Nowa globalna geometria władzy
Cztery spośród pięciu krajów tworzących Radę Bezpieczeństwa ONZ czeka zmiana przywództwa
USA wycofały się z nalotów na Libię, a Barack Obama oświadczył, że będzie się ubiegał o reelekcję w 2012 roku. To pewnie przypadkowa zbieżność, ale ma znaczenie. Nie tylko Obamę czeka w przyszłym roku wyborczy test. Czterech z pięciu stałych członków Rady Bezpieczeństwa ONZ stoi w obliczu zmiany przywództwa.
Raczej wiadomo, jak potoczą się sprawy w Chinach, Xi Jinping został wyznaczony na następcę prezydenta Hu Jintao. W Rosji w walce o Kreml znaczenie ma tylko jeden głos. Wciąż czekamy na informację, w jakiej roli planuje się obsadzić Władimir Putin. Los Nicolasa Sarkozy’ego w Pałacu Elizejskim jest wysoce niepewny. Desperacko potrzebuje on sukcesu libijskiej misji.
W amerykańskich wyborach będą się liczyły wzrost i zatrudnienie. Wyborców raczej nie urzeknie wizja kolejnych wojen. Obalenie Kaddafiego byłoby jedynie "miłym dodatkiem". Zadanie to zostało więc w dużej mierze zrzucone na Francuzów i Brytyjczyków. Jak na razie zasięg i ograniczenia amerykańskiej potęgi są jasne.
Rosja. Dmitrij Miedwiediew nie ma obsesji rzekomych niegodziwości dokonywanych przez USA i NATO po upadku Związku Radzieckiego. Od czasu do czasu przyznaje, że Rosja ma problemy na własnym podwórku: zacofaną gospodarkę, kurczącą się populację, islamski ekstremizm i strategiczne zagrożenie w postaci pustoszejącej Syberii. Jeżeli jednak premier Putin będzie chciał wrócić na Kreml, zrobi to. Nawet jeżeli ponownie zostanie wybrany Miedwiediew, Putin będzie go poważnie ograniczał. Znów usłyszymy więc zdartą płytę o rosyjskim męczeństwie i perfidii Zachodu.
Zostają zatem Chiny i zmiana na szczycie, która rzeczywiście może sprawić, że geopolityczne wiatry zaczną wiać w innym kierunku. Najważniejszy transfer władzy będzie również najmniej transparentny. Niewiele wiemy o panu Xi, w jakim kierunku poprowadzi Chiny w dekadzie po 2012 roku, a będzie to kluczowy element określający nową globalną architekturę. Xi ma opinię ekonomicznego reformatora, lubi hollywoodzkie filmy. Raz jednak pozwolił sobie na szczerość i powiedział, że nie lubi pouczeń od "cudzoziemców z pełnymi brzuchami".
Prawie zapomniałem o Francji. Jako Europejczyk i frankofil lubię myśleć, że średniej wielkości mocarstwa mające globalną perspektywę wciąż się liczą. Serce podpowiada mi zatem, że warto te wybory obserwować. Czy jednak reszta świata się ze mną zgodzi?
Tłum. TK
Philip Stephens
"Financial Times"
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu