Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Białoruska opozycja walczy ze sobą

1 lipca 2018

Jarasłau Ramanczuk, białoruski polityk, który po wyborach 19 grudnia pod naciskiem KGB potępiał kolegów z opozycji, został odsunięty na margines polityki. Partia, z ramienia której startował, uchwaliła wczoraj wotum nieufności wobec niego.

Ramanczuk jako jedyny z opozycyjnych kandydatów na prezydenta nie trafił po wyborach do aresztu KGB. Zamiast tego nazajutrz po rozpędzeniu manifestacji w Mińsku wystąpił z publicznym potępieniem współkandydatów, a na dodatek demonstracyjnie spotkał się z prezydentem Łukaszenką. Ramanczuk z imienia i nazwiska oskarżył Andreja Sańnikaua, Witala Rymaszeuskiego i Mikołę Statkiewicza o sprowokowanie szturmu na siedzibę rządu i narażenie życia demonstrantów.

Okrzyknięty zdrajcą Ramanczuk, formalnie wiceszef Zjednoczonej Partii Obywatelskiej, nie mógł zostać wczoraj usunięty ze stanowiska, ponieważ takie decyzje mogą zapaść jedynie na zjeździe partii. Jednak decyzja zarządu de facto pozbawia go wpływu na działalność jednej z najstarszych opozycyjnych partii na Białorusi.

Zarząd jednocześnie odwołał ze stanowiska odpowiedzialnego za kontakty zagraniczne Andreja Dźmitryjeua. Polityk podpadł tym, że w kampanii nie poparł Ramanczuka, a został szefem sztabu lidera Mów Prawdę! Uładzimiera Niaklajeua. - Białoruska opozycja jest tak ostra, że stawia się w opozycji do opozycjonistów - ocenił jeden z internetowych komentatorów.

Dźmitryjeu, szef AHP Anatol Labiedźka i 40 innych działaczy jest oficjalnie oskarżonych o organizację zamieszek, za co grozi nawet 15 lat więzienia. Kolejne 12 osób ma status podejrzanych w tej samej sprawie. 33 działaczy wciąż przebywa w areszcie.

Michał Potocki

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.