Europarlament nie tylko dla leniwych
DGP przygotował ściągawkę wyjaśniającą faktyczną rolę Parlamentu Europejskiego w kształtowaniu unijnej polityki
O czym naprawdę decyduje PE?
Na początku swego istnienia Parlament Europejski był li tylko agorą polityczną o znaczeniu symbolicznym. Jeszcze 10 lat temu jego znaczenie było zmarginalizowane. Sytuację zmieniło wejście w życie traktatu z Lizbony, który uczynił z PE trzeciego gracza unijnego obok Komisji i Rady. Aż 80 proc. prawa stanowionego w krajach członkowskich powstaje w Brukseli i choć PE sam nie ma inicjatywy ustawodawczej, musi przegłosować wszystkie ważne rozwiązania. O tym, że faktycznie ma coś do powiedzenia, świadczyła bitwa o perspektywę finansową na lata 2014-2020 stoczona między PE a krajami członkowskimi i Komisją.
Europarlament domagał się zwiększenia budżetu i zasad nim kierujących, grożąc odrzuceniem budżetu. Ostatecznie ponad połowa poprawek zgłoszonych przez PE przeszła. Posłowie utarli też nosa szefowej unijnej dyplomacji, choć teoretycznie w dziedzinie polityki zagranicznej mają niewiele do powiedzenia. Grożąc obcięciem budżetu na dyplomację unijną, wymusili proponowane przez siebie zmiany. Na razie zatem siła PE ma głównie wartość destrukcyjną - eurodeputowani mają utrącać lub zmieniać pomysły KE.
Dlaczego głównym tematem kampanii nie jest kryzys, choć niedawno wróżono bankructwo strefy euro?
Ton tej kampanii nadali radykałowie prezentujący antyunijną retorykę. Partie głównego nurtu skupiły się na walce z nimi. Dominującym tematem kampanii stała się zatem konfrontacja dwóch wizji rozwoju UE: ściślejszej integracji z federacją włącznie i totalnej dezintegracji, docelowo prowadzącej do przekształcenia Unii w luźną unię handlową. Na akademickie dyskusje o sposobach zwalczania kryzysu zwyczajnie zabrakło miejsca.
Jaki wpływ na politykę personalną Unii ma PE?
Wbrew pozorom niemały. Europosłowie w głosowaniu odrzucają lub aprobują kandydatów na unijnych komisarzy, szefa KE oraz np. kandydatów na sędziów w Trybunale Obrachunkowym. Były przypadki ważnych dymisji. W 1999 r. Zieloni ujawnili, że francuska komisarz Édith Cresson załatwiła bez przetargu kontrakt przyjacielowi. W wyniku śledztwa cała Komisja pod wodzą Jacques’a Santera podała się do dymisji. Prawo nie przewidywało bowiem możliwości ustąpienia tylko jednego komisarza. Mimo sugestii ze strony ówczesnego kanclerza RFN, PE zagłosował za przyjęciem rezygnacji.
W 2004 r. Włochy zaproponowały wykładowcę Rocca Buttiglionego na komisarza ds. sprawiedliwości. Ta nominacja wywołała furię liberałów i Zielonych. Gwoździem do trumny Buttiglionego było wysłuchanie w PE, w trakcie którego stwierdził, że jako katolik uważa homoseksualizm za grzech. Komisja ds. swobód PE odrzuciła jego kandydaturę i Włochy musiały wyznaczyć nowego kandydata.
Kto w PE ma najwięcej do powiedzenia?
Przewodniczący PE niekoniecznie są głównymi rozgrywającymi, choć akurat Martin Schulz wykorzystał w pełni swoje prerogatywy, by wpływać na bieg wydarzeń, np. w sprawie budżetu. Z posłów najbardziej znaczącymi są szefowie grup politycznych, którzy w ramach prezydium PE wspólnie ustalają stanowiska. Oczywiście i tu ważną rolę odgrywa osobowość. Bardzo wpływowym szefem socjalistów był Martin Schulz. Dużo do powiedzenia ma też lider liberałów Guy Verhofstadt.
Bardzo istotna jest rola koordynatorów grup w poszczególnych komisjach. To posłowie odpowiadający za ustalenie stanowiska danej frakcji w konkretnych głosowaniach. To oni mówią innym, jak mają głosować. Nie można zapominać też o urzędnikach PE niepochodzących z wyboru. Takich jak jedna z najbardziej prominentnych figur w PE Klaus Welle, dawniej sekretarz generalny chadecji, a obecnie - całego europarlamentu.
Czy wybory szefa Komisji Europejskiej będą bardziej bezpośrednie?
Zgodnie z traktatem lizbońskim wynik wyborów europarlamenarnych "musi zostać wzięty pod uwagę przez przywódców krajów unijnych" w ich rozmowach o obsadzeniu stanowiska szefa KE. Poszczególne frakcje już wcześniej wyłoniły swoich kandydatów. Debaty przedwyborcze udowodniły jednak, że w zasadniczych kwestiach - dotyczących wizji rozwoju UE czy roli państw narodowych - nie ma większej różnicy między chadekami, socjalistami, Zielonymi i liberałami. Wyborcy o poglądach umiarkowanie eurosceptycznych nie będą mieli kandydata na szefa Komisji. Poza tym nawet duże poparcie dla radykałów nie przełoży się na realną siłę ich posłów. Duże partie utworzą wokół nich kordon sanitarny. I wreszcie najważniejsi kandydaci na szefa Komisji to starzy wyjadacze, którzy od lat uczestniczą w roszadach personalnych.
@RY1@i02/2014/100/i02.2014.100.00000050b.802.jpg@RY2@
WACHLARZ POBORÓW I DODATKÓW EUROPOSŁA
Dominika Ćosić
korespodencja z Brukseli
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu