Dziennik Gazeta Prawana logo

Rosyjska odpowiedź na polski marsz

26 czerwca 2018

Świece dymne wpadły na teren polskiej ambasady w Moskwie, ale Rosjanie wyciszyli krytykę Warszawy

Dwa dni po incydencie pod rosyjską ambasadą w Warszawie mamy symetryczną odpowiedź. Polska placówka w Moskwie została obrzucona racami przez członków narodowo-bolszewickiej Innej Rosji Eduarda Limonowa.

Filmik ze zdarzenia natychmiast pojawił się w internecie. Widać na nim kilkanaście świec dymnych przerzuconych przez płot placówki, a także siłujących się z policjantami działaczy, próbujących rozwinąć transparent "Rosja od Warszawy do Port Artur!" (Port Artur to dawna nazwa chińskiego Dalianu, niegdyś dzierżawionego przez carat). O atak trudno oskarżać rząd, skoro narodowi bolszewicy stoją do niego w radykalnej opozycji. Z drugiej strony osiągnięto pełną symetrię - uczestnikami zajść w Warszawie byli przecież równie radykalnie antyrządowi narodowcy.

- Ambasadorowi FR przekazano wyrazy głębokiego zaniepokojenia MSZ RP w związku z incydentem polegającym na obrzuceniu terenu Ambasady RP w Moskwie racami. Strona polska domaga się szczegółowych wyjaśnień od strony rosyjskiej w tej sprawie - oświadczył rzecznik resortu Marcin Wojciechowski. Równocześnie ambasador Aleksandr Aleksiejew otrzymał oficjalną notę z wyrazami "głębokiego ubolewania w związku z godnymi potępienia ekscesami, do których doszło 11 listopada".

W nocie nie pada słowo "przepraszam", którego jednak podczas rozmowy w Radiu Zet użył prezydent Bronisław Komorowski. - W imieniu państwa polskiego trzeba przeprosić, mając jednocześnie świadomość, że gigantyczne straty wizerunkowe dla Polski już są faktem - powiedział. Nie są to wszakże oficjalne przeprosiny, których domagała się we wtorek Rosja. Wczoraj słowa krytyki pod naszym adresem zostały jednak wyraźnie wyciszone.

Możliwe, że po wczorajszym incydencie Kreml uznał, iż sprawiedliwości stało się zadość. Rosja jest znana z przywiązania do symetrii w podobnych przypadkach. Nie chodzi tu tylko o równą liczbę wydalanych dyplomatów przy okazji afer szpiegowskich. W 2005 r. w odwecie za pobicie przez chuliganów czworga dzieci rosyjskich i kazachskich dyplomatów w Warszawie ucierpieli dwaj nasi dyplomaci, pracujący dla nich rosyjski kierowca i polski dziennikarz. Przed miesiącem zaś "nieznani sprawcy" pobili w Moskwie zastępcę ambasadora Holandii. Tydzień wcześniej niderlandzka policja poturbowała bowiem przedstawiciela Rosji.

Nie została zaś zrealizowana zapowiedź z 2005 r. przemianowania ul. Klimaszkina w Moskwie, przy której stoi nasza ambasada, na ul. Michaiła Murawjowa, kata powstania styczniowego znanego jako "Wieszatiel". Miał to być odwet za to, że na mapie Warszawy pojawiło się rondo Dżochara Dudajewa, zabitego podczas wojny z Rosją przywódcy czeczeńskich separatystów.

@RY1@i02/2013/220/i02.2013.220.000000200.802.jpg@RY2@

Polska placówka została obrzucona racami przez członków narodowo-bolszewickiej Innej Rosji

Michał Potocki

michal.potocki@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.