Dziennik Gazeta Prawana logo

Ukraina zawierzana urnie

26 czerwca 2018

Prezydent Petro Poroszenko ma nadzieję, że Radę Najwyższą zdominują jego zwolennicy

Przedterminowe wybory parlamentarne na Ukrainie odbędą się 26 października. Dekret prezydenta Petra Poroszenki został wczoraj oficjalnie opublikowany. Wybory mogą zmieść z powierzchni ziemi obóz dawnego prezydenta Wiktora Janukowycza. Skompromitowane partie będą mieć problem z przekroczeniem progu.

Cel Poroszenki jest prosty: wywalczenie wielu mandatów, by mieć jak największy wpływ na przyszły rząd. Prezydent liczy, że wysokie poparcie, jakie uzyskał w majowych wyborach prezydenckich (zwycięstwo w I turze), przełoży się na wynik jego partii. By wzmocnić efekt znanego nazwiska, jego ugrupowanie Solidarność przemianowano wczoraj na Blok Petra Poroszenki. Liderem listy BPP będzie popularny Jurij Łucenko, więzień polityczny czasów Janukowycza.

- Paraliż reform to główne zagrożenie postmajdanowskiej Ukrainy. Mamy tu dwa fronty: wewnętrzny front kryminalnych urzędników i oligarchów. I zewnętrzny, przez który dzieci Czyngis-chana usiłują odebrać Ukrainie europejską przyszłość - mówił Łucenko na wczorajszym zjeździe ugrupowania.

Łucenko pełnił funkcję szefa MSW w rządzie Julii Tymoszenko, liderki Batkiwszczyny. Wielu polityków tego ugrupowania, które reprezentuje także premier Arsenij Jaceniuk, zdążyło już zasilić obóz Poroszenki. Także dzięki temu lipcowy sondaż grupy Rejtynh daje Solidarności 28 proc. poparcia (spośród tych, którzy już się zadeklarowali, na kogo zagłosują), podczas gdy Batkiwszczyna zajmuje trzecie miejsce z 13-proc. elektoratem. 28 proc. jeszcze urośnie, ponieważ BPP może pójść do wyborów w sojuszu ze sprzymierzoną partią UDAR mera Kijowa Witalija Kłyczki. Na UDAR w lipcu chciało głosować 9 proc. Ukraińców.

Wszystkie trzy ugrupowania to umiarkowane siły polityczne. Drugi co do wielkości klub w Radzie może jednak utworzyć Partia Radykalna (RP) Ołeha Laszki (15,5 proc. poparcia). Do parlamentu nie wejdą za to ani tradycyjni nacjonaliści ze Swobody, ani znacznie bardziej od nich radykalny Sektor Prawicowy, najpopularniejszy straszak rosyjskiej propagandy. Laszko zawdzięcza swoją popularność zdecydowanej retoryce. Dotychczas odgrywał rolę naczelnego błazna Ukrainy, grożącego politycznym przeciwnikom widłami i głośno oskarżającego ich o zdradę.

Odkąd wybuchła wojna w Zagłębiu Donieckim, Laszko przeszedł od słów do czynów, pomagając w utworzeniu kilku batalionów ochotniczych, a nawet osobiście wyprawiając się z rajdami na wschód. W marcu zatrzymał np. jednego z organizatorów zamieszek w Ługańsku Arsena Klinczajewa. Klinczajew został rozebrany do pasa i poturbowany. Wideo wkrótce trafiło do internetu. Tego typu działalność została skrytykowana m.in. przez Amnesty International.

Jedno jest pewne: w nowym parlamencie w zasadzie nie będzie reprezentantów ancien régimeu. Ugrupowania wywodzące się z dawnego obozu Janukowycza mogą nie przekroczyć 5-proc. progu. Komuniści, Silna Ukraina byłego wicepremiera Serhija Tihipki oraz sama Partia Regionów cieszą się na razie porównywalnym, 4-proc. poparciem. Upadku tego obozu dopełnia to, że jego tradycyjny elektorat może częściowo zbojkotować wybory. Próżnia polityczna po ucieczce Janukowycza wciąż nie została wypełniona. Nowych twarzy brak.

Co więcej, na Ukrainie obowiązuje system mieszany. Połowa mandatów jest obsadzana w okręgach jednomandatowych. Tymczasem na okupowanym przez Rosję Krymie oraz w części Zagłębia Donieckiego wybory się nie odbędą. Przysługujące im mandaty nie zostaną więc obsadzone, chyba że parlament zdąży zmienić ordynację. Na to się jednak nie zanosi, ponieważ partie nie chcą się zgodzić na inne żądanie dawnego Majdanu, czyli otwarte listy wyborcze na wzór Polski. Na razie obowiązuje lista krajowa. Jeśli partia X zdobędzie 130 mandatów, to znaczy, że do parlamentu dostają się kandydaci z miejsc 1-130. Liderzy boją się jednak stracić choćby część kontroli, którą mają nad składem parlamentu.

Tak czy inaczej przemeblowanie Rady Najwyższej było jedną z głównych obietnic większości kandydatów na prezydenta. Obecny parlament został wybrany w 2012 r., jeszcze w czasach Janukowycza. Wiele mandatów zostało obsadzonych z naruszeniem prawa wyborczego. Po ucieczce prezydenta jego obóz się rozpadł, a znaczna część posłów zmieniła stronę barykady. Jako byli regionałowie nie cieszą się oni jednak szacunkiem społecznym, co przekłada się na niski poziom zaufania do władz. Politolodzy mają nadzieję, że wybory mogą zmienić tę sytuację.

@RY1@i02/2014/166/i02.2014.166.00000150a.802.jpg@RY2@

AFP/East News

Gdy decydowały się losy wyborów, Poroszenko rozmawiał w Mińsku o pokoju

Michał Potocki

michal.potocki@infor.pl

Rosja pójdzie na gazową wojnę z Unią? Odpowiedź na

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.