Ewa Kopacz nie szepcze o prawach człowieka
Chiny
Gdy DGP ujawnił plany pani Ewy Kopacz dotyczące wizyty w Chinach akurat w 24. rocznicę masakry na placu Tiananmen, marszałek sejmu broniła się, mówiąc, że będzie na miejscu "szeptać" o prawach człowieka. Nic nie wskazuje na to, by spełniła swoją obietnicę.
Plan na wczorajszy, drugi dzień wizyty w ChRL przewidywał m.in. otwarcie obrad polsko-chińskiego okrągłego stołu przedsiębiorców, spotkanie z wiceministrem zdrowia i kolację w polskiej ambasadzie z okazji rocznicy częściowo wolnych wyborów 4 czerwca 1989 r. O chińskiej rocznicy krwawego stłumienia wolnościowych protestów studenckich ani słowa.
Także w liczącym 756 słów komunikacie biura prasowego Sejmu, zapowiadającego całość wizyty, nie ma słowa o prawach człowieka ani odniesieniach do placu Tiananmen. Chyba żeby za takie uznać zdanie, że "polska delegacja liczy na dobrą, otwartą rozmowę o przyszłości i zmianach, jakie zachodzić będą również w Chinach. Stawia na metodę małych, ale bardzo konsekwentnych kroków na tej drodze".
- Nawet szept o prawach człowieka w tym symbolicznym dniu, tam w Chinach, będzie miał większe znaczenie niż krzyk o prawach człowieka gdziekolwiek indziej. Izolowanie się od Chin, niemówienie o prawach człowieka, kiedy u nas zwycięża demokracja, nie przyniesie żadnego efektu - przekonywała media Ewa Kopacz przed wyjazdem.
- Trudno mi sobie wyobrazić, aby którekolwiek z dużych państw zachodnich wysłało wysokich urzędników do Chin akurat 4 czerwca - komentował w rozmowie z DGP Steve Tsang, znawca Chin z Uniwersytetu Nottingham.
Michał Potocki
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu