka od tamtej pory nie może ruszyć z miejsca. Według MFW w 2010 r. jako jedyny kraj UE nie zaliczy wzrostu gospodarczego. Efektem jest najwyższe w Europie bezrobocie. Dziś wynosi 20 proc., co oznacza, że bez pracy jest już cztery miliony Hiszpanów.

Ratunek: By uspokoić Brukselę, rząd Jose Luisa Zapatero przedstawił niedawno plan oszczędnościowy. Zawierał on np. projekt obniżenia emerytur. Gdy dokument przedostał się do mediów, wybuchła burza. Zapatero musiał wysłać korektę, która z kolei nie zadowoliła KE. W efekcie premier po raz pierwszy od przejęcia władzy w 2004 r. jest mniej popularny niż jego prawicowa konkurencja, a jego zapał reformatorski słabnie.

Problem: Dublin rękami i nogami broni się przed stawianiem go w jednym szeregu z południowymi maruderami UE. Trudno jednak zapomnieć, że to od irlandzkiego sektora bankowego rozpoczął się w 2008 r. europejski kryzys finansowy, który zaowocował trwającą do dziś recesją. Rząd Briana Cowena musiał zwiększyć wówczas deficyt do rekordowego poziomu 12,5 proc. PKB gospodarka skurczyła się w 2009 r. o 7,5 proc. Irlandzkie banki wciąż jeszcze są cieniem samych siebie sprzed kryzysu. A na powrót do czasów, gdy Irlandia była celtyckim tygrysem, na razie nie ma co liczyć.

Ratunek: Irlandia może być przykładem dla nas wszystkich - chwalił niedawno szef Europejskiego Banku Centralnego Jean-Claude Trichet. Rzeczywiście Dublin jako jedyny ostro zacisnął pasa, obniżając np. pensje w budżetówce, co pozwoliło oszczędzić cztery mld. euro.

Problem: Włosi szczycą się stosunkowo niskim deficytem budżetowym (5,4 proc. PKB), co jest efektem udanego planu oszczędnościowego przeforsowanego przez Silvia Berlusconiego latem 2008 r. Mimo to rynki oceniają włoskie papiery równie źle jak hiszpańskie. To efekt wysokiego długu publicznego (grubo ponad 100 proc. PKB). Sytuacja prawdopodobnie jeszcze się pogorszy. - Obawiamy się też galopujących wydatków - uważa mediolański ekonomista Tito Boeri.

Ratunek: Zdaniem ekspertów główny problem Włoch tkwi w psychologii obecnych elit, które w przeciwieństwie do pozostałych krajów w ogóle nie przyjmują do wiadomości, że mogą stanowić zagrożenie dla UE. W ich przypadku brak polityki ratunkowej może sprawić, że za kilka lat na taki ratunek będzie zbyt późno.

rafal.wos@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.