Najemnicy z byłego ZSRR dorabiają w Afryce
SZEFOWA DYPLOMACJI USA Hillary Clinton oskarżyła Kaddafiego o wykorzystywanie "najemników i zbirów" przeciwko cywilom. Wielu z nich pochodzi z byłego ZSRR
Jest pewna kategoria Europejczyków, których można spotkać w dowolnym kraju Afryki. To rosyjskojęzyczni piloci. Jedni pracują legalnie w cywilnych liniach lotniczych. Część szmugluje broń i bierze udział w wojnach.
Żołnierzy z ukraińskim paszportem można spotkać w lotnictwie wojskowym Libii, Czadzie i Nigerii. - Większość z nich wykonuje obowiązki bojowe nielegalnie. Oficjalnie są zatrudnieni np. w firmach transportowych - opowiadał kijowskiemu dziennikowi "Siegodnia" Wołodymyr Ł., kapitan transportowego iła-76, który lata w Afryce.
Z danych gazety wynika, że pilot może liczyć od 2 tys. dol. żołdu miesięcznie w czasie pokoju do 12 tys. dol. w razie udziału w działaniach zbrojnych. Najlepiej płaci Libia. Podczas gdy na Ukrainie oficerski żołd nie przewyższa równowartości 300 dol., Muammar Kaddafi płaci pilotom wojskowym ze Wschodu nawet do 8 tys. dolarów. Wojskowi wyjeżdżają więc ze swoich krajów bez dylematów. W przypadku Ukrainy istnieje nawet ułatwienie w postaci bezpośredniego połączenia cywilnego Kijów - Trypolis obsługiwanego codziennie.
Większość pilotów znalazło zatrudnienie w cywilnych liniach lotniczych. Część zaciągnęła się do afrykańskich sił zbrojnych. W armiach kilku krajów służy obecnie co najmniej 100 pilotów z państw byłego ZSRR. I choć władze w Kijowie, Moskwie czy Mińsku dementują informacje na ten temat, co jakiś czas pojawiają się fakty, którym nie da się zaprzeczyć. W grudniu 2010 r. władze nieuznawanego Somalilandu skazały na rok więzienia sześciu Rosjan. Na pokładzie antonowa, który międzylądował w somalilandzkiej stolicy Hargejsie, znaleziono m.in. miny i granaty. Transport był przeznaczony dla innych somalijskich separatystów, Puntlandu, z którym Hargejsa pozostaje we wrogich stosunkach.
Z kolei z depesz ujawnionych przez WikiLeaks wynika, że za sterami rządowych samolotów Wybrzeża Kości Słoniowej, które w 2004 r. zbombardowały francuską bazę wojskową, siedzieli Białorusini. Ambasador Stanów Zjednoczonych w Paryżu powołuje się przy tym na ówczesnego szefa MSW Togo, w którym aresztowano Białorusinów. Sprawa została wówczas wyciszona przez Francję, która uznała, że cała sytuacja nie jest warta psucia relacji z Mińskiem. Piloci pod naciskiem Paryża zostali zwolnieni z aresztu.
- Często zrzucaliśmy z samolotów tajemnicze skrzynki w miejscach zaznaczonych ogniskami. Czasem lądowaliśmy bezpośrednio na sawannie. Wówczas skrzynki wyładowywali brudni, uzbrojeni Afrykanie. Nie ulegało wątpliwości, że to powstańcy walczący wówczas z rządem w Chartumie - opowiada gazecie "Siegodnia" o lotach do Sudanu Ukrainiec o imieniu Artem. I mówi o kilkusetdolarowych bonusach, które dostawał za dyskrecję i niezadawanie zbędnych pytań o ładunek.
Oddzielną sprawą jest rola władz w Kijowie czy Mińsku w formalnie nielegalnym procederze. Ukraińskie sądy od 1995 r. nie skazały nikogo za służbę w obcej armii, choć zgodnie z kodeksem karnym grozi za to 10 lat więzienia. Dodatkowo dzięki kontaktom w ukraińskiej armii Trypolis remontował swoje samoloty w zakładach w Odessie.
Z kolei wczoraj sekretarz generalny ONZ Ban Kimoon oficjalnie oskarżył Białoruś o złamanie embarga na dostawy broni dla przywódcy Wybrzeża Kości Słoniowej Laurenta Gbagbo, który po porażce w ubiegłorocznych wyborach odmówił opuszczenia urzędu i wszczął wojnę z popieranymi przez Zachód siłami kontrkandydata. Dla Aleksandra Łukaszenki nielegalne pośrednictwo w handlu bronią to ważne źródło dewiz, co niechcący przyznał kiedyś na antenie telewizji BT sam prezydent.
Embargo na handel bronią, zamrożenie aktywów finansowych i zakaz wjazdu dla 26 przedstawicieli libijskich władz, w tym Muammara Kaddafiego. Unia Europejska - po decyzji ONZ - zdecydowała wczoraj o wprowadzeniu sankcji na Trypolis.
- Lista osób objętych sankcjami będzie mogła zostać rozszerzona w każdym momencie - zadeklarowała rzecznik szefowej unijnej dyplomacji Maja Kocijanczicz. Zakaz sprzedaży broni obejmuje z kolei również amunicję, armatki wodne czy policyjne pałki.
Tymczasem siły wierne rządzącemu od 42 lat pułkownikowi Kaddafiemu kontrolują już jedynie stolicę kraju oraz ufortyfikowany obóz Bab al-Azizija, siedzibę Kaddafiego. Wczoraj powstańcy opanowali położone nieopodal Bengazi lotnisko Al-Banina. Opozycji udało się też odeprzeć atak lojalistów na 500-tys. miasto Misurata, zestrzeliwując przy okazji rządowy samolot i biorąc do niewoli jego załogę.
Izraelski "Haarec" twierdzi z kolei, że rodzina Kaddafiego przygotowuje się do ucieczki na Białoruś. W ciągu ostatnich dni w Mińsku czterokrotnie lądował prywatny samolot dyktatora, dassault falcon 900EX. Aleksander Łukaszenka od dawna blisko współpracował z Trypolisem, a sam Kaddafi otrzymał nawet doktorat honoris causa Uniwersytetu Informatyki i Radioelektroniki w Mińsku. Zdaniem "Haareca" samolot mógł przywieźć do Europy liczną rodzinę pułkownika lub część jego złota. Z kolei Londyn nie wykluczył wczoraj wprowadzenia nad Libią strefy zakazu lotów, patrolowanej przez wojska NATO, która uniemożliwiłaby Kaddafiemu bombardowanie manifestantów. Państwa Zachodu chcą też szukać porozumienia z liderami rodzącej się opozycji politycznej. Al-Dżazira zaś podała wczoraj, że władze Libii również nie wykluczają rozmów. Kaddafi miał wydelegować do nich szefa wywiadu Abu Zaida Durdę.
mwp
@RY1@i02/2011/041/i02.2011.041.000.009a.001.jpg@RY2@
Fot. Reuters/Forum
Przeciwnicy Kaddafiego nieustannie protestują od 15 lutego
Michał Potocki
michal.potocki@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu