Londyn: stan gry przed godziną zero
To miał być zwykły marsz po władzę, tymczasem finał kampanii wyborczej w Zjednoczonym Królestwie zamienił się w polityczny thriller. Theresa May, rozpisując przedterminową elekcję, zamierzała umocnić swoją pozycję, a w wariancie maksimum - stać się najsilniejszym premierem od zakończenia II wojny światowej. Dawałoby to jej potężny oręż w rozmowach o technikaliach brexitu. Okazuje się jednak, że przewaga Partii Konserwatywnej nad Partią Pracy w dwóch weekendowych sondażach zmalała do zaledwie punktu procentowego i teraz nie jest pewne, czy konserwatyści nie utracą bezwzględnej większości. Ugrupowanie May prowadziło kampanię, jakby zapomniało o tym, że spora część społeczeństwa jest sfrustrowana i nie chce stabilności, lecz zmiany. Potwierdzało to głosowanie za opuszczeniem UE. Te nastroje lepiej wyczuł lider Partii Pracy Jeremy Corbyn, który oprócz tego prowadził dynamiczniejszą kampanię. ⒸⓅ A8
@RY1@i02/2017/110/i02.2017.110.00000010d.801.jpg@RY2@
@RY1@i02/2017/110/i02.2017.110.00000010d.802.jpg@RY2@
@RY1@i02/2017/110/i02.2017.110.00000010d.803.jpg@RY2@
fot. Chrisdorney/Shutterstock
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu