Tak Rosja szachuje Unię Europejską
Bezprecedensowe kontruderzenie wyprowadzone przez Moskwę przeciwko najambitniejszym państwom firmowanego przez UE Partnerstwa Wschodniego to dowód, że wbrew krytykom projekt ten ma sens. Mimo wszystkich wad to jedyna inicjatywa, która daje szansę na wyrwanie europejskich i kaukaskich państw dawnego ZSRR z rosyjskiej strefy wpływów.
Azerbejdżan i Białoruś z różnych przyczyn Partnerstwem Wschodnim nie są szczególnie zainteresowane. Baku dysponuje własnymi zasobami energetycznymi, zapewniającymi względną niezależność od wielkich tego świata. Białoruś z kolei nie zamierza podporządkowywać się zasadom politycznym PW, a zarazem nie ukrywa rozczarowania, że projekt nie oferuje znaczących pieniędzy na twarde inwestycje, np. z dziedziny energetycznej.
Pozostała czwórka na rozpoczynającym się w czwartek trzecim szczycie Partnerstwa Wschodniego w Wilnie miała podpisać lub parafować umowy o stowarzyszeniu i wolnym handlu z Unią Europejską. Znaczenie każdej z takich umów trudno przecenić. Ich wejście w życie automatycznie uniemożliwia każdemu z państw przystąpienie do unii celnej z Rosją, Białorusią i Kazachstanem, a co za tym idzie - do tworzonej właśnie w bólach Euroazjatyckiej Unii Gospodarczej. A tym samym torpeduje najważniejszy polityczny plan Władimira Putina na trzecią kadencję prezydencką: zastąpienie nieudanych form integracji na obszarze postsowieckim czymś jakościowo nowym.
Armenia została odstrzelona jako pierwsza. Władze w Erywaniu nie chciały ryzykować parafowania negocjowanej od lat umowy z UE, bo stawką były pokój i stabilna sytuacja w okupowanym przez Ormian Górskim Karabachu, formalnie stanowiącym część Azerbejdżanu. Lekcja wojny rosyjsko-gruzińskiej z 2008 r. została wyciągnięta: Moskwa nie cofa się przed rozmrożeniem małego konfliktu, jeśli uzna, że leży to w jej interesie. Znakiem ostrzegawczym był rekordowy kontrakt zbrojeniowy zawarty właśnie z Azerami. - Nic osobistego, to tylko biznes - cynicznie komentowali rosyjscy politycy.
Ukraińcy - wszystko na to wskazuje - również nie mają co liczyć na podpisanie umowy w Wilnie. Choć akurat w tym przypadku groźby Rosji były jedynie elementem, a istotną rolę odgrywają czynniki wewnętrzne: niechęć ekipy Wiktora Janukowycza do uwolnienia byłej premier Julii Tymoszenko, a także, co nie mniej ważne, do wdrażania reform, które zmieniałyby Ukrainę w demokratyczne państwo prawa. W tej kwestii teoretycznie nie można wykluczyć wolty w ostatniej chwili, jak to się już kilka razy w polityce zagranicznej państw tego regionu zdarzało. Na razie nic na to jednak nie wskazuje.
Pozostają Gruzja i Mołdawia. Przy pierwszym z tych państw trzeba postawić na razie duży znak zapytania. Jeśli nowa ekipa rządząca powstrzyma się przed szeroko zakrojoną zemstą polityczną na poprzednikach, jest szansa na trwałe osadzenie Gruzji w szeroko pojętym świecie Zachodu. Kiszyniów jest jeszcze lepszym kandydatem na unijne success story. Nic dziwnego, że w przeliczeniu na osobę to właśnie Mołdawianie otrzymują z różnych instrumentów Partnerstwa Wschodniego najwięcej pieniędzy. Nic też dziwnego, że w przypadku najdrobniejszego kryzysu koalicyjnego do Kiszyniowa pielgrzymują najbardziej zainteresowani sukcesem PW politycy UE, na czele z ministrem dyplomacji Radosławem Sikorskim, kanclerz Niemiec Angelą Merkel i unijnym komisarzem ds. rozszerzenia Štefanem Füle. W odwodzie czyhają bowiem ambiwalentni w swoim nastawieniu do UE komuniści, niepozbawieni szans na sukces w kolejnych wyborach.
Kontrakcja Rosji wciąż okazuje się skuteczna. W tym sensie wiele zależy od determinacji Zachodu w najbliższych kilkunastu miesiącach, już po Wilnie. Trzeba przekonać Mołdawian do europejskiego wyboru (zapowiedź zniesienia wiz to krok w dobrą stronę), Gruzinów - do niewtrącania do więzień ludzi opozycji, a Ukraińców - że targowanie się o cenę kluczowego geopolitycznie porozumienia to pomysł co najmniej nierozsądny. Tylko tyle i aż tyle.
@RY1@i02/2013/226/i02.2013.226.000002200.803.jpg@RY2@
Szczyt Partnerstwa Wschodniego
Michał Potocki
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu