Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Niemcy zmieniają swoją politykę

2 lipca 2018

Gdy na początku tego roku prezydent Gauck zapowiedział zwiększenie roli Niemiec w polityce zagranicznej, mało kto przypuszczał, że dojdzie do tego tak szybko. Sytuacja międzynarodowa zmusiła Berlin do zaangażowania się w rozwiązywanie konfliktów w Europie i jej bezpośrednim sąsiedztwie. Koniec chowania się za plecami NATO i USA oznacza jednak, że nie obędzie się bez zmian w polityce zagranicznej. Niemcy muszą dojrzeć: pożegnać się z niektórymi idealistycznymi założeniami, a myśleć o skuteczności i odpowiedzialności.

Ważnym testem będzie polityka wobec Rosji. W ostatnich dwóch dekadach Niemcy wierzyli, że zacieśnienie więzi gospodarczych z Rosją idące w parze ze wzrostem zamożności społeczeństwa uczyni z niej normalny, przewidywalny, demokratyczny kraj. "Partnerstwo dla modernizacji", jak nazwano polityczny parasol dla tej wiary (a przy okazji dla wielkich transakcji biznesowych), jest jednak demontowane z każdym dniem ukraińsko-rosyjskiej wojny. Potrzebna jest zmiana kursu, choć niekoniecznie zmiana celów. W niemieckich ministerstwach i organizacjach gospodarczych rozważana jest opcja, by doprowadzić do szybkiego sukcesu europeizacji Ukrainy i nowych krajów stowarzyszonych z UE, tak by stały się przykładem dla samych Rosjan. Do tego pomysłu pasuje nowa polityka energetyczna realizowana po katastrofie w Fukushimie, której skutkiem ubocznym będzie mniejsza zależność od węglowodorów, a tym samym osłabienie autorytarnej Rosji. Partnerstwo Wschodnie i Energiewende, obydwie w wersji turbo, mogłyby doprowadzić do tego, na czym Niemcom zależy - modernizacji i demokratyzacji Rosji.

RFN będzie też musiała zmienić swój bigoteryjny stosunek do stosowania siły w konfliktach międzynarodowych. W ostatnich dekadach Niemcy pryncypialnie odrzucali interwencje zbrojne, profilując się jako orędownicy dialogu i negocjacji. Wśród elit i społeczeństwa stworzyło to poczucie moralnej wyższości, o tyle tanie, że gdy rozmowy zawodziły, odpowiedzialność za rozwiązywanie kryzysów i tak musieli przejmować Amerykanie i ich armia. Poczucie wyższości nie przeszkadzało jednak Niemcom stać się trzecim eksporterem broni na świecie, ba, sprzedawać jej więcej do krajów spoza NATO i UE, niekoniecznie demokratycznych, niekoniecznie wolnych od konfliktów wewnętrznych. Ministerstwo Gospodarki kierowane przez SPD próbuje ten nieapetyczny dysonans rozwiązać, zaostrzając kontrolę nad sprzedażą broni za granicę. Dyskusję rozgrzewa dodatkowo kwestia wzmocnienia irackich Kurdów zagrożonych brutalną ekspansją ISIS. Wiele wskazuje na to, że w Niemczech powoli wykuwa się nowy kompromis, na który będzie się składać bardziej realistyczne podejście do interwencji zbrojnych, a także bardziej odpowiedzialne traktowanie eksportu broni.

Do nowego myślenia o polityce zagranicznej skłaniają też ciągnące się od wielu miesięcy afery szpiegowskie i podsłuchowe. Zaczęło się od rewelacji Snowdena, które wzbudziły falę antyamerykanizmu w Niemczech. Kolejną kulminacją był podsłuch rozmów telefonicznych Merkel, która nieostrożnie rzuciła, że "przyjaciół się nie podsłuchuje", oraz wykrycie amerykańskich szpiegów w niemieckich instytucjach. W świętym oburzeniu mało kto zadawał pytania, dlaczego USA zdecydowały się na szpiegowanie. Czyżby labilność niemieckiej polityki zagranicznej była problemem? A może intensywne kontakty z Rosją i Iranem? Infiltracja przez chińskich i rosyjskich szpiegów? A może nieskuteczność niemieckich służb w tropieniu islamistów? A już niemal nikt nie zastanawiał się, czy Niemcy same nie szpiegują sojuszników. A warto było, ponieważ jak się niedawno okazało, służby specjalne BND podsłuchiwały nie tylko Kerryego i Clinton, ale też "przyjaciół i sojuszników" z NATO - Turcję. Berlin jest dziś pouczany przez Ankarę w sprawach moralności w polityce międzynarodowej, co biorąc pod uwagę obecne wyczyny Erdogana, musi mieć dla Niemców wybitnie gorzki smak. Wizerunkowa katastrofa jest jednak ceną za dotychczasową bigoterię i nonszalancję, a przy okazji chyba nieuniknionym frycowym kraju wchodzącego do grona kluczowych graczy w polityce globalnej.

@RY1@i02/2014/184/i02.2014.184.00000060a.802.jpg@RY2@

Sebastian Płóciennik ekspert Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych

Sebastian Płóciennik

ekspert Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.