Spiskowe teorie sosnowej rewolucji
Majdan ma zapach palonej sosny dźwięk lekko rozstrojonego pianina i smak herbaty z cytryną. Podczas rewolucji rodzą się nowi bohaterowie. Ekspresowej dynamice wydarzeń towarzyszy wysyp teorii spiskowych. Oto kilka z nich
Nihojan zginął, bo przypominał człowieka Al-Kaidy
Serhij Nihojan, Ukrainiec o ormiańskich korzeniach, miał pociągłą, kaukaską twarz i czarną brodę. Według jednego z naszych rozmówców w Kijowie właśnie to miało być przyczyną jego śmierci. - Zastrzelili go rosyjscy komandosi, bo pasował do stereotypu - przekonuje nas dobrze wykształcony 45-latek. - Na Ukrainie kaukaska uroda sensacji nie wywołuje, ale Rosja miała wojnę w Czeczenii i odwieczne problemy z Kaukazem. Zabity Nihojan miał być dowodem dla samych Rosjan, że na Majdanie stoją terroryści - przekonuje. Ta teoria ma swoją rozwiniętą wersję. Ormianinem mieli się zajmować trzej agenci rosyjscy. Jeden z lornetką w ręku szukał ludzi o podobnej urodzie. Drugi akceptował propozycje celu. Trzeci był snajperem egzekutorem. Według innej wersji, do której przekonywała nas bizneswoman ze wschodu kraju, Nihojan zginął po to, by doprowadzić do eskalacji konfliktu i pchnięcia prezydenta Wiktora Janukowycza w objęcia Moskwy. Zabójcy mieli go wytypować, bo wcześniej w sieci pojawił się filmik, na którym Serhij czyta poezję Tarasa Szewczenki. W myśl tej teorii także druga ofiara, Białorusin Michaił Żyźnieuski, nie była przypadkowa. Mężczyznę również można znaleźć na YouTube - podczas odśpiewywania hymnu Ukrainy. Obie wersje są atrakcyjne. I tak doskonałe, że trudno w nie uwierzyć.
Rosyjscy komandosi działają w stolicy
Idąc tropem zabójców Nihojana, nie sposób nie wspomnieć o widmie rosyjskich szwadronów śmierci. To właśnie one mają siać zamęt. Strzelać z dachu Domu Ukraińskiego na Jewropejskiej płoszczy. I napuszczać na siebie Ukraińców. Teoria o specnazie nie jest zresztą nowa, już w 2004 r., podczas pomarańczowej rewolucji, rosyjscy komandosi mieli stanowić ochronę prezydenta Łeonida Kuczmy. Byli również odwodem do ewakuacji za granicę piastującego wówczas stanowisko premiera Janukowycza. Naturalną bazą Rosjan do działań na Ukrainie jest Krym, gdzie federalna flota cumuje swoje okręty. W tym wypadku również pozornie wszystko trzyma się kupy. Pozornie. Bo trudno założyć, że rządzący twardą ręką Janukowycz nie ma lub nie chce mieć wiedzy o niewidzialnym graczu w polityce - supertajnych komandosach specnazu. Trudno uwierzyć, że pozwala im siać zamęt w mieście. I to bez żadnych widocznych korzyści dla siebie.
Majdan za pieniądze Zachodu szykuje przewrót
Na początku lutego, gdy sytuacja na ulicach zaczęła się normalizować, do ukraińskich mediów trafiła informacja, że trzej liderzy partyjni - Arsenij Jaceniuk, Ołeh Tiahnybok i Witalij Kliczko - będą mieli sprawę o szykowanie zamachu stanu. Po wyniesieniu przez Służbę Bezpieczeństwa Ukrainy twardych dysków z siedziby partii Batkiwszczyna stało się jasne, że są dowody na spisek opłacany w Brukseli, Warszawie i Waszyngtonie. Agentura miała alternatywę: albo ucieka za granicę, albo idzie za kratki. Oficjalna propaganda może dowolnie eksploatować ten mit. Część organizacji pozarządowych rzeczywiście korzysta z zagranicznych grantów. Nie oznacza to jednak, że są one na usługach wywiadów. Na Wschodzie kraju ta wersja ma swoich wiernych odbiorców. Pełni naturalną funkcję konsolidowania twardego elektoratu. Tego, który nie dostrzegł, że zimna wojna się skończyła.
Opozycja to terroryści
- Milicja? Przyjeżdżajcie! Na Chreszczatyku jest bomba - te słowa wypowiada były już premier Mykoła Azarow ze zdjęcia na pamiątkowym magnesie na lodówkę, który za 10 hrywien (3 złote) można kupić na Majdanie. Ironia odwołuje się do ostrzeżeń o ładunkach w metrze, które w grudniu miała otrzymać milicja, ale w pełni oddaje logikę wojen informacyjnych prowadzonych ze strony władzy. Komunikat ze strony rządu i administracji prezydenta jest prosty - osoby, które protestują, to awanturnicy, zadymiarze i terroryści. Ich cel to sianie zamętu i destabilizacja państwa. Wyrywanie kostki brukowej i starcia z Berkutem. Władza z kolei chce ładu i stabilizacji, co wyraża się sloganem kampanii Janukowycza z wyborów 2010 r.: "Jest przywódca, jest państwo". Na tak przedstawioną alternatywę Majdan reaguje powszechnym szyderstwem. Choćby takim jak magnesy na lodówkę z Azarowem czy wlepki na sprzęcie elektronicznym z napisem "Uwaga, bomba!".
Janukowycz miał wylew
Stan zdrowia prezydenta od momentu podania informacji, że Janukowycz udał się na zwolnienie lekarskie, nie znikał z serwisów informacyjnych. W internecie, na blogach i Facebooku wymieniano się sensacyjnym doniesieniem, że głowa państwa tak naprawdę nie ma grypy, tylko doznała wylewu. Dorzucano jeszcze, że prezydent ledwo przeżył. Konieczna była również reanimacja. Podsypywano ją doniesieniami o zielonym kolorze twarzy polityka, który miał świadczyć o jego bliskim końcu. Ostatecznie po kilku dniach prezydent pojawił się w pracy. Pokazała go telewizja. Mit umarł, prezydent przeżył.
Berkut nosi pampersy
Informację o pampersach dla Berkutu podał były szef MSW Jurij Łucenko. Chodziło z jednej strony o wykazanie zrozumienia dla marznących na mrozie milicjantów, z drugiej ich dyskretne ośmieszenie. Wizerunek twardziela z ul. Hruszewśkoho legł w gruzach. W tej sprawie rzeczywiście coś jest na rzeczy. Tylko, jak w każdym micie, procent prawdy nie przekracza ilości śladowych. Berkutowcy rzeczywiście marzną i wydano im ocieplacze na buty. Milicjanci mają również problem z obuwiem. Widać to choćby po tym, że każdy z nich nosi inny rodzaj butów. Od ocieplaczy daleko jednak do pampersów.
Setki trupów w kostnicach
Doniesienia o niezidentyfikowanych zwłokach trzymanych w kijowskich kostnicach pojawiają się regularnie od początku grudnia, dwa, trzy razy na tydzień. Nie wiadomo, kto rozpuszcza plotki. Ofiary szwadro- nów śmierci mają być chowane przed światem w obawie przed wywołaniem paniki. Majdan ma człowieka, który każdorazowo zajmuje się weryfikacją sensacyjnych alarmów. To deputowana Batkiwszczyny Łesia Orobeć. W ten sposób mówiła o swojej misji w rozmowie z magazynem "Ukrajinśkyj Tyżdeń". - Zazwyczaj nikomu nic nie mówię, sprawdzam sama, by nie siać paniki. To trudne psychologicznie, za każdym razem kosztuje dużo czasu i sił. Często za plotkami kryje się zła wola, chcą odciągnąć nas od pracy, zastraszyć - mówiła.
Opozycja sama się katuje
Ponieważ - jak dowodzą prorządowe media - władza z założenia jest niewinna, ktoś inny musi stać za terrorem wobec opozycjonistów. Najchętniej oni sami. W tej wersji kilkadziesiąt spalonych samochodów aktywistów euromajdanu to ich własna prowokacja, funkcjonariuszy Berkutu palą żywcem dziennikarze opozycyjnego 5 Kanału, ofiary śmiertelne zostały zamordowane przez samych demonstrantów, a skatowany lider mobilnego automajdanu Dmytro Bułatow zainscenizował swoje pobicie, by uciec na Zachód w glorii bohatera lub - według innej wersji - sprowokować kolejną eskalację konfliktu. Wszystkie wymienione opinie można znaleźć w ukraińskiej sieci, a tę ostatnią, o Bułatowie, usłyszeliśmy, niezależnie od siebie, od dwóch świetnie wykształconych rozmówców. Absurd, ale nośny, zwłaszcza w regionach Ukrainy politycznie i medialnie zmonopolizowanych przez Partię Regionów, jak Krym czy Zagłębie Donieckie.
Kreml opłaca polskie media
Do mitów ukraińskiego Majdanu można też zaliczyć jedno polonicum. Gdy jeden z polskich dzienników zamieścił rozmowę z przedstawicielem radykalnego Sektora Prawicowego Andrijem Tarasenką, w którym ten postulował przekazanie Przemyśla Ukrainie, ukraiński internet zaczął się zastanawiać, kto za tym stoi. Obok niesmacznych ataków na autora rozmowy pojawiały się stwierdzenia, że wywiad zamówiła Moskwa, by zniechęcić Polaków do popierania ukraińskich dążeń. Według innej wersji Moskwa co prawda zapłaciła za opowiadanie głupot o Przemyślu, ale... całemu Sektorowi Prawicowemu, który swoim radykalizmem ma skompromitować cały Majdan. Jaka jest prawda? Oczywiście nikt nie płacił ani polskiemu dziennikarzowi, ani Tarasence. Nacjonalizm na Majdanie jest obecny i trudno temu zaprzeczać, w zajętej przez demonstrantów siedzibie rządu umieszczono wielki portret Stepana Bandery, na biurku zaś wiceszefa parlamentu z ramienia nacjonalistycznej Swobody, u którego gościliśmy, stoi kalendarz z Romanem Szuchewyczem, który zatwierdzał plan ludobójstwa na Wołyniu.
Tyle że Ukraina nacjonalistyczna w minionej dekadzie zmieniła oblicze. Okrzyki "Sława Ukrajini!" straciły ksenofobiczny wydźwięk, Swoboda wyraźnie stonowała wcześniejszą retorykę, a bardziej od niej radykalny Sektor Prawicowy liczy może kilkaset osób, stanowiąc istotną siłę w ochraniającej Majdan gwardii narodowej, ale na tle setek tysięcy ludzi, którzy przynajmniej od czasu do czasu przychodzą na demonstrację, stanowi margines. Mimo to obecność nacjonalistycznych haseł daje asumpt państwowej propagandzie do przedstawiania przeciwników Janukowycza jako faszystów i antysemitów. To stereotyp na tyle błędny, że wywołał reakcję lidera społeczności żydowskiej Josyfa Ziselsa. - To władza gra na prymitywnych instynktach ludzi, próbując obudzić ten uśpiony antysemicki kod. Ze strony Swobody od dawna nie zauważamy już incydentów antysemickich, ani wyrażonych wprost, ani ukrytych - mówił Zisels, w czasach sowieckich znany dysydent, w rozmowie z "Nową Jewropą".
Wszystkie paradoksy Majdanu
Majdan zadziwia bowiem swoimi paradoksami. Tutaj Żydzi bronią nacjonalistów przed etykietką antysemitów, piłkarscy kibice dbają o porządek w mieście, które starają się zanarchizować inspirowane przez władze i milicję bojówki dresiarzy. Rewolucjoniści są lepiej zorganizowani niż państwowe służby porządkowe. Do tego nawet ci, którym spieszno do bitki z berkutowcami, chcą jak najbardziej ochronić swoje miasto. W obrębie trzeciej barykady na ul. Hruszewśkoho stoi pomnik legendarnego trenera piłkarskiego Wałerija Łobanowskiego. Aby nie uszkodzić go podczas starć, rośli chłopcy w kominiarkach przykryli go brezentem. W takim zaskakującym, niejednoznacznym sosie łatwo o teorie spiskowe, jak zawsze tłumaczące rzeczywistość w najprostszy możliwy sposób. - Na razie za mało wiemy, czy rzeczywiście wszystkie są fałszywe. Dopiero po Majdanie będzie można to zbadać - podsumowuje w rozmowie z DGP politolog Taras Berezoweć.
@RY1@i02/2014/026/i02.2014.026.00000080a.802.jpg@RY2@
AFP/East News
Zbigniew Parafianowicz
Michał Potocki
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu