Łotwa uderza w oligarchów
Skandal wokół polityków oligarchów na Łotwie doprowadził do rozpisania referendum nad rozwiązaniem parlamentu. Jeśli w jego wyniku upadnie rząd Valdisa Dombrovskisa, który przeprowadził kraj przez drastyczną kurację szokową po kryzysie, Rydze grożą poważne konsekwencje ekonomiczne.
- Najwyraźniej Sejm czuje się komfortowo w atmosferze kłamstwa. Chcę umożliwić ukrócenie tej bezkarności - powiedział w sobotnim orędziu prezydent Valdis Zatlers. Zgodnie z konstytucją głowa państwa nie może rozwiązać parlamentu, ale może w tej sprawie rozpisać referendum. Porażka w plebiscycie automatycznie pozbawi go stanowiska, o ile wcześniej zostanie wybrany przez parlament na kolejną kadencję (głosowanie w tym tygodniu).
Poszło o ujawniony niedawno skandal korupcyjny. Biuro ds. walki z korupcją (KNAB) podejrzewa trzech polityków z czołówki listy najbogatszych o całą gamę przestępstw: od oszustw podatkowych przez łapówkarstwo po próbę ustawienia konkursu na intratne stanowisko dyrektora portu w Rydze. W czwartek Sejm odrzucił jednak wniosek KNAB o przeszukanie domu byłego wicepremiera, bogatego przedsiębiorcy Ainarsa Szlesersa.
Poza nim w sprawę są zamieszani ekspremier Andris Szkele i mer Windawy Aivars Lembergs. Szkele i Szlesers są liderami partii tworzących opozycyjną koalicję Dla Dobra Łotwy. Lembergs to nieformalny przywódca współrządzącego Związku Zielonych i Rolników (ZZS). Podczas czwartkowego głosowania to właśnie posłowie tej partii, w ramach swoistej solidarności oligarchów, wstrzymując się od głosu, obronili immunitet opozycyjnego kolegi.
"Świetnie pomyślane: uderzyć od razu w trzech realnych, a nie wirtualnych zarządców państwa. Gorzej z wykonaniem" - skomentował publicysta Vadims Radionovs. Funkcjonariusze biura przeszukali co prawda wiele powiązanych z oligarchami firm, ale nie udało im się skłonić Lembergsa do otwarcia własnego sejfu w miejskim ratuszu. Mer twierdził, że... zapomniał szyfru, po czym oskarżył biuro o motywację polityczną.
Dziennik "Latvijas Avize" twierdzi, że aby pozbyć się z rządu ZZS kłopotliwego sojusznika, premier jest gotów dopuścić do koalicji mniejszość rosyjską. Dombrovskis zdaje sobie sprawę z ryzyka, jakie niesie ze sobą możliwy upadek jego gabinetu. W przypadku nowych wyborów niekoniecznie musi on powtórzyć sukces z jesieni 2010 r. - Decyzja prezydenta może się odbić na rentowności naszych obligacji - przyznał rzecznik rządu Martinsz Panke. Ryga zamierza wkrótce wyemitować pierwszą od czasu załamania gospodarki partię euroobligacji.
Łotwa odczuła kryzys najsilniej ze wszystkich członków UE. Jej PKB obniżył się w 2009 r. o 18 proc. Dzięki pomocy zagranicznej (w piątek MFW zatwierdził przekazanie ostatniej transzy bailoutu o łącznej wartości 7,5 mld euro) i dramatycznym cięciom (w niektórych branżach budżetówki pensje obniżono nawet o 50 proc.) Dombrovskisowi udało się wyprowadzić kraj na prostą. W tym roku Łotwa może liczyć na 3-proc. wzrost PKB.
@RY1@i02/2011/103/i02.2011.103.000.012b.001.jpg@RY2@
Fot. Bloomberg
Valdis Dombrovskis, premier Łotwy
Michał Potocki
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu