Europa szuka miejsca w zmieniającym się świecie
Czy pomysł powołania Azjatyckiego Banku Inwestycji Infrastrukturalnych rozbił solidarność między USA a Europą Zachodnią?
Stworzenie przez Chiny przy współudziale europejskich państw niezależnego od Stanów Zjednoczonych banku inwestycyjnego wielu obserwatorów uważa za dyplomatyczny sukces chińskich władz i poważny prztyczek wymierzony Waszyngtonowi. Bank ma powstać do końca 2015 r. Jego siedziba będzie się znajdowała w Pekinie, a kapitał początkowy wyniesie 50 mld dol. Ma w zamyśle stwarzać bodźce dla wzrostu inwestycji infrastrukturalnych w Azji.
Problem w tym, że podobne projekty finansują już Bank Światowy i Azjatycki Bank Rozwoju. Obydwie instytucje są jednak pod kontrolą Stanów Zjednoczonych, a azjatycka - także Japonii.
Ku zdumieniu Japończyków i Amerykanów zamiar włączenia się w nowe struktury zadeklarowało aż 40 państw, w tym m.in. uważani za światowych sprzymierzeńców Stanów, Wielka Brytania, Francja, Niemcy, Włochy. Na liście chętnych są też inne kraje europejskie: Luksemburg, Szwajcaria i Portugalia.
Kilka dni temu do sekretariatu nowo tworzonej organizacji tzw. endorsement letter, czyli intencję przystąpienia do grona członków założycieli wysłał również polski rząd. Według wiceministra finansów Artura Radziwiłła, korzyści mogą obejmować lepsze warunki działalności polskich firm na rynkach azjatyckich, w tym uprzywilejowany dostęp do projektów inwestycyjnych i źródeł finansowania banku, jak również zwiększone obroty handlowe oraz szanse na przyciągnięcie do Polski inwestycji z krajów azjatyckich.
AIIB planuje zainwestowanie 100 mld dol. w infrastrukturalne projekty w krajach azjatyckich. Połowa kwoty na ten cel już została przewidziana w chińskim budżecie.
Tego typu projekt, w rozumieniu Europy, ma szanse zbudować przeciwwagę dla rozpychających się z coraz większym impetem na Starym Kontynencie chińskich przedsiębiorstw.
Jak podaje firma analityczna Mergermarket, w I kw. 2015 r. wartość chińskich inwestycji w Unii Europejskiej wzrosła wobec 2014 r. o ponad 30 proc. do 9,6 mld dol. Kiedy Zestawi się te dane ze statystykami Baker McKenzie, okazuje się, że inwestycje chińskie po trzech miesiącach stanowią już połowę zeszłorocznego wyniku. A jak podkreślają eksperci, w kwocie podawanej przez Mergermarket, nie ujęto inwestycji typu greenfield, czyli takich, w których inwestorzy tworzą w danym kraju nowe zakłady i miejsca pracy, od inwestycji polegających na przejęciu części lub całości przedsiębiorstw już istniejących. Taki charakter miało zaś przejęcie słynnego włoskiego producenta opon Pirelli przez Chińską Państwową Korporację Chemiczną (ChemChina). Kwota umowy to - bagatela - 7,1 mld dol.
Pytanie, czy przyjęcie reguł gry dyktowanych przez chińskie władze jest w stanie odwrócić ten trend. Wzrostowi chińskich inwestycji w Europie sprzyja przecież znaczne osłabienie kursu euro względem juana. Jeszcze rok temu za jedno euro trzeba było zapłacić ok. 8,5 juana, teraz europejska waluta kosztuje niecałe 6,7 juana.
Według "Financial Timesa" AIIB to element szerszej strategii Chin polegającej na tworzeniu nowych instytucji finansowych i gospodarczych, które zwiększą międzynarodowe wpływy Pekinu. Obecnie między Chinami a USA trwa rywalizacja o to, kto w ciągu najbliższych dziesięcioleci będzie określał zasady gospodarcze i handlowe w Azji. Administracja Stanów Zjednoczonych uważa, że nowa instytucja jest też politycznie szkodliwa. Waszyngton argumentuje, że bank ten stanie się rywalem Banku Światowego i Azjatyckiego Banku Rozwoju.
Władze Państwa Środka przekonują, że AIIB będzie uzupełniał inne instytucje finansowe, takie jak ABR, którego głównymi udziałowcami są Japonia i BŚ z wiodącą w nim rolą USA. I to właśnie hegemonia Stanów Zjednoczonych w Banku Światowym jest równie ważnym powodem powołania nowej instytucji. Choć dystans gospodarczy między Chinami a USA jest coraz mniejszy, nie widać tego np. w podziale głosów w Banku Światowym. Pekin w tej instytucji może liczyć na niespełna 5 proc. głosów, a Waszyngton ma ich ponad trzy razy więcej. W nowej instytucji to Państwo Środka będzie odgrywało kluczową rolę.
To budzi też niepokój Japonii. Premier Shinzo Abe stwierdził, że rząd ma wątpliwości co do standardów zarządzania bankiem oraz procedur selekcji instytucji kwalifikujących się do uzyskania kredytu z AIIB. Tak naprawdę chodzi jednak o uszczuplenie wpływów finansowych Japonii w regionie.
Najbliższe miesiące zapowiadają się więc bardzo ciekawie. Chętnych do udziału w nowym banku jest dużo, ale dopiero po wypracowaniu ostatecznego tekstu statutu i innych dokumentów związanych z funkcjonowaniem banku państwa podejmą decyzję co robić dalej.
CP
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu