Z obawą patrzą na Wschód
Rosyjskiej polityki zagranicznej poza Ukrainą najsilniej obawiają się Estończycy i Łotysze. W obu państwach żyją liczne, sięgające jednej trzeciej ogółu ludności mniejszości rosyjskojęzyczne. Część z nich do tej pory nie posiada obywatelstwa, ponieważ dla jego uzyskania konieczna jest znajomość języka urzędowego. A estoński i łotewski nie należą do najłatwiejszych języków.
Niepokój jest realny, tym bardziej że z Moskwy już słychać pogróżki wynikające z rzekomego łamania praw rosyjskojęzycznych mieszkańców obu państw. A doktryna Władimira Putina brzmi jednoznacznie: Rosja zastrzega sobie prawo do interwencji wszędzie tam, gdzie ludzie rozmawiają językiem Dostojewskiego i Puszkina. Niby Estonia i Łotwa należą do NATO, ale plany obrony tych państw opracowano dopiero po wojnie rosyjsko-gruzińskiej, zaś zachodnioeuropejscy politycy nieformalnie przyznają, że w razie agresji trudno będzie obronić tych akurat sojuszników.
Rosjanie tymczasem już się aktywizowali. Jak twierdzi telewizja LTV, na Łotwę rozszerzyła działalność Rosyjska Międzynarodówka (Rusintiern), której przypisywano szkolenie oddziałów tzw. krymskiej samoobrony. Na czele łotewskiego oddziału Rusintiernu, korzystającego z szerokiego wsparcia rosyjskich służb, stanął Sergejs Malahovskis, dotychczas działacz występujący pod sztandarami antyfaszystowskimi.
- Starają się oni organizować masowe demonstracje, być może nawet z agresywnymi zamiarami. Dlatego stale obserwujemy ich działalność - powiedział szef tamtejszej Policji Bezpieczeństwa Juris Leitietis. O tym, że Rusintiern jest realną międzynarodówką, świadczą zdjęcia z Doniecka. W pierwszych rzędach jednej z separatystycznych manifestacji widać tego samego człowieka, który w 2009 r. aktywnie uczestniczył w antyrządowych protestach w Rydze. Trudno się dziwić, że szef resortu obrony Raimonds Vejonis nie tylko ogłosił zerwanie współpracy wojskowej z Rosją, lecz także publicznie rozważał szanse rozwoju partyzantki. - Gdy ciężki sprzęt wojskowy porusza się po szosach, nasze pola i bagna stwarzają dla nas przyjazne warunki geograficzne - oświadczył minister.
Wzmocnić własny potencjał obronny zamierza tymczasem sąsiednia Estonia. W rosyjskojęzycznej Narwie otwarto właśnie nowy gmach Ligi Obrony (Kaitseliit). Ta powstała pod parasolem resortu obrony organizacja skupia ochotników, którzy w razie agresji będą wspierać siły zbrojne w obronie kraju. - Sytuacja na Ukrainie może skłonić wielu ludzi do wstąpienia do Kaitseliitu - mówił minister obrony Urmas Reinsalu.
@RY1@i02/2014/059/i02.2014.059.000000700.802.jpg@RY2@
Michał Potocki zastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj/świat
Michał Potocki
zastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj/świat
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu