Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka zagraniczna

Radykalna demokracja bezpośrednia na Majdanie

Ten tekst przeczytasz w 9 minut

Barykady nadal stoją, tak samo jak miasteczko namiotowe. Bojownicy nie wierzą politykom , boją się, że znów zostaną zdradzeni. Budują ludową policję oraz izbę kontroli

Obalenie Wiktora Janukowycza to za mało. Ukraiński Majdan Nezałeżnosti ma zamiar stać co najmniej do majowych wyborów prezydenckich. Równolegle powstają alternatywne organy władzy. Ukraińcy nie chcą dopuścić do powtórki pomarańczowej rewolucji, gdy zostali zdradzeni przez swoich liderów. Budują nowe państwo. Chcą pilnować swojego zwycięstwa. To demokracja bezpośrednia w najbardziej radykalnej wersji.

Powstają ludowa milicja, najwyższa izba kontroli, specjalne oddziały wojskowe, prokuratura, działa ludowe ministerstwo zdrowia. Oficjalni milicjanci muszą legitymować się przed działaczami Samoobrony. Rewolucjoniści traktują ich jak podwładnych. Oficer, podoficer, szeregowy - wszyscy tłumaczą się, dokąd i po co jadą. Znany jest przypadek, w którym Samoobrona Majdanu wylegitymowała berkutowców wyjeżdżających z Kijowa, którzy ukrywali w autobusach skradzione figurki z opanowanego przez opozycjonistów Ukraińskiego Domu.

Z jednej strony są parlament i oficjalne instytucje, które de facto nie działają. Z drugiej strony jest państwo Majdanu. Ukraina Majdanu, która chce po swojemu urządzić kraj. Na ludowo. Po rewolucyjnemu. To demokracja dosłowna.

- Mamy zamiar tworzyć organ zaufania ludowego. Ludzie w nim zrzeszeni mają kontrolować działania urzędników, a jeśli któryś z nich okaże się skorumpowany, urząd będzie mógł go usunąć - przekonuje Maksym Hareć, przedsiębiorca z Krzemieńczuka w obwodzie połtawskim. Maksym przez ostatnie trzy miesiące stał na barykadach Euromajdanu. Teraz wierzy, że doświadczenia demokracji bezpośredniej z protestów da się przełożyć na całe państwo.

Na Majdanie nikt nie wierzy politykom opozycji. Liderzy partii parlamentarnych, Arsenij Jaceniuk, Witalij Kłyczko i Ołeh Tiahnybok, byli wygwizdywani, gdy stawali na scenie głównego placu stolicy Ukrainy. Myśl, że wykorzystali oni poświęcenie tysięcy ludzi, z których najpewniej ponad 100 oddało życie, do realizacji własnych ambicji, nie daje spokoju obrońcom Majdanu. Dlatego już teraz myślą, jak zagwarantować, że także w przyszłości politycy nie będą wykorzystywać urzędów publicznych do własnych interesów.

Stąd pomysł ludowej najwyższej izby kontroli. Będą ludowi inspektorzy. Z dostępem do informacji z ministerstw. Teraz to realne. Dokumenty oznaczone gryfem poufne latają luzem po urzędach. Ten, kto chce poznać kulisy władzy Janukowycza, ma realnie dostęp do materiałów źródłowych.

Pierwsze oznaki obywatelskiego sprzeciwu wobec nowych władz dało się odczuć natychmiast po obaleniu prezydenta Janukowycza. Najpierw Automajdan, zmotoryzowana część protestujących, ogłosił swoje przejście do opozycji wobec nowych władz. Potem Andrij Parubij, wojskowy komendant Majdanu, ogłosił, że nie ma zamiaru rozbierać zbudowanych w centrum Kijowa barykad. Wcześniej chęć sprzątnięcia powstańczych umocnień wyraził mer stolicy Wołodymyr Makejenko, sam będący uciekinierem z Partii Regionów.

Gdy zmierza się w stronę Kijowa od wschodu, na szerokiej autostradzie wciąż stoją kontrolne posty rewolucjonistów. Samoobrona Majdanu współpracuje ściśle z milicją. - Wielu bojowników widzi swoją przyszłość w strukturach państwowych, milicji albo wojskach wewnętrznych - mówi DGP Maksym Hareć. - Ja na pewno zamierzam utworzyć w swoim mieście organizację kontrolującą działania struktur państwowych. Nie damy im więcej kraść i kombinować - zapewnia.

Na Majdanie Nezałeżnosti pozostało niemal całe miasteczko namiotowe. Działają polowe szpitale, choć ostatnio głównie zapewniają one pomoc psychologiczną. Działają kuchnie polowe i kaplice. Ludzie setkami przynoszą kwiaty na miejsca, gdzie poległy dziesiątki protestujących. - U nas w sotni zginęło trzech chłopaków - mówi Maksym Hareć. To i tak jeden z oddziałów, które straciły najmniej bojowników.

Zachód obiecuje pomoc, Rosja ostrzega

Bitwa o przyszłość Ukrainy wchodzi w następny etap. W czasie gdy szefowa unijnej dyplomacji Catherine Ashton rozmawiała wczoraj w Kijowie o wsparciu gospodarki, Rosja ustami premiera Dmitrija Miedwiediewa kwestionowała legitymację nowych władz i ostrzegała, że nie będzie się bezczynnie przyglądała, jeśli życie jej obywateli będzie zagrożone.

Unia Europejska, która była krytykowana w Kijowie za zbyt późne objęcie sankcjami reżimu Janukowycza, teraz próbuje się rehabilitować. Według wysokiego rangą urzędnika Komisji Europejskiej Bruksela rozmawia z USA, Japonią, Chinami, Kanadą i Turcją o skoordynowaniu pomocy dla Kijowa, a francuski minister spraw zagranicznych Laurent Fabius powiedział, że sprawa międzynarodowej konferencji darczyńców jest omawiana i powinno się to wyjaśnić w najbliższych dniach. Jak podało ukraińskie ministerstwo finansów, w ciągu najbliższych dwóch lat kraj będzie potrzebował pomocy w wysokości 35 mld dol., przy czym 6 mld to długi, które Kijów musi spłacić w tym roku. Już w zeszłym tygodniu przekazanie obiecanej wcześniej pomocy finansowej wstrzymała Rosja.

Wśród uczestników konferencji Moskwa nie jest wymieniana, bo ta wobec sąsiada ma inne plany. - Legitymacja całego szeregu organów władzy, które funkcjonują, budzi wątpliwości. Niektórzy zachodni partnerzy mają inne zdanie. Ale fakt, że to, co było w istocie przewrotem zbrojnym, ludzie określają jako legalne, jest pomieszaniem pojęć - oświadczył Miedwiediew. Skrytykował też Zachód za poparcie decyzji o przeprowadzeniu wyborów prezydenckich 25 maja. Była to najostrzejsza jak do tej pory reakcja Rosji na wydarzenia na Ukrainie, a wzmocniły ją ostrzeżenie o możliwym zagrożeniu dla rosyjskich interesów i życia mieszkających tam Rosjan oraz wezwanie na konsultacje ambasadora w Kijowie. Przypomnijmy, że obawy o losy obywateli Rosji posłużyły Moskwie za pretekst do interwencji w Osetii Południowej w 2008 r., która zakończyła się faktycznym oderwaniem tego terytorium od Gruzji.

Wciąż niejasne jest miejsce pobytu obalonego prezydenta, za którym tymczasowe władze wydały list gończy. Jak powiedział p.o. szef MSW Arsen Awakow, Janukowycz po raz ostatni widziany był w niedzielę w Bałakławie na Krymie, dokąd przyleciał helikopterem. Ale opuścił prywatną rezydencję i z jednym ze współpracowników oraz grupą ochroniarzy udał się autem w nieznanym kierunku. Awakow poinformował też, że przeciwko Janukowyczowi i innym osobom odpowiedzialnym za tłumienie demonstracji formalnie wszczęte zostało postępowanie karne. Według najnowszych - podanych wczoraj przez ministerstwo zdrowia - danych podczas rewolucji, która doprowadziła do obalenia Janukowycza, zginęło 88 osób, choć najprawdopodobniej nie jest to jeszcze ostateczny bilans, gdyż los wielu osób pozostaje nieznany.

Bartłomiej Niedziński

Automajdan już ogłosił przejście do opozycji wobec nowych władz

@RY1@i02/2014/038/i02.2014.038.00000060c.804.jpg@RY2@

TV 5

Wiktor Janukowycz uciekł śmigłowcem na Krym, a stamtąd odjechał gdzieś samochodem

@RY1@i02/2014/038/i02.2014.038.00000060c.805.jpg@RY2@

AFP/East News

Kwiaty dla tych, którzy zginęli, broniąc demokratycznej Ukrainy. Zachodnie mocarstwa debatują nad pomocą gospodarczą, a Rosja grozi

Zbigniew Parafianowicz

Michał Potocki

korespondencja z Kijowa

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.