Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka zagraniczna

Polsko-rosyjskie pole minowe

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 1 minutę

Katyń i Smoleńsk stały się polsko-rosyjskim polem minowym, można wkroczyć na nie z impetem i wylecieć w powietrze, a można też stąpać umiejętnie i pozostać przy życiu. To drugie jest zdecydowanie korzystniejsze.

Ani Warszawa, ani Moskwa nie chcą dyplomatycznej zimnej wojny, dlaczego więc ciągle iskrzy między nami? Niektórzy mają prostą odpowiedź: Rosjanie knują przeciw nam. Prawda jest bardziej złożona. Władze w Moskwie też mają swoją opinię publiczną i nie mogą iść wbrew jej nastawieniu. Dlatego w Smoleńsku prezydenci raczyli nas ogólnikami o współpracy, w Katyniu z ust Miedwiediewa nie padło słowo "ludobójstwo" na określenie zbrodni, wcześniej zaś na smoleńskim lotnisku zniknęła tablica wyrażająca podobną treść.

Dlaczego zresztą mielibyśmy oczekiwać takiej deklaracji, skoro polski Sejm przyjął uchwałę określającą Katyń jako "zbrodnię o cechach ludobójstwa"? Czy zawsze trzeba zakładać złą wolę drugiej strony? Przez dziesięciolecia Katyń zatruwał nasze relacje, kiedy już Rosjanie przyznali zgodnie z prawdą, że to zbrodnia, do rangi podobnego problemu urasta Smoleńsk. Trzeba położyć temu tamę. Smoleńsk nie był Katyniem bis, ale wypadkiem, a wszystko, co Rosjanie mogli zrobić na tym etapie w sprawie mordu katyńskiego, już zrobili. Krok dalej i nasze relacje wylecą w powietrze. Nie warto.

@RY1@i02/2011/071/i02.2011.071.000.002e.001.jpg@RY2@

Andrzej Talaga

Andrzej Talaga

andrzej.talaga@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.