Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Wybory odwróciły Francję od Europy

27 czerwca 2018

Spełnienie nawet tylko części postulatów głoszonych przez kandydatów na prezydenta oznacza regres integracji na Starym Kontynencie. Paryż znów jest liderem w rozmontowywaniu Unii Europejskiej

Aby zyskać poparcie sfrustrowanych kryzysem Francuzów, zarówno Francois Hollande, jak i Nicolas Sarkozy w trakcie kampanii mnożyli postulaty wymierzone w Brukselę. Ostateczne zwycięstwo będzie oznaczało konieczność spełnienia przynajmniej części z nich. Od Schengen przez pakt fiskalny, Europejski Bank Centralny, składkę do budżetu, po wspólną politykę rolną - pretendenci do fotela prezydenckiego naobiecywali rewolucyjnych zmian.

- Odradza się Francja z 2005 r., która w referendum odrzuciła europejską konstytucję - uważa jedna z czołowych francuskich komentatorek Christine Ockrent.

Ataki na EBC i Schengen

Ostatnio obaj kandydaci zaatakowali niezwykle ważny dla Niemiec status EBC jako niezależnej od polityków instytucji, której priorytetem jest utrzymanie stabilności cen.

- Nie może być tak, że EBC pożycza bankom na 1 proc., a te pożyczają krajom unii walutowej na 6 proc. (tyle wynosi rentowność hiszpańskich obligacji - red.) - oświadczył lider socjalistów Francois Hollande. Zapowiedział, że w razie zwycięstwa będzie się domagał, by (wbrew traktatowi z Maastricht) bank centralny udzielał bezpośrednio pożyczek rządom krajów strefy euro.

Aby nie pozostać w tyle, Sarkozy złamał z kolei grudniową obietnicę złożoną kanclerz Angeli Merkel i premierowi Włoch Mario Montiemu nieatakowania EBC. Zażądał, aby "podobnie jak Rezerwa Federalna", bank był zobligowany do wspierania wzrostu we Wspólnocie.

Lista cofających integrację europejską zmian, jakie chce wprowadzić Sarkozy, jest o wiele dłuższa. Jak pisze "Seuddeutsche Zeitung", już w tym tygodniu francuski i niemiecki minister spraw wewnętrznych zaproponują w Radzie UE wprowadzenie możliwości "czasowego" i "nadzwyczajnego" przywracania kontroli na granicach wewnętrznych Unii. "Der Spiegel" komentuje, że będzie to początek demontażu Schengen, czyli fundamentalnego osiągnięcia integracji: swobody przemieszczania się osób. Jednocześnie obecny prezydent chce wprowedzania ustawy "Buy European", zgodnie z którą rządy mogłyby przywrócić cła na granicach narodowych na towary prowadzące "nieuczciwą konkurencję" (np. łamiące normy socjalne).

- To będzie koniec wspólnej polityki handlowej, fundamentu jednolitego rynku - mówi DGP Dominique Reynie, prezes Fundacji Polityki Innowacyjnej w Paryżu.

Martwy pakt fiskalny

Zapowiedź Sarkozyego zamrożenia francuskiej składki do budżetu Wspólnoty (największej po Niemczech) przy jednoczesnym utrzymaniu wydatków na wspólną politykę rolną radykalnie zwiększa ryzyko porażki negocjacji nad nowym budżetem Unii na lata 2014 - 2020.

Program Hollandea wróży równie ostrą konfrontację, przede wszystkim z Niemcami. W przyszłym miesiącu Bundestag szykuje się do ratyfikacji paktu fiskalnego zwiększającego dyscyplinę budżetową w Unii. Lider socjalistów zapowiedział, że po wyborach parlamentarnych w czerwcu, w wyniku których lewica może zdobyć większość, Zgromadzenie Narodowe nie ratyfikuje dokumentu. Hollande będzie się domagał dopisania do niego przez przywódców UE środków wspierających wzrost. Bez Francji pakt może co prawda wejść w życie zgodnie z planem 1 stycznia 2013 r., jeśli ratyfikuje go 12 państw strefy euro. W praktyce będzie jednak martwy.

Czerwoną płachtą na byka dla Niemiec jest też zapowiedź Hollandea walki o emisję euroobligacji, czyli uwspólnotowienia odpowiedzialności za dług krajów Eurolandu niezależnie od tego, jak bardzo różni się ich polityka budżetowa.

@RY1@i02/2012/079/i02.2012.079.00000080h.803.jpg@RY2@

Francja nie gra już w tej samej lidze co Niemcy

Populiści - prawdziwi zwycięzcy wyborów

Niemal co trzeci Francuz głosował w pierwszej turze wyborów prezydenckich na populistów. To głównie zasługa Jeana-Luca Melenchona, wieloletniego senatora Partii Socjalistycznej, który w 2008 r. postanowił założyć własne ugrupowanie, Front de Gauche (FG).

- Melenchon stał się czarnym koniem przede wszystkim dzięki utrzymaniu marzeń o państwie socjalnym - uważa Dominique Moisi, dyrektor Francuskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych (IFRI).

Popierany przez liczne ugrupowania skrajnej lewicy od trockistów po komunistów zdołał w trakcie kampanii potroić liczbę zwolenników, z mniej niż 5 proc. do blisko 15. Zorganizowane przez niego wiece, jak ten na paryskim placu Bastylii na początku kwietnia, gromadziły 100 tys. i więcej zwolenników gotowych zainicjować nową "rewolucję obywatelską". Dla porównania w poprzednich wyborach prezydenckich kandydatka komunistów Marie-George Buffet zdobyła tylko 1,97 proc. głosów.

Aby powstrzymać odpływ zwolenników, Hollande musiał w finale kampanii uwzględnić wiele postulatów rywala, w tym radykalne podwyższenie podatków dla najlepiej zarabiających (75 proc. dla dochodów powyżej 1 mln euro) czy podniesienie o 1/5 (do 1,7 tys. euro miesięcznie) pensji minimalnej.

Ale to tylko początek coraz większego wpływu skrajnej lewicy na francuską politykę. Aby zdobyć większość w Zgromadzeniu Narodowym w czerwcowych wyborach, Hollande będzie musiał dojść do porozumienia z Melenchon, a nawet być może zorganizować rząd z jego udziałem.

W wielu punktach, jak niechęć do Unii Europejskiej czy rozbudowa państwa socjalnego, Melenchon ma podobny program do liderki skrajnej prawicy Marine Le Pen. Kandydatka Frontu Narodowego chce również wyprowadzić Francję ze strefy euro, podczas gdy Melenchon - zakazać zwalniania pracowników tym firmom, które odnotowują zyski.

Kilkunastoprocentowe poparcie dla Le Pen mniej dziwi, bo już w 2002 r. jej ojciec, Jean-Marie, uzyskał 16,7 proc. poparcia, przechodząc do drugiej tury wyborów prezydenckich. Jednak jej wpływ na radykalizację programu Sarkozyego, w tym zaostrzenie polityki wobec imigrantów i integracji europejskiej, jest równie poważny jak Melenchona na Hollandea.

- Ludzie są w kryzysie zagubieni i główni kandydaci mogą łatwo stracić zwolenników na rzecz skrajnych ugrupowań, jeśli sami nie będą radykalizować swojego programu - uważa dyrektor instytutu badania opinii publicznej IPSOS Jean-Francois Doridot. Jędrzej Bielecki

Jędrzej Bielecki

jedrzej.bielecki@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.