Eurosceptycyzm groźny jak kryzys
Nastroje antyeuropejskie rosną w krajach, które udzielają pomocy, i w tych, które ją dostają
Porozumienie zawarte w ostatni weekend w Brukseli wzmocniło fundusz ratunkowy dla krajów wspólnoty walutowej. Nie ma jednak wątpliwości, że europejski kryzys dłużny powróci. Fundamentalne europejskie problemy nie mają obecnie natury ekonomicznej, ale polityczną. W całej Unii Europejskiej rośnie eurosceptycyzm, zarówno w krajach, które otrzymały pomoc, jak i tych, które jej udzieliły.
Pokazuje to spór dotyczący Irlandii. Lichwiarskie procenty, które pobiera od niej Europa, zostaną obniżone tylko wtedy, gdy Irlandczycy zmienią swoją niską stawkę podatku korporacyjnego. Na takie ustępstwo nie może pójść żaden irlandzki rząd. Niska stawka podatku jest tam symbolem suwerenności. Jednak dla Francji i Niemiec walka o jej zmianę to imperatyw. Bo jak mają przekonać wyborców, by pomogli krajowi kradnącemu miejsca pracy poprzez dumping podatkowy?
Wszystkie zaangażowane rządy znajdują się pod ogromną presją polityczną. Nicolas Sarkozy, prezydent Francji, przegrywa w sondażach z Marine Le Pen, która odrzuca europejski projekt jako obcy francuskim interesom narodowym.
Kanclerz Niemiec Angela Merkel także boi się wyborczej katastrofy. Niemiecka opinia publiczna protestuje przeciw dalszym kredytom dla Europy. Niegdyś zdecydowanie proeuropejskie partie stają się eurosceptyczne.
Eurocentrowe rządy obawiają się wzrostu nacjonalizmu i wpływu partii ekstremistycznych. To znacznie utrudnia osiąganie porozumień w UE, co pogłębia kryzys gospodarczy, a za nim kryzys polityczny.
Niemcy wzywają do przeprowadzenia trudnych, strukturalnych reform ekonomicznych w strefie euro. Ich pogląd na kryzys euro podziela Holandia, dumna ze swojego zaangażowania w projekt europejski. Kiedy jednak w 2005 roku wyborcy odrzucili konstytucję UE, politycy zrozumieli, że błędnie odczytywali nastroje, i przyjęli znacznie twardszą linię wobec Europy. Mimo to dryf na prawo nie ustawał. Główną siłą w holenderskiej polityce jest partia, która sprzeciwia się UE.
Gniew na UE to również potężny trend w Niemczech. Właśnie dlatego Merkel przyjęła twardą linię w europejskich negocjacjach. Europejscy przywódcy nie wiedzą, czy bardziej bać się rynków obligacji, czy własnych wyborców.
Tłum. TK
© The Financial Times Limited 2011. All Rights Reserved
Gideon Rachman
"Financial Times"
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu