Dziennik Gazeta Prawana logo

Nowy układ sił, stara Europa

27 czerwca 2018

Żadne z unijnych stanowisk nie zostało obsadzone bez akceptacji Angeli Merkel. Nie oznacza to jednak, że szefowie najważniejszych wspólnotowych urzędów będą jej całkowicie podporządkowani

Po sobotnim szczycie jest już jasne, kto będzie rządził w Unii Europejskiej co najmniej przez kolejne 2,5 roku. Do wybranych wcześniej szefów Komisji Europejskiej Jeana-Claudea Junckera i europarlamentu Martina Schulza doszli przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk oraz szefowa dyplomacji Federica Mogherini. Pozostaje jeszcze tylko obsada kierującego pracami eurogrupy.

Włoszka na posadzie wysokiego przedstawiciela ds. polityki zagranicznej (hi-rep) budzi najwięcej kontrowersji. Przeciwnicy wytykają jej brak doświadczenia - funkcję publiczną pełni raptem od sześciu miesięcy - oraz zbytnią uległość na argumenty Rosji. Prezydent Litwy Dalia Grybauskaite określiła ją nawet mianem prokremlowskiej. Ze względów geograficznych, ale nie tylko, Mogherini będzie zapewne przejawiać więcej aktywności w kwestiach śródziemnomorsko-bliskowschodnich. 41-latka jest politologiem specjalizującym się w państwach islamu.

Z drugiej strony jednak dotychczasowa hi-rep Catherine Ashton także nie była szczególnie doświadczona (wcześniej przez rok była unijnym komisarzem ds. handlu) ani nie interesowała się problematyką wschodnią. Od czasu obalenia prezydenta Ukrainy Wiktora Janukowycza tylko raz odwiedziła Kijów. Wcześniej ani razu nie znalazła czasu, by spotkać się z Aleksandrem Kwaśniewskim i Patem Coksem, szefami misji PE, która miała zadbać o wypuszczenie z więzienia ekspremier Julii Tymoszenko. Pod względem polityki wschodniej nasi rozmówcy raczej spodziewają się więc kontynuacji linii Ashton.

Mogherini z urzędu będzie przy okazji wiceprzewodniczącą Komisji. Jej bezpośrednim przełożonym już od 1 listopada będzie Jean-Claude Juncker. Wbrew pozorom wynikającym z nazewnictwa, to szef KE jest de facto człowiekiem numer jeden w UE. Komisja, będąca odpowiednikiem rządu, kieruje bieżącymi pracami UE, dysponuje też inicjatywą legislacyjną. Formalna decyzja, że Portugalczyka José Manuela Barroso zastąpi były premier Luksemburga, zapadła w czerwcu. Państwa członkowskie nie miały jednak szczególnego pola manewru, skoro podczas majowych wyborów Europejczycy wybrali ugrupowania zrzeszone w Europejskiej Partii Ludowej, której oficjalnym kandydatem na szefa Komisji był właśnie Juncker.

Juncker z przyczyn geograficznych i politycznych bywał postrzegany jako człowiek Merkel. Ich wzajemne relacje nie zawsze były jednak ciepłe. Junckerowi, mimo różnic światopoglądowych, zdecydowanie lepiej współpracowało się z poprzednim kanclerzem Gerhardem Schröderem. Juncker i Merkel starli się przy okazji dyskusji nad wspólną polityką bezpieczeństwa UE. To niechęć niemieckiej kanclerz miała również sprawić, że w 2009 roku pierwszym "prezydentem Europy" został nie silny politycznie Juncker, ale bezbarwny Herman Van Rompuy.

Schulz kieruje PE od 2012 roku, gdy w połowie kadencji, zgodnie z dżentelmeńską umową chadecji z socjalistami, zastąpił Jerzego Buzka. Trudno go określić mianem człowieka Angeli Merkel, ponieważ jego ambicje sięgają kierowania niemiecką SPD, naturalnego konkurenta CDU w każdych kolejnych wyborach. Widać to choćby po różnicy po podejściu do Donalda Tuska, uznawanego za polityka bliskiego niemieckiej kanclerz. Schulz tymczasem do ostatniej chwili sugerował, że kwestia obsadzenia szefa Rady Europejskiej pozostaje otwarta, a podobne szczyty "lubią niespodzianki".

Poza obsadzeniem stanowisk komisarzy Unię w najbliższym półroczu czeka jeszcze jedna ważna decyzja personalna. Chodzi o szefa eurogrupy zrzeszającej ministrów finansów państw strefy euro. Holendrzy chcą, by pozostał nim ich minister finansów Jeroen Dijsselbloem. Niemcy promują hiszpańskiego ministra gospodarki Luisa de Guindosa. - Pani Merkel uważa pana de Guindosa za kandydata, który całkiem dobrze pasowałby do sprawowania tej funkcji. Słyszałem, że inne państwa europejskie podzielają ten punkt widzenia - mówił w sobotę Van Rompuy.

Te znamienne słowa Van Rompuya sugerują, że niezależnie od obsady stanowisk w Brukseli najwięcej do powodzenia i tak mają bowiem Niemcy, najsilniejszy kraj w całej Wspólnocie. Tyle że nie sposób uznać całej czwórki - Tusk, Juncker, Mogherini i Schulz - za ludzi Merkel. Z pewnością jednak wszyscy odpowiadają berlińskiej wizji Europy - z zaciskaniem pasa w sytuacjach kryzysowych i niejednoznaczną linią wobec Rosji włącznie. W tym sensie pod względem linii politycznej UE można oczekiwać najwyżej kosmetycznych zmian.

Michał Potocki

michal.potocki@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.