Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Najbezpieczniej wypoczywać na ławce przed domem

30 czerwca 2018

Zachodnie resorty dyplomacji od miesięcy rozszerzają listę niebezpiecznych celów podróży

Rząd USA ostrzegł podróżujących Amerykanów przed ryzykiem ataków terrorystycznych. W wydanym "Alercie dla podróżnych", obowiązującym przez trzy miesiące, amerykański resort spraw zagranicznych nie mówi o planach konkretnego ataku, a jedynie zwraca uwagę, że Państwo Islamskie, Al-Kaida czy Boko Haram kontynuują planowanie zamachów w różnych częściach świata. W związku z tym wzywa Amerykanów do zachowania szczególnej czujności.

Podobne ostrzeżenia wydaje także polski MSZ. Duża część z nich dotyczy krajów popularnych wśród turystów w sezonie zimowym. 10 lipca, dwa tygodnie po zamachach w Susie, do których przyznało się Państwo Islamskie, polski rząd odradził wyjazdy do Tunezji. 27 lipca do listy dołączyła Turcja, a 26 października - Egipt. MSZ wydało oświadczenie, w którym zaleca unikanie podróży do kraju faraonów, zaledwie na pięć dni przed zamachem na rosyjski samolot na Synaju, do którego przyznali się dżihadyści popierający Państwo Islamskie.

Resort ostrzegał, że w tym terminie w regionie wystąpi wysokie ryzyko zamachów i - jak się okazało - miał rację. W międzyczasie polskie służby przestrzegały przed wyjazdami do Etiopii, Jordanii, Kamerunu, Kolumbii, Somalii i Sudanu. W ostatnich tygodniach do grupy krajów o wysokim poziomie ryzyka terrorystycznego MSZ dołączył Belgię, Francję i Mali. W Europie Zachodniej zagrożenie stanowią przede wszystkim terroryści wywodzący się z Państwa Islamskiego. Z kolei w Mali do niedawnego ataku na hotel w Bamako przyznała się organizacja Al-Murabitun.

Trudno przewidzieć, jak długo będą obowiązywać alerty ogłoszone dla polskich podróżnych. Eksperci przekonują, że podtrzymywanie ostrzeżeń przez zbyt długi czas nie jest dobrym pomysłem. - Oczywiście, najpierw trzeba wyjaśnić wszystkie kluczowe kwestie i zabezpieczyć teren, ale służby powinny jak najszybciej przywrócić normalne procedury. Przetrzymywanie społeczeństwa w strachu może rodzić dodatkowe napięcia i - co za tym idzie - wywoływać jeszcze większą panikę - tłumaczy Krzysztof Liedel, dyrektor Centrum Badań nad Terroryzmem Collegium Civitas.

Doktor Aleksandra Zięba z Uniwersytetu Warszawskiego wskazuje z kolei, że większość ostrzeżeń i dodatkowych regulacji wprowadzana jest zbyt szybko i często niepotrzebnie. - Wraz z podnoszeniem poziomu bezpieczeństwa ograniczane są wolności i prawa obywatelskie. W krajach demokratycznych prędzej czy później przyniesie to falę niezadowolenia - tłumaczy. Jej zdaniem służby powinny położyć nacisk na walkę z rekrutacją do organizacji terrorystycznych i tłumienie oznak radykalizmu.

Czy Polacy wezmą sobie do serca ostrzeżenia MSZ? Krzysztof Liedel ma wątpliwości. - Polacy z reguły nie przywiązują większej wagi do tego typu alertów. Zamachy w Tunezji i wywiady przeprowadzane na miejscu dały jasny komunikat - większość turystów była przekonana, że ich to nie dotyczy. To efekt tego, że namacalnie nie doświadczyliśmy zamachu terrorystycznego. Mentalnie nie jesteśmy przygotowani na tego typu zdarzenie - kwituje Liedel.

@RY1@i02/2015/229/i02.2015.229.00000130a.802.jpg@RY2@

AP

Po ostatnim zamachu, kiedy w wybuchu zginęło 21 osób, Mali dołączyło do niebezpiecznych kierunków

Damian Furmańczyk

Patrycja Otto

dgp@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.