Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

W Euro 2016 jak w lustrze

27 czerwca 2018

Odbijają się w nim dokładnie te same problemy, z jakimi zmaga się cała Unia

Nigdy wcześniej żaden gospodarz wielkiej imprezy nie musiał w jednym momencie walczyć z tak wieloma problemami. Rząd w Paryżu ma obecnie na głowie: burzliwe strajki kolejnych grup zawodowych, potężne zagrożenie ze strony islamskich terrorystów oraz brutalne bójki między kibicami. Na to wszystko nakłada się jeszcze fatalna atmosfera w kraju. Francuzi są zmęczeni polityką, niekończącym się kryzysem gospodarczym, ich poparcie dla polityków (przede wszystkim prezydenta Françoisa Hollandea) utrzymuje się na rekordowo niskim poziomie. Innymi słowy - trudno sobie wyobrazić gorszy moment na organizację wielkiej imprezy. Francuzów ona niespecjalnie wciąga, a organizatorzy (czyli prezydent i rząd) nie za bardzo mają głowę się nią zajmować.

Ale nie po to powstaje ten tekst, żeby z troską pochylać głowę nad problemami Francuzów i empatycznie współczuć im w ich ciężkim położeniu (tym bardziej że w sporej części znaleźli się w nim na własne życzenie). To jest tekst o tym, że Euro się zmienia - dokładnie tak samo jak zmienia się Europa. Wszystko wskazuje na to, że czempionat w 2012 r. zorganizowany wspólnie przez Warszawę i Kijów był ostatnim akordem starej Europy. Obecne mistrzostwa i problemy, z którymi się zmagają ich organizatorzy, to zapowiedź nowego porządku na naszym kontynencie. Przygotujmy się na nowe czasy. Gdzie tkwi największa różnica między obecnym Euro i poprzednim?

Cztery lata temu Unia już była wstrząsana bardzo poważnym kryzysem gospodarczym, ale wtedy wszyscy byli przekonani, że sytuacja znajduje się pod kontrolą. Bruksela nie myślała w kategoriach obrony własnych stanowisk, ale o ekspansji. Najlepiej potwierdzał to wybór organizatorów zawodów w 2012 r. Polska, czyli kraj, który dopiero co dołączył do UE, ale zdążył sobie wyrobić opinię bystrego, pojętnego europejskiego ucznia, prymusa niemalże, oraz Ukraina - państwo, które w jakiejś formule także miało być wciągnięte w europejski krąg. Lepszego przykładu na myślenie właściwie imperialne unijnych decydentów znaleźć nie można. Ukraińcy zresztą mocno uwierzyli w to, że Bruksela ma wobec nich poważne zamiary. Euromajdan, który zaczął się pod koniec 2013 r., był tego najlepszym dowodem.

Ale w międzyczasie Unia musiała gwałtownie zrewidować swoje ambicje. Kryzys finansowy okazał się dużo głębszy niż podejrzewano w 2012 r., do dziś nie udało się go w pełni opanować. Euromajdan i unijne wsparcie dla niego okazały się początkiem ostrego konfliktu z Rosją. Moskwa została objęta sankcjami, które w nią mocno uderzyły, ale także Europa płaci za nią cenę gospodarczą i polityczną.

A jakby tego było mało, latem ubiegłego roku rozpoczął się bardzo głęboki kryzys związany z napływem migrantów, którego efekt wzmocniła jeszcze seria zamachów terrorystycznych zorganizowanych przez islamskich radykałów. Sen o wielkiej Europie pod wpływem tych problemów zaczął powoli przeistaczać się w koszmar. Ta seria kryzysów odciska piętno na polityce w Europie Zachodniej. Dotychczasowe elity oraz wykreowany przez nie po II wojnie światowej porządek jest coraz głośniej kwestionowany. Najbardziej jaskrawym przykładem tego jest brytyjskie referendum w sprawie członkostwa w UE. Jeszcze pięć lat temu nikomu nie przyszłoby do głowy nawet o to pytać. Dziś Brytyjczycy poważnie rozważają kwestię wyjścia z UE. A podobne referenda u siebie chcieliby przeprowadzić także Włosi czy Francuzi.

Sondaże preferencji partyjnych w poszczególnych państwach wyraźnie pokazują, jak w siłę rosną ugrupowania spoza politycznego głównego nurtu. Niedawno znajdowały się na całkowitym marginesie albo wręcz w ogóle nie istniały (jak Syriza w Grecji czy Podemos w Hiszpanii), teraz stają się języczkiem u wagi albo wręcz najważniejszymi aktorami na scenie politycznej. Wyraźnie widać, że zdarzenia ostatnich lat uruchomiły w Europie nowe siły, które mocno uderzają w stary porządek. I świetnie widać to właśnie we Francji.

Przyglądamy się temu krajowi przy okazji Euro i jak w soczewce widzimy zmiany zachodzące na naszym kontynencie. A także skutki, które one przynoszą: niepokój społeczny, brak poczucia stabilności, wzrost zagrożenia zamachami terrorystycznymi czy bezrobociem. To wszystko odciska piętno na polityce, a także na istniejących instytucjach - łącznie z tą największą, Unią Europejską. Dziś już nie może ona myśleć w kategoriach imperialnych, jak miało to miejsce cztery lata temu. Teraz szczytem jej możliwości jest zachowanie status quo, rozumianego jako 28 państw członkowskich, strefa euro, Schengen, swobodny przepływ towarów, ludzi i usług. Wcale nie jest pewne, czy to się uda zachować, a każda zmiana to będzie ruch tektoniczny gruntownie przebudowujący polityczno-instytucjonalną strukturę Europy.

W jaką stronę? Dezintegracji. Wcale nie można wykluczyć, że jej symbolem staną się następne piłkarskie mistrzostwa Europy. Odbędą się one w nietypowej formule. Nie będzie jednego kraju gospodarza, mecze będą rozgrywane na całym kontynencie, na stadionach w 13 krajach. W pierwotnym zamyśle miało to pewnie stanowić symbol otwartej Europy bez granic. Jest jednak duże ryzyko, że ta formuła stanie się symbolem Europy kompletnie pomieszanej, w której nic nie jest na swoim miejscu i w której nikt nie ma zielonego pojęcia, w jakim porządku na nowo poukładać rozsypane klocki.

Agaton Koziński

 dgp@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.