Książę kontra mielonka bez mięsa
W Czechach nie milkną komentarze po wyborach prezydenckich. Np. w "Lidovych Novinach" znane osobistości życia publicznego nie zostawiają na nowym prezydencie Miloszu Zemanie suchej nitki. - Byłem wizjonerem, kiedy kilka lat temu przygotowałem materiał z Zemanem pt. "Powrót idioty"- mówi jeden z czeskich reżyserów. A znany szef kuchni wybiera porównania ze swojej działki: - Wygrała mielonka w puszce, tylko bez mięsa.
Czesi, znani z niechęci do angażowania się w politykę, po raz pierwszy od dawna pokazali takie emocje. Dochodziło do kłótni w rodzinach i w hospodach przy piwie, a nawet w tramwajach. A teraz czuć rozgoryczenie. Widać to tym bardziej, że ci, którzy stawiali na księcia Karla Schwarzenberga, to głównie środowiska inteligenckie, które są obecne w mediach.
Po drugiej stronie barykady stali zwykli Czesi, przedstawiciele klasy średniej, którzy oddali głos na swojaka - byłego premiera z przełomu lat 90. i 2000. Na polityka, który w kampanii przekonywał, że "książęta mieli prawo pierwszej nocy i dlatego się zdegenerowali. A my, ziemianie, musieliśmy o wszystko, także w obszarze seksualnym, walczyć, i dlatego do tej degeneracji nie doszło". To niejedyny populistyczny chwyt, po który sięgnął Zeman przeciw księciu, jak się mawia o Schwarzenbergu. Końcówkę kampanii zdominowały nacjonalistyczne przepychanki. Poszło o dekrety Benesza z 1945 r., które m.in. legalizowały wypędzenie Niemców. Schwarzenberg oświadczył w czeskiej telewizji, że "to, co zrobiliśmy w 1945 r., byłoby obecnie określone jako pogwałcenie praw człowieka i rząd Benesza by się znalazł przed trybunałem w Hadze". To zdanie rozpętało burzę, a Zemanowi do rąk wleciały asy, którymi wygrał swoją rozgrywkę. Na debaty przychodził z czeską flagą wpiętą w klapę marynarki. Wyciągnięty został też fakt, że żona Schwarzenberga to Austriaczka. Swój osąd w tej sprawie wydała była pierwsza dama - Livia Klausova (Słowaczka) - że nie wyobraża sobie żony prezydenta, która nie mówi po czesku. Przypieczętowaniem afery było opublikowane tuż przed wyborami ogłoszenie na całą stronę w poczytnym tabloidzie (odpowiedniku polskiego "Faktu") wykupione przez byłego pracownika komunistycznych służb bezpieczeństwa. Pokazywało przekreśloną twarz Schwarzenberga umieszczoną w znaku zakazu wjazdu, nad którą widniał wielki tytuł: "NIE GŁOSUJCIE na Karla Schwarzenberga". Pod spodem wypunktowano kilka jego rzekomych proniemieckich wypowiedzi. I choć Milosz Zeman dystansował się od sprawy, wielu ekspertów uważało, że nie mogła to być zupełnie prywatna inicjatywa. Czechów też bynajmniej nie zniechęciło przypomnienie przez media jednego z artykułów Zemana z 2011 r., w którym islam nazywał antycywilizacją. Ani to, że dość niejasne były źródła finansowania jego kampanii prezydenckiej.
Ekonomiczna gazeta "Hospodarske Noviny" zauważa, że pozytywem jest przewidywalność nowego prezydenta. Pierwszy prezydent Vaclav Havel gwarantował wolność, Vaclav Klaus kapitalizm, a Milosz Zeman przebudzenie lewicy. "Hospodarske Noviny" dodają, że Zeman wygrał, bo realnie reprezentuje więcej Czechów niż Schwarzenberg.
Jednak płacze nie tylko te 45 proc., które oddało głos na księcia. Przyszłości obawiają się też dziennikarze. Zeman zdążył zapowiedzieć, że będzie przyjmował pytania od inteligentnych dziennikarzy, "MF Dnes" określił mianem tabloidu, a tych dziennikarzy, którzy go nie poparli, określił mianem niepoważnych.
Tuż po ogłoszeniu wyników zareagowali również internauci - natychmiast powstała strona z tykającym zegarem, który odmierza czas: sekunda po sekundzie, które zostały do końca pięcioletniej kadencji Zemana w fotelu prezydenckim.
Klara Klinger
dziennikarka działu życie gospodarcze kraj
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu