Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Największa klapa ma kolor zielony

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Jeszcze dwa tygodnie. I to niecałe. Tyle zostało do niemieckich wyborów parlamentarnych. Od miesięcy zanosi się na to, że rola zwycięzcy przypadnie Angeli Merkel, która (jeśli nie wydarzy się coś niesamowitego) utrzyma władzę. A kto będzie największym przegranym? Tu wszystko wskazuje na Zielonych.

"Dlaczego Zieloni zaprzepaścili swoją ogromną szansę" - zastanawiał się wczoraj jeden z publicystów "Süddeutsche Zeitung". Ekologom kąśliwy komentarz poświęcił także "Frankfurter Allgemeine Zeitung". Dlaczego akurat Zieloni mają być największą klapą tych wyborów? Aby odpowiedzieć na to pytanie, cofnijmy się na chwilę do lata 2011 r.

"Zieloni: nowa niemiecka partia ludowa?" - pyta na okładce opiniotwórczy "Spiegel". Inne media są równie podekscytowane. Powodem są rosnące od miesięcy notowania partii. Z 10,7 proc. podczas wyborów z 2009 r. zrobiło się... 25 proc. Na Zielonych - partię założoną w latach 70. przez długowłosych hipisów i brodatych ekologów w wyciągniętych swetrach - chce głosować więcej ludzi niż na starą zmęczoną SPD. To pierwszy taki przypadek od 1945 r.! Zielenią się też Niemcy samorządowe. W Badenii-Wirtembergii Zieloni wystawiają pierwszego w historii premiera landu. To pierwszy przypadek, że taka rola przypada komuś spoza przedstawicieli wielkiej dwójki CDU-SPD.

Wracamy do roku 2013. Na dwa tygodnie przed wyborami Zieloni są dokładnie w tym samym miejscu, co w 2009 r. Poparcie dla nich stopniało do 10-11 proc. Eksperyment zakładający, że Zieloni w płynny sposób zastąpią socjaldemokratów w roli głównej siły niemieckiej lewicy, ewidentnie nie wypalił. Dlaczego? Odpowiedzi są z grubsza dwie. Pierwsza (rozgrzeszająca Zielonych) głosi, że jednak nowa niemiecka klasa średnia nie jest aż tak bardzo, jak przypuszczano, zmęczona tradycyjnym podziałem na "Socich" i chadeków. W tym obrazie Zieloni nie mieli szans. Wszelkie podejmowane przez nich próby wyskoczenia poza image "partii od ekologii" spełzały na niczym. Bo na gospodarce to się zna CDU, a na sprawiedliwości społecznej SPD. I koniec.

Jest też drugie wyjaśnienie: Niemcy były gotowe na zmianę układu sił, ale Zieloni się nie spisali. Z wielkim programem wyrównywania różnic społecznych (m.in. przez podwyżki podatków dla najbogatszych) wyskoczyli dopiero na kilka miesięcy przed wyborami. Czyli akurat w momencie, gdy Niemców aż tak bardzo jak w latach 2010 czy 2011 nie martwią. Zbyt późno też zaczęli krytykować politykę oszczędnościową forsowaną przez Merkel na szczeblu unijnym. Gdyby poszli tą drogą dwa-trzy lata temu, dziś mogliby powtarzać "a nie mówiliśmy!". Bo przecież dziś za ulżeniem zadłużonemu południu Europy są już nawet Bruksela i Międzynarodowy Fundusz Walutowy. I Berlin, choć potężny, chcąc nie chcąc, będzie musiał się w te głosy po wyborach wsłuchać. Ale Zieloni będą to wszystko oglądali z ław opozycji.

Nie spełnił się plan niemieckich Zielonych, że przejmą stery lewicy

@RY1@i02/2013/175/i02.2013.175.000000600.803.jpg@RY2@

Rafał Woś dziennikarz działu życie gospodarcze kraj, świat

Rafał Woś

dziennikarz działu życie gospodarcze kraj, świat

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.