Viktor Orban i bezradność Unii Europejskiej
Parlament Europejski pręży muskuły w sprawie brutalnych zmian w węgierskiej konstytucji. Rozważa powołanie się na artykuł traktatu unijnego, w ramach którego można by zawiesić prawo Budapesztu do głosowania. To pierwszy taki przypadek od 2000 roku, kiedy to Unia w podobny sposób zaprotestowała przeciwko wejściu do austriackiego rządu skrajnie prawicowej Partii Wolności Joerga Haidera.
Rząd Fideszu Viktora Orbana powinien mieć to na uwadze. W rzeczywistości jednak takie zawieszenie jest mało prawdopodobne. Unijni ministrowie raczej nie uzyskają pełnej zgodności - nie licząc samych Węgier - że nowe ustawy łamią pryncypia UE. Niektóre państwa wyrażają niezadowolenie z powodu wtrącania się Unii w wewnętrzne sprawy krajowe i używania tego, co uznają za opcję nuklearną. Taka decyzja może się spotkać ze zdecydowaną reakcją; w sobotę dziesiątki tysięcy zwolenników Orbana demonstrowało w Budapeszcie, wyrażając swój gniew wobec UE.
Jednocześnie warto wskazać na pewne specyficzne kwestie, wobec których Bruksela grozi sankcjami prawnymi. Szacunek dla niezależności banku centralnego, zagrożony przez jedną z wielu nowych węgierskich ustaw, może nie być jednym z unijnych pryncypiów, ale jest zobowiązaniem prawnym. UE i Międzynarodowy Fundusz Walutowy słusznie czynią z tego warunek wstępny pomocy finansowej dla Budapesztu, której ten potrzebuje dla odzyskania zaufania inwestorów.
Jeżeli jednak reakcja UE skończy się na tym, Węgry mogą ustanowić niebezpieczny precedens. To powtórka z węgierskiej ustawy medialnej sprzed roku, tyle że na większą skalę. Wtedy Bruksela wymusiła pewne techniczne zmiany, ale ustawa pozostała de facto w niezmienionym kształcie. Dziś, mimo wszelkich zapewnień Budapesztu, nowy porządek konstytucyjny poważnie osłabia demokratyczną zasadę równowagi i kontroli. Igranie z niezależnością banku centralnego nie poprawia sytuacji.
Cała sprawa obnaża bezradność UE w obliczu takich sytuacji. Choć traktat został wzmocniony po aferze z Haiderem, broń, jaką zyskała Unia, jest bardzo trudna w użyciu, a jej posiadacze boją się ją wykorzystać.
Powinno się wprowadzić stopniowalne reakcje, połączone z systematycznym monitoringiem przestrzegania przez państwa demokratycznych pryncypiów. UE, co zrozumiałe, jest dziś skupiona na kryzysie w strefie euro. Nie powinna jednak tracić z oczu konieczności chronienia zasad, na których została zbudowana.
Tłum. TK
© The Financial Times Limited 2012. All Rights Reserved
"Financial Times"
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu